Jakie masz pytanie?

lub

Jak wyjaśnić paradoks polegający na tym, że państwa (głównie europejskie) z jednej strony walczą ze skutkami alkoholizmu i palenia papierosów, a z drugiej czerpią z nich znaczne zyski, na przykład poprzez podatek akcyzowy?

Podatek akcyzowy używki Regulacja rynku używek Koszty zdrowotne a zyski budżetowe
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Wielu z nas, patrząc na rosnące ceny papierosów czy alkoholu, zadaje sobie to samo pytanie: dlaczego państwo, które tak głośno mówi o zdrowiu obywateli, jednocześnie wyciąga rękę po miliardy z akcyzy? Na pierwszy rzut oka wygląda to na czystą hipokryzję. Z jednej strony kampanie społeczne ostrzegające przed rakiem i marskością wątroby, a z drugiej – budżet, który bez wpływów z używek mógłby się po prostu nie dopiąć. Aby zrozumieć ten paradoks, musimy zajrzeć głębiej w mechanizmy ekonomiczne, społeczne i historyczne, które kształtują politykę współczesnych państw.

Podatek akcyzowy jako narzędzie kontroli, a nie tylko zysk

W ekonomii istnieje pojęcie tzw. podatku Pigou. Jest to rodzaj opłaty nakładanej na dobra, których konsumpcja generuje negatywne skutki dla osób trzecich lub całego społeczeństwa (tzw. efekty zewnętrzne). Palacz nie płaci tylko za tytoń i produkcję papierosa – jego nałóg generuje koszty w postaci leczenia chorób płuc, absencji w pracy czy zanieczyszczenia środowiska.

Państwa europejskie wychodzą z założenia, że skoro te koszty i tak zostaną poniesione przez publiczną służbę zdrowia, to osoba korzystająca z używek powinna partycypować w nich już w momencie zakupu. Wysoka akcyza ma więc dwa zadania:

  1. Fiskalne: zasilić budżet środkami na leczenie skutków nałogów.
  2. Regulacyjne: poprzez wysoką cenę zniechęcić (szczególnie młodych ludzi) do sięgania po używki.

Czy państwo rzeczywiście zarabia na nałogach?

To jeden z największych mitów, który warto zweryfikować. Choć wpływy z akcyzy i VAT-u od wyrobów tytoniowych oraz alkoholowych liczone są w miliardach złotych (lub euro), bilans wcale nie musi być dodatni. Eksperci zajmujący się ekonomią zdrowia często wskazują, że koszty pośrednie są znacznie wyższe niż bezpośrednie wpływy do skarbca.

Do kosztów, które ponosi państwo, zaliczamy:

  • Wydatki na skomplikowane i długotrwałe leczenie onkologiczne i kardiologiczne.
  • Wypłaty rent chorobowych i zasiłków.
  • Utratę produktywności – osoby chore lub przedwcześnie zmarłe nie wypracowują PKB i nie płacą podatków dochodowych.
  • Koszty interwencji policji i służb ratunkowych (szczególnie w przypadku nadużywania alkoholu).

W wielu krajach europejskich analizy wykazują, że suma tych strat przewyższa zyski z akcyzy. Zatem państwo „zarabia” na sprzedaży tylko w krótkim terminie, w długim zaś – często musi dopłacać do skutków społecznych.

Dlaczego po prostu nie zakazać sprzedaży?

Skoro używki są tak szkodliwe i generują koszty, dlaczego rządy nie wprowadzą całkowitego zakazu? Historia uczy nas, że prohibicja (najsłynniejsza ta w USA w latach 20. XX wieku) niemal zawsze kończy się katastrofą.

Całkowity zakaz nie sprawia, że popyt znika. Przenosi go jedynie do „podziemia”. Zamiast kontrolowanych produktów z akcyzą, obywatele kupują alkohol i papierosy z nielegalnych źródeł, które nie spełniają żadnych norm jakościowych. To prowadzi do jeszcze większej liczby zatruć, rozwoju przestępczości zorganizowanej i całkowitej utraty kontroli państwa nad rynkiem. Obecny system „kontrolowanej dostępności” (wysokie podatki + ograniczenia wiekowe + licencje na sprzedaż) jest uznawany za mniejsze zło.

Ciekawostka: Paradoks palacza w ekonomii

W literaturze ekonomicznej istnieje kontrowersyjna i cyniczna teoria zwana „paradoksem palacza”. Niektórzy analitycy (choć rzadko przyznają to publicznie politycy) zauważają, że osoby palące, umierając statystycznie wcześniej, „oszczędzają” systemowi emerytalnemu ogromne kwoty. Długowieczne społeczeństwo jest wyzwaniem dla budżetu, ponieważ wypłaty emerytur trwają dekadami. Jest to jednak argument czysto matematyczny, który całkowicie ignoruje wymiar etyczny i humanistyczny, dlatego nie stanowi on oficjalnej podstawy żadnej polityki państwowej.

Rola kultury i tradycji w Europie

Nie można zapominać, że Europa to kontynent o silnie zakorzenionej kulturze picia wina, piwa czy produkcji tytoniu. W krajach takich jak Francja, Włochy czy Polska, branża alkoholowa to nie tylko podatki, ale także setki tysięcy miejsc pracy – od rolników uprawiających chmiel czy winorośl, po pracowników logistyki i handlu. Nagłe i radykalne uderzenie w ten sektor wywołałoby potężne wstrząsy gospodarcze i protesty społeczne.

Balansowanie na krawędzi

Wyjaśnienie paradoksu tkwi zatem w trudnej sztuce balansu. Państwa starają się utrzymać ceny na takim poziomie, aby były one wystarczająco wysokie, by zniechęcać do nałogu, ale jednocześnie na tyle niskie, by nie wypchnąć konsumentów do szarej strefy (na czarny rynek).

Zyski z akcyzy są więc rodzajem „funduszu ratunkowego”, który pozwala łatać dziury w systemie ochrony zdrowia, wywołane właśnie przez te produkty. Choć z boku wygląda to na sprzeczność interesów, z punktu widzenia zarządzania państwem jest to pragmatyczna próba minimalizowania strat w sytuacji, gdy całkowite wyeliminowanie używek z życia społecznego jest po prostu niemożliwe.

Podziel się z innymi: