Gość (37.30.*.*)
Świat finansów i surowców bywa dla postronnego obserwatora dość specyficzny, zwłaszcza gdy w grę wchodzą jednostki miar. Podczas gdy w codziennym życiu posługujemy się gramami, kilogramami czy litrami, na giełdach królują uncje i baryłki (z których wynikają galony). Choć system metryczny wydaje się bardziej logiczny i uporządkowany, historia oraz tradycja handlowa okazały się silniejsze niż chęć globalnej standaryzacji.
Zanim przejdziemy do konkretów, musimy wyjaśnić jedno ważne rozróżnienie: złota nie mierzy się „zwykłą” uncją, którą możesz kojarzyć z amerykańskich przepisów kulinarnych. W jubilerstwie i bankowości centralnej obowiązuje uncja trojańska (troy ounce, oz t). Jest ona nieco cięższa od standardowej uncji handlowej (avoirdupois). Jedna uncja trojańska to dokładnie 31,1034768 grama, podczas gdy ta „zwykła” waży około 28,35 grama.
Skąd się wzięła ta nazwa? Nazwa pochodzi od francuskiego miasta Troyes, które w średniowieczu było jednym z najważniejszych ośrodków handlowych w Europie. Kupcy z całego kontynentu zjeżdżali się tam na jarmarki, a system wagowy z Troyes stał się standardem dla metali szlachetnych i kamieni szlachetnych. System ten przetrwał wieki, ponieważ brytyjski system monetarny i późniejszy system amerykański mocno się na nim oparły. Złoto jest aktywem o ogromnej wartości przy małej objętości, więc precyzyjna, historycznie zakorzeniona jednostka, która była akceptowana na całym świecie, stała się gwarantem stabilności handlu.
W przypadku ropy sytuacja jest nieco bardziej złożona, ponieważ jednostką giełdową jest zazwyczaj baryłka (barrel, bbl), ale to właśnie z niej wynikają galony, w których rozlicza się paliwo np. na rynku amerykańskim. Dlaczego akurat tak?
Wszystko zaczęło się w połowie XIX wieku w Pensylwanii, podczas pierwszego boomu naftowego. Na początku ropę transportowano w czymkolwiek, co było pod ręką – w beczkach po piwie, winie, a nawet po rybach. Powodowało to ogromny chaos w rozliczeniach. W 1866 roku producenci ropy uznali, że czas na standard. Wybór padł na 42-galonową beczkę.
Dlaczego akurat 42 galony (ok. 159 litrów)? Był to kompromis – beczka tej wielkości była wystarczająco duża, by transport był opłacalny, ale jednocześnie na tyle lekka, by jeden lub dwóch silnych mężczyzn mogło ją przetoczyć lub załadować na wóz. Choć dziś ropę przesyła się rurociągami i gigantycznymi tankowcami, jednostka „baryłki” (składającej się z galonów) pozostała standardem giełdowym ze względu na dominację amerykańskiego przemysłu naftowego w jego początkowej fazie.
Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego skrót od baryłki ropy to „bbl”, a nie po prostu „bl”? Dodatkowe „b” pochodzi najprawdopodobniej od koloru beczek. Firma Standard Oil, należąca do Johna D. Rockefellera, malowała swoje 42-galonowe beczki na niebiesko (blue), aby zagwarantować klientom, że otrzymują pełną, ustandaryzowaną ilość surowca. Skrót „bbl” oznaczał więc pierwotnie „blue barrel”.
To pytanie zadaje sobie wielu ekonomistów. Odpowiedź jest prosta, choć dla niektórych frustrująca: koszty i przyzwyczajenie. Przejście całego globalnego rynku złota na gramy, a rynku ropy na litry lub metry sześcienne, wymagałoby:
Warto zauważyć, że kraje takie jak Chiny coraz częściej próbują wprowadzać handel złotem w gramach na swoich lokalnych giełdach (np. Shanghai Gold Exchange), ale Londyn i Nowy Jork wciąż dyktują warunki, trzymając się tradycyjnej uncji.
Jeśli chcesz szybko przeliczyć te wartości w głowie, oto mała ściąga:
Tradycja w handlu surowcami jest niezwykle silna. Uncja i galon (ukryty w baryłce) to nie tylko jednostki miary – to symbole historii rozwoju cywilizacji, od średniowiecznych jarmarków we Francji po narodziny potęgi przemysłowej Stanów Zjednoczonych. Choć system metryczny dominuje w nauce i codziennym życiu większości z nas, giełdy towarowe prawdopodobnie jeszcze długo pozostaną wierne swoim historycznym korzeniom.