Gość (37.30.*.*)
Postać Ławrientija Berii do dziś budzi grozę i fascynację historyków. Przez lata przylgnęła do niego etykieta „małego Stalina”, co miało sugerować, że był on wierną kopią dyktatora, jego najbardziej oddanym uczniem i człowiekiem ulepionym z tej samej gliny. Czy jednak to określenie w pełni oddaje naturę jednego z najpotężniejszych ludzi w historii Związku Radzieckiego? Odpowiedź nie jest czarno-biała, bo choć Beria przejął od Stalina metody sprawowania władzy oparte na strachu, w wielu kwestiach był postacią znacznie bardziej pragmatyczną, a momentami wręcz zaskakującą.
Trudno nie zauważyć uderzających podobieństw między Stalinem a Berią. Obaj pochodzili z Gruzji, co w moskiewskiej elicie władzy tworzyło specyficzną więź, ale też wzajemną nieufność. Beria, podobnie jak jego mentor, posiadał niemal nieograniczoną zdolność do okrucieństwa. Jako szef NKWD stał za masowymi deportacjami, czystkami i rozbudową systemu łagrów. To on podpisał rozkaz dotyczący zbrodni katyńskiej, co na zawsze zapisało go na najczarniejszych kartach historii.
W tym sensie przydomek „mały Stalin” jest w pełni uzasadniony. Beria był architektem terroru, który potrafił zarządzać strachem z taką samą precyzją jak „Wielki Językoznawca”. Był cieniem Stalina, wykonawcą jego najmroczniejszych poleceń, a ich relacja opierała się na specyficznej symbiozie – Stalin potrzebował sprawnego kata, a Beria potrzebował ochrony, jaką dawał mu parasol dyktatora.
To, co odróżniało Berię od Stalina i sprawiało, że był on być może jeszcze groźniejszy, to jego niezwykła wydajność menedżerska. O ile Stalin był ideologiem i paranoicznym strategiem, o tyle Beria był genialnym, choć bezwzględnym administratorem. To właśnie jemu ZSRR zawdzięcza błyskawiczne zbudowanie bomby atomowej. Beria nie tylko nadzorował szpiegostwo przemysłowe w USA, ale potrafił zmusić tysiące naukowców i więźniów do pracy ponad siły, by osiągnąć cel.
W kręgach władzy szeptano, że Beria jest „Stalinem z kalkulatorem”. Jego podejście było mniej emocjonalne, a bardziej technokratyczne. Interesował go wynik, a nie tylko ślepe oddanie ideologii. Ta cecha sprawiła, że po śmierci Stalina w 1953 roku, Beria stał się postacią, której reszta Biura Politycznego bała się najbardziej – nie tylko ze względu na dostęp do teczek, ale z powodu jego inteligencji i sprawności w działaniu.
Mało kto wie, że tuż po śmierci Stalina, Beria – ten sam człowiek, który przez lata wysyłał ludzi na śmierć – zaczął forsować zaskakująco liberalne reformy. Proponował m.in. zjednoczenie Niemiec jako państwa neutralnego, ograniczenie roli partii w gospodarce oraz amnestię dla więźniów politycznych. Czy robił to z dobroci serca? Oczywiście, że nie. Był cynicznym graczem, który rozumiał, że system stalinowski jest niewydolny i próbował „uciec do przodu”, by utrzymać się przy władzy. To właśnie te próby reform, połączone z jego ogromną potęgą, sprawiły, że Chruszczow i inni towarzysze postanowili go wyeliminować.
Jeśli szukamy punktów styku między obiema postaciami, nie sposób pominąć kwestii charakterologicznych. Beria, podobnie jak Stalin, był człowiekiem pozbawionym skrupułów, ale jego mroczna sława wykraczała poza politykę. O ile Stalin był kojarzony z ascetycznym trybem życia i izolacją, Beria był znany jako drapieżnik seksualny. Jego limuzyna krążąca po ulicach Moskwy w poszukiwaniu młodych kobiet stała się symbolem bezkarności i zepsucia ówczesnej elity. W tym aspekcie Beria nie był „małym Stalinem” – był kimś, kogo bali się nawet jego najbliżsi współpracownicy, nie tylko z powodów politycznych, ale czysto ludzkich.
Stwierdzenie, że Beria był „małym Stalinem”, zawiera w sobie dużą dawkę prawdy, jeśli spojrzymy na skalę wyrządzonych przez niego krzywd i jego miejsce w hierarchii terroru. Jednak z historycznego punktu widzenia, Beria był kimś więcej niż tylko kopią. Był ewolucją stalinowskiego systemu – bardziej nowoczesnym, sprawniejszym i być może bardziej cynicznym narzędziem władzy.
Ostatecznie „mały Stalin” to określenie, które Beria sam mógłby uznać za komplement, dopóki żył jego protektor. Jednak po 1953 roku pokazał, że miał własną wizję imperium, która mogła potoczyć się zupełnie inaczej, gdyby nie szybka reakcja jego rywali, zakończona jego procesem i egzekucją w grudniu tego samego roku. Historia zapamiętała go jako potwora, ale potwora o własnej, unikalnej twarzy, a nie tylko jako cień wielkiego dyktatora.