Jakie masz pytanie?

lub

Dlaczego ignoruje się fakt, że na inwigilację prowadzoną przy użyciu systemu Pegasus sądy wydały zgodę, a decyzje te często podejmowali sędziowie kojarzeni ze stroną liberalno-lewicową?

kontrola operacyjna pegasus zgody sądowe inwigilacja procedury służb specjalnych
avatar

Gość (5.172.*.*)



Odpowiedź:

Afera związana z systemem Pegasus to jeden z najbardziej skomplikowanych i wielowątkowych tematów w polskiej przestrzeni publicznej ostatnich lat. Dyskusja wokół tego narzędzia często przypomina przeciąganie liny między dwiema stronami politycznego sporu, a fakty dotyczące zgód sądowych oraz tożsamości orzekających sędziów stają się paliwem dla różnych narracji. Aby zrozumieć, dlaczego pewne aspekty tej sprawy wydają się być pomijane lub interpretowane w skrajnie różny sposób, musimy przyjrzeć się mechanizmom działania służb, procedurom sądowym oraz specyfice samego narzędzia.

Procedura uzyskiwania zgody na kontrolę operacyjną

W polskim systemie prawnym służby specjalne, takie jak CBA czy Policja, nie mogą samowolnie zakładać podsłuchów. Aby rozpocząć kontrolę operacyjną, konieczne jest uzyskanie zgody sądu okręgowego (zazwyczaj Sądu Okręgowego w Warszawie, ze względu na siedziby służb). Proces ten wygląda następująco: służba składa wniosek, który musi zostać zaakceptowany przez Prokuratora Generalnego, a następnie trafia on do sędziego dyżurującego.

To właśnie tutaj pojawia się pierwszy punkt sporny. Krytycy obecnej narracji o "nielegalności" Pegasusa podnoszą argument, że skoro sędziowie – w tym ci kojarzeni z postawami pro-praworządnościowymi czy liberalnymi – podpisywali te zgody, to cała procedura była legalna. Z kolei druga strona argumentuje, że sędziowie byli wprowadzani w błąd co do charakteru stosowanego narzędzia.

Czy sędziowie wiedzieli, na co wyrażają zgodę?

Kluczowym pytaniem w tej debacie nie jest to, "czy" sędzia podpisał zgodę, ale "na co" dokładnie ją wyraził. Wnioski o kontrolę operacyjną zazwyczaj zawierają informacje o celu inwigilacji i osobie, której ma ona dotyczyć. Rzadko jednak (o ile w ogóle) we wnioskach pojawiała się nazwa "Pegasus". Zamiast tego używano ogólnych sformułowań o "pozyskiwaniu danych z przekazu informacyjnego" lub "kontroli korespondencji".

Wielu ekspertów prawnych i samych sędziów (np. w wypowiedziach dla mediów czy podczas przesłuchań przed komisjami śledczymi) wskazuje na kilka istotnych problemów:

  • Charakter narzędzia: Pegasus to nie jest zwykły podsłuch. To system, który przejmuje pełną kontrolę nad urządzeniem, dając dostęp do haseł, zdjęć, plików, a nawet umożliwiając zdalne włączanie mikrofonu i kamery. Sędziowie twierdzą, że nie byli informowani o tak szerokim zakresie ingerencji w prywatność.
  • Dostęp wsteczny: Pegasus pozwala na pobranie całej historii komunikacji z telefonu sprzed momentu wydania zgody przez sąd. Polska procedura kontroli operacyjnej dotyczy natomiast zazwyczaj działań "na przyszłość".
  • Brak transparentności: Służby nie mają obowiązku (według obecnej interpretacji przepisów) informować sądu o konkretnej marce czy modelu oprogramowania szpiegowskiego.

Dlaczego wątek "liberalnych sędziów" jest interpretowany różnie?

Fakt, że zgody wydawali sędziowie kojarzeni ze środowiskami liberalnymi lub broniącymi niezależności sądownictwa, jest wykorzystywany jako argument przez zwolenników tezy o legalności działań służb. Logika jest prosta: "Skoro nawet nasi przeciwnicy się zgadzali, to znaczy, że dowody były mocne".

Jednak w debacie publicznej ten fakt jest często "ignorowany" lub marginalizowany z kilku powodów:

  1. System dyżurów: Sędziowie nie wybierają spraw, które do nich trafiają. Wnioski o kontrolę operacyjną są rozpatrywane przez sędziów pełniących akurat dyżur. To, że dany sędzia podpisał zgodę, nie oznacza jego sympatii dla działań służb, a jedynie to, że w danym dniu pełnił obowiązki służbowe.
  2. Zaufanie do instytucji: Sędzia, orzekając w sprawach tajnych, opiera się na materiałach przedstawionych przez służby i prokuraturę. Istnieje domniemanie, że państwo działa rzetelnie. Jeśli służby zataiły faktyczne możliwości techniczne narzędzia, sędzia mógł działać w dobrej wierze, nie mając pełnego obrazu sytuacji.
  3. Polaryzacja mediów: Media sprzyjające poprzedniej ekipie rządzącej podkreślają rolę sędziów, by zdjąć odpowiedzialność z polityków. Media opozycyjne (obecnie prorządowe) skupiają się na ofiarach inwigilacji i nadużyciach władzy, uznając rolę sędziów za drugorzędną lub wynikającą z manipulacji służb.

Ciekawostka: Pegasus a polskie prawo

Warto wiedzieć, że polskie prawo dotyczące kontroli operacyjnej było pisane w czasach, gdy szczytem technologii były podsłuchy telefoniczne i SMS-y. Systemy takie jak Pegasus operują w "szarej strefie". Przykładowo, polskie przepisy mówią o "utrwalaniu rozmów", a Pegasus de facto dokonuje włamania do systemu informatycznego (hacking), co w wielu systemach prawnych wymaga zupełnie innej podstawy prawnej niż zwykły podsłuch.

Czy można zweryfikować tożsamość wszystkich sędziów?

Nie mogę w pełni zweryfikować listy wszystkich sędziów, którzy wydawali zgody na użycie Pegasusa, ponieważ te informacje są w dużej mierze objęte klauzulą tajności. Dokumentacja dotycząca kontroli operacyjnej znajduje się w tajnych kancelariach sądów i służb. Informacje, które przedostają się do opinii publicznej, pochodzą zazwyczaj z przecieków, raportów komisji śledczych lub oświadczeń samych zainteresowanych.

Podsumowując, fakt wydawania zgód przez sądy nie jest tyle ignorowany, co stanowi centrum sporu o interpretację prawa. Dla jednych jest to dowód na legalność, dla innych – dowód na to, jak skutecznie służby potrafiły ominąć realną kontrolę sądową, wykorzystując luki w przepisach i zaufanie sędziów do organów państwa. Cała sprawa pokazuje przede wszystkim, jak bardzo technologia inwigilacyjna wyprzedziła ramy prawne, w których muszą poruszać się sędziowie.

Podziel się z innymi: