Jakie masz pytanie?

lub

Czy to prawda, czy mit, że jeśli złośliwe oprogramowanie posiada mechanizm autousunięcia po określonym czasie lub wykonaniu zadania, to nawet specjalista nie będzie w stanie wykryć jego wcześniejszej obecności, oraz czy takie oprogramowanie rzeczywiście może pobrać dowolny plik z dowolnej strony internetowej?

Usuwanie śladów cyfrowych Odzyskiwanie danych po ataku Analiza złośliwego oprogramowania
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

W świecie cyberbezpieczeństwa krąży wiele legend, które często wyolbrzymiają możliwości hakerów, ale też sporo faktów, które potrafią zmrozić krew w żyłach. Kwestia oprogramowania, które potrafi „rozpłynąć się w powietrzu” po wykonaniu misji, to jeden z najciekawszych tematów. Czy rzeczywiście cyfrowy ślad może zniknąć całkowicie? I czy taki wirus to wszechpotężne narzędzie, które pobierze wszystko z każdego zakątka sieci? Rozprawmy się z tymi mitami.

Mechanizm autousunięcia – czy da się oszukać informatykę śledczą?

Przekonanie, że złośliwe oprogramowanie (malware) po samolikwidacji staje się niewykrywalne, to w dużej mierze mit. Choć prawdą jest, że zaawansowane wirusy, trojany czy narzędzia szpiegowskie (takie jak niesławny Pegasus) posiadają funkcje zacierania śladów, to „całkowite zniknięcie” w systemie operacyjnym jest niemal niemożliwe.

Specjaliści z zakresu informatyki śledczej (Digital Forensics) dysponują narzędziami i wiedzą, które pozwalają odnaleźć dowody obecności intruza nawet długo po tym, jak główny plik wykonywalny został usunięty. Oto dlaczego malware zostawia ślady:

  • Artefakty w rejestrze systemowym: Wiele wirusów modyfikuje rejestr Windows, aby zapewnić sobie autostart lub zmienić uprawnienia. Nawet jeśli plik zniknie, wpisy w rejestrze często zostają.
  • Pliki dziennika (Logi): Systemy operacyjne i programy antywirusowe stale zapisują zdarzenia. Nagłe zamknięcie procesu, nietypowe połączenie sieciowe czy błąd usługi mogą zostać odnotowane w logach systemowych.
  • Pamięć RAM: Jeśli komputer nie został zrestartowany, fragmenty kodu złośliwego oprogramowania mogą wciąż znajdować się w pamięci operacyjnej.
  • MFT (Master File Table): W systemach plików takich jak NTFS, usunięcie pliku nie oznacza jego fizycznego wymazania z dysku, a jedynie oznaczenie miejsca jako „wolne”. Dopóki dane nie zostaną nadpisane nowymi informacjami, specjalista może je odzyskać.
  • Prefetch i Shimcache: Windows przechowuje informacje o uruchamianych aplikacjach, aby przyspieszyć ich działanie. Ślady po uruchomieniu złośliwego pliku zostają tam niemal zawsze.

Zatem, choć autousunięcie znacznie utrudnia analizę i może zmylić zwykłego użytkownika, dla doświadczonego eksperta jest to zazwyczaj tylko kolejna zagadka do rozwiązania.

Czy malware może pobrać dowolny plik z dowolnej strony?

Tutaj odpowiedź brzmi: technicznie tak, ale z istotnymi zastrzeżeniami. Złośliwe oprogramowanie typu „downloader” lub „dropper” jest zaprojektowane właśnie po to, by pobierać dodatkowe moduły z serwerów kontrolowanych przez hakerów (C&C – Command and Control).

Jednak stwierdzenie, że może pobrać „dowolny plik z dowolnej strony”, wymaga doprecyzowania. Malware podlega tym samym ograniczeniom technologicznym, co każda inna aplikacja:

  1. Dostępność publiczna: Jeśli plik na danej stronie jest publicznie dostępny (np. instalka programu na oficjalnej stronie), malware może go pobrać bez problemu.
  2. Zabezpieczenia serwera: Jeśli plik znajduje się na prywatnym serwerze, wymaga logowania, uwierzytelniania dwuskładnikowego (2FA) lub jest chroniony przez zaawansowane zapory (WAF), malware nie pobierze go „magicznie”, chyba że najpierw wykradnie odpowiednie poświadczenia użytkownika.
  3. Firewalle i systemy EDR: Nowoczesne systemy ochrony w firmach monitorują ruch sieciowy. Jeśli program próbuje połączyć się z podejrzaną domeną lub pobrać plik o znanym, złośliwym podpisie, połączenie zostanie zablokowane.

W skrócie: malware może zainicjować pobieranie z dowolnego adresu URL, do którego komputer ma dostęp, ale nie oznacza to, że potrafi włamać się na dowolny serwer w sieci, by „ukraść” stamtąd plik.

Ciekawostka: Malware „bezplikowe” (Fileless Malware)

Istnieje rodzaj zagrożenia, który jest jeszcze trudniejszy do wykrycia niż oprogramowanie z funkcją autousunięcia. To tzw. fileless malware. Takie ataki nie polegają na zapisywaniu plików na dysku twardym. Zamiast tego wykorzystują legalne narzędzia systemowe (np. PowerShell lub WMI), by uruchomić złośliwy kod bezpośrednio w pamięci RAM. Ponieważ na dysku nie ma żadnego „wirusa”, tradycyjne skanery antywirusowe często go nie widzą. To obecnie jedno z największych wyzwań dla ekspertów od cyberbezpieczeństwa.

Jak się chronić przed „duchami” w systemie?

Skoro wiemy już, że złośliwe oprogramowanie potrafi być sprytne, warto zadbać o podstawy, które utrudnią mu życie:

  • Aktualizacje to podstawa: Większość ataków wykorzystuje luki w oprogramowaniu, które zostały już załatane w nowszych wersjach.
  • Zasada ograniczonego zaufania: Nie pobieraj załączników z nieznanych źródeł, nawet jeśli wyglądają na faktury czy potwierdzenia przesyłek.
  • Monitorowanie sieci: Narzędzia pokazujące aktywność sieciową w czasie rzeczywistym mogą pomóc zauważyć, że Twój komputer wysyła lub pobiera dane w środku nocy, gdy Ty śpisz.

Podsumowując, choć technologia autousunięcia i zdalnego pobierania danych brzmi groźnie, nie czyni ona hakerów nieuchwytnymi. Każde działanie w świecie cyfrowym zostawia ślad – sztuką jest tylko wiedzieć, gdzie go szukać.

Podziel się z innymi: