Gość (194.4.*.*)
Postać księdza Jozefa Tiso do dziś budzi ogromne emocje i kontrowersje, będąc jednym z najbardziej skomplikowanych rozdziałów w historii naszych południowych sąsiadów. Aby zrozumieć, jak duchowny katolicki stanął na czele państwa sprzymierzonego z III Rzeszą, musimy cofnąć się do burzliwych lat 30. XX wieku, kiedy mapa Europy Środkowej zaczęła drżeć w posadach pod naciskiem Adolfa Hitlera.
Wszystko zaczęło się od narastających napięć wewnątrz wielonarodowej Czechosłowacji. Słowacy, reprezentowani głównie przez Słowacką Partię Ludową (HSĽS), od lat domagali się szerokiej autonomii, czując się zdominowani przez Pragę. Po śmierci charyzmatycznego lidera partii, Andreja Hlinki, w 1938 roku, to właśnie Jozef Tiso przejął stery ugrupowania.
Okazja do realizacji narodowych postulatów pojawiła się w najgorszym możliwym momencie dla spójności państwa – podczas kryzysu sudeckiego. Po niesławnym układzie monachijskim we wrześniu 1938 roku, osłabiona Czechosłowacja musiała ulec wewnętrznym naciskom. 6 października 1938 roku w Żylinie ogłoszono autonomię Słowacji w ramach tzw. Drugiej Republiki, a Tiso stanął na czele autonomicznego rządu. Był to jednak dopiero początek lawiny zdarzeń.
Kluczowy moment nastąpił w marcu 1939 roku. Adolf Hitler nie zamierzał tolerować istnienia okrojonej Czechosłowacji i dążył do jej całkowitej likwidacji. Sytuacja stała się krytyczna, gdy rząd w Pradze, próbując ratować jedność państwa, wprowadził na Słowacji stan wyjątkowy i odsunął Tiso od władzy.
Wtedy do gry wkroczył Berlin. 13 marca 1939 roku Jozef Tiso został wezwany do Berlina na bezpośrednie spotkanie z Hitlerem. Scenariusz był brutalnie prosty: Hitler postawił Tiso przed wyborem "albo-albo". Albo Słowacja ogłosi natychmiastową niepodległość pod protektoratem III Rzeszy, albo zostanie podzielona między Węgry (które zgłaszały pretensje do słowackich ziem) i Polskę.
Decyzja Tiso o ogłoszeniu niepodległości 14 marca 1939 roku nie wynikała jedynie z jego ambicji politycznych, ale przede wszystkim z pragmatycznej (choć tragicznej w skutkach) kalkulacji. Jako polityk i ksiądz, Tiso wierzył, że:
Warto dodać jako ciekawostkę, że Tiso do końca życia twierdził, iż jego działania były mniejszym złem. Jednak cena tej "niepodległości" była ogromna – Słowacja stała się satelitą Niemiec, uczestniczyła w agresji na Polskę w 1939 roku, a jej rząd aktywnie brał udział w deportacjach żydowskich obywateli do obozów zagłady.
Tiso nie działał w próżni. Jego pozycja wynikała z ogromnego wpływu Słowackiej Partii Ludowej, która zmonopolizowała życie polityczne. Jako ksiądz cieszył się autorytetem w głęboko religijnym społeczeństwie wiejskim. Ludzie widzieli w nim nie tylko polityka, ale "ojca narodu", co ułatwiło mu legitymizację rządów w nowo powstałej Republice Słowackiej.
Objęcie władzy przez Tiso było więc splotem niemieckiego szantażu, słowackich dążeń niepodległościowych i upadku ładu wersalskiego w Europie. Choć formalnie stał na czele rządu (a później został prezydentem), jego pole manewru było ściśle ograniczone przez interesy III Rzeszy, co ostatecznie doprowadziło go przed sąd i na szubienicę po zakończeniu II wojny światowej.