Gość (83.4.*.*)
Historia II wojny światowej pełna jest punktów zwrotnych, w których losy świata wisiały na włosku. Jednym z najbardziej dramatycznych momentów była operacja na jeziorze Tinnsjø w 1944 roku, kiedy to norwescy sabotażyści zatopili prom SF Hydro przewożący zapasy ciężkiej wody do Niemiec. Gdyby alianci ulegli dylematom moralnym i oszczędzili statek, wierząc w nieudolność III Rzeszy, konsekwencje mogłyby odbić się echem nie tylko na wyniku wojny, ale i na całym powojennym porządku świata.
Z perspektywy dzisiejszej wiedzy historycznej wiemy, że niemiecki program nuklearny (Uranprojekt) był daleki od sukcesu. Werner Heisenberg i jego zespół popełnili szereg błędów obliczeniowych, a sama struktura dowodzenia w III Rzeszy nie sprzyjała wielkim projektom naukowym wymagającym współpracy wielu resortów. Niemcy brakowało czystego grafitu, dlatego desperacko potrzebowali ciężkiej wody jako moderatora w reaktorze atomowym.
Gdyby transport z jeziora Tinnsjø dotarł do celu, niemieccy naukowcy zyskaliby brakujący element do kontynuowania eksperymentów. Choć prawdopodobnie i tak nie zdołaliby wyprodukować bomby przed upadkiem Berlina, mogliby osiągnąć coś innego: pierwszy działający reaktor jądrowy. To z kolei dałoby im potężną kartę przetargową w rozmowach o kapitulacji lub pozwoliło na stworzenie tzw. "brudnej bomby", która mogłaby skazić radioaktywnie Londyn lub nacierające wojska aliantów.
Założenie, że alianccy żołnierze skutecznie przekonują dowództwo do oszczędzania cywilów, oznaczałoby całkowitą zmianę charakteru II wojny światowej. W tamtym czasie obowiązywała doktryna "wojny totalnej", w której infrastruktura i morale ludności cywilnej były uznawane za cele militarne.
Gdyby alianci zrezygnowali z ataku na SF Hydro ze względu na obecność norweskich pasażerów, mogłoby to stworzyć precedens. Prawdopodobnie nie doszłoby wtedy do niszczycielskich nalotów na Drezno, Hamburg czy Tokio. Z jednej strony uratowałoby to setki tysięcy istnień ludzkich, ale z drugiej – mogłoby znacząco wydłużyć wojnę. Przemysł III Rzeszy, niepokojony względami humanitarnymi przeciwnika, pracowałby wydajniej, co przełożyłoby się na tysiące dodatkowych ofiar na frontach.
Ciężka woda (~$D_2O~#$) to woda, w której zamiast zwykłego wodoru występuje jego izotop – deuter. Ma ona zdolność spowalniania neutronów bez ich pochłaniania, co jest kluczowe dla podtrzymania kontrolowanej reakcji łańcuchowej w reaktorach atomowych starego typu. Dla postronnego obserwatora wygląda i smakuje jak zwykła woda, ale jest o około 10% gęstsza.
Najpoważniejszym skutkiem zaniechania sabotażu mogłoby być przesunięcie linii demarkacyjnej w Europie. Jeśli III Rzesza dzięki dostawom ciężkiej wody i braku presji na zaplecze cywilne broniłaby się o kilka miesięcy dłużej, Armia Czerwona mogłaby zająć znacznie większą część kontynentu.
W scenariuszu, w którym alianci zachodni wahają się ze względów etycznych, Stalin prawdopodobnie nie miałby takich oporów. Gdyby Niemcy kontynuowali prace nad reaktorem, a ich terytorium zajęliby Sowieci, to ZSRR przejąłby niemieckie technologie znacznie szybciej. Mogłoby to doprowadzić do sytuacji, w której zimna wojna zaczęłaby się od ogromnej przewagi technologicznej Moskwy, a "żelazna kurtyna" mogłaby przebiegać nie na Łabie, lecz nad Renem lub nawet przy kanałach La Manche.
W rzeczywistości dowództwo alianckie zdawało sobie sprawę z ryzyka śmierci cywilów na promie SF Hydro. Decyzja o zatopieniu statku była jedną z najtrudniejszych decyzji etycznych norweskiego ruchu oporu. Wiedzieli, że na pokładzie będą ich rodacy, sąsiedzi, a być może nawet rodziny.
Gdyby jednak przeważył argument o niewinności cywilów i błędach Rzeszy, historia mogłaby zapamiętać aliantów jako bardziej humanitarnych, ale jednocześnie mniej skutecznych. Brak determinacji w kluczowych momentach, takich jak bitwa o ciężką wodę, mógłby zostać odczytany przez Hitlera jako słabość, co zachęciłoby nazistów do jeszcze bardziej fanatycznego oporu.
Rezygnacja z tej operacji byłaby pięknym gestem humanitarnym, ale w brutalnych realiach 1944 roku mogłaby stać się tragiczna w skutkach. Paradoksalnie, to właśnie bezwzględność w eliminowaniu potencjalnego zagrożenia nuklearnego mogła przyczynić się do szybszego zakończenia koszmaru wojny i ocalenia milionów innych ludzi, których losy zależały od jak najszybszego upadku III Rzeszy.