Jakie masz pytanie?

lub

W jaki sposób zakaz sprawowania drugiej kadencji prezydenckiej znacząco zmniejszyłby liczbę i skalę afer oraz skandali, a także ograniczył polaryzację?

Zakaz drugiej kadencji Ograniczenie afer politycznych Mniejsza polaryzacja władzy
avatar

Gość (83.4.*.*)



Odpowiedź:

Dyskusja nad wprowadzeniem zakazu sprawowania drugiej kadencji przez prezydenta powraca w debacie publicznej jak bumerang. Choć obecnie w Polsce prezydent może ubiegać się o reelekcję, zwolennicy zmiany konstytucji na model jednokadencyjny (np. siedmioletni) przekonują, że takie rozwiązanie mogłoby uzdrowić życie polityczne. Głównym argumentem jest tu odcięcie głowy państwa od mechanizmów „wiecznej kampanii wyborczej”, co w teorii ma bezpośredni wpływ na przejrzystość władzy i poziom społecznych emocji.

Koniec z „wieczną kampanią” i populistycznymi obietnicami

W obecnym systemie pierwsza kadencja prezydenta jest często postrzegana jako przygotowanie gruntu pod walkę o drugą. Oznacza to, że wiele decyzji podejmowanych w ciągu pierwszych pięciu lat może mieć charakter czysto PR-owy lub populistyczny. Prezydent, chcąc utrzymać wysokie słupki poparcia, może unikać trudnych, ale koniecznych reform, które mogłyby zniechęcić część elektoratu.

Zakaz reelekcji sprawia, że prezydent od pierwszego dnia urzędowania wie, że jego czas jest policzony. Nie musi zabiegać o głosy wyborców na kolejnych pięć lat, co teoretycznie daje mu większą swobodę w podejmowaniu decyzji merytorycznych, a nie wizerunkowych. Zmniejsza to ryzyko afer związanych z „kupowaniem głosów” poprzez obietnice bez pokrycia czy faworyzowanie grup interesu, które mogłyby sfinansować lub wesprzeć przyszłą kampanię.

Ograniczenie korupcji politycznej i zależności partyjnej

Jednym z największych źródeł skandali na szczytach władzy jest silna zależność prezydenta od zaplecza partyjnego. Aby wygrać drugą kadencję, urzędujący prezydent potrzebuje struktur, pieniędzy i wsparcia medialnego swojej partii. To tworzy układ lojalnościowy: partia wspiera prezydenta, a prezydent w zamian przymyka oko na nadużycia swoich politycznych kolegów lub podpisuje ustawy korzystne dla partyjnego betonu.

Gdyby prezydent wiedział, że nie może kandydować ponownie, jego lojalność wobec partii mogłaby ulec osłabieniu na rzecz lojalności wobec państwa i konstytucji. Bez bata w postaci „cofnięcia rekomendacji” w kolejnych wyborach, głowa państwa staje się bardziej niezależnym arbitrem. To z kolei mogłoby ograniczyć skalę afer polegających na obsadzaniu spółek skarbu państwa „swoimi” czy tuszowaniu niewygodnych faktów w imię jedności obozu władzy.

Czy jedna kadencja to lek na polaryzację?

Polaryzacja społeczeństwa jest paliwem kampanii wyborczych. Strategia „my kontra oni” doskonale mobilizuje twardy elektoral, co jest kluczowe przy walce o reelekcję. Prezydent, który chce wygrać po raz drugi, często staje się stroną w konflikcie, zamiast go łagodzić, ponieważ radykalizacja nastrojów pomaga mu utrzymać poparcie swojej bazy.

Wprowadzenie jednej kadencji mogłoby zmienić tę dynamikę:

  • Prezydent jako mediator: Nie musząc walczyć o głosy, prezydent może pozwolić sobie na dialog z opozycją bez obawy o oskarżenia o „zdradę” ze strony własnego elektoratu.
  • Obniżenie temperatury sporu: Brak bezpośredniego starcia urzędującej głowy państwa z pretendentami co pięć lat mogłoby nieco uspokoić nastroje społeczne.
  • Skupienie na dziedzictwie: Prezydenci jednokadencyjni często bardziej dbają o to, jak zapiszą się w historii (tzw. legacy), co skłania do szukania porozumienia ponad podziałami.

Ciekawostka: Gdzie to już działa?

Model jednej, dłuższej kadencji nie jest jedynie teoretycznym konstruktem. Przykładem może być Meksyk, gdzie prezydent sprawuje urząd przez sześć lat bez możliwości reelekcji (tzw. sexenio). Również w Korei Południowej prezydent wybierany jest na jedną, pięcioletnią kadencję. W obu przypadkach argumentem za takim rozwiązaniem była właśnie chęć uniknięcia dyktatury, nadmiernej koncentracji władzy oraz korupcji politycznej wynikającej z chęci utrzymania się przy sterach.

Druga strona medalu – potencjalne ryzyka

Warto jednak zaznaczyć, że politolodzy wskazują też na drugą stronę medalu. Brak możliwości reelekcji może sprawić, że prezydent stanie się tzw. „kulawą kaczką” (lame duck) już w połowie urzędowania. Skoro nie może zostać wybrany ponownie, jego realny wpływ na politykę rządu i parlamentu może drastycznie spaść, bo nikt nie będzie musiał się z nim liczyć w kontekście przyszłych układów sił.

Istnieje też ryzyko, że prezydent, wiedząc o braku możliwości przedłużenia mandatu, może być bardziej podatny na korupcję „na wyjście” – czyli zabezpieczanie swojej finansowej przyszłości po zakończeniu politycznej kariery.

Podsumowanie mechanizmu zmian

Teoretycznie zakaz sprawowania drugiej kadencji uderza w fundamenty politycznego cynizmu. Poprzez odcięcie pępowiny łączącej prezydenta z jego partią w kontekście przyszłych wyborów, tworzy się przestrzeń do bardziej merytorycznego sprawowania urzędu. Choć nie jest to rozwiązanie idealne i nie wyeliminuje afer całkowicie, mogłoby znacząco zmienić motywacje osoby zasiadającej w Pałacu Prezydenckim – z walki o przetrwanie na próbę realnego sprawowania funkcji arbitra narodowego.

Podziel się z innymi: