Gość (37.30.*.*)
To, co nazywasz paradoksem, jest w rzeczywistości fascynującym zderzeniem naszej biologicznej ewolucji z realiami współczesnego przemysłu spożywczego. Specjaliści nie są złośliwi – po prostu to, co ewolucja zaprogramowała w naszych mózgach jako "dobre i bezpieczne", w dzisiejszym świecie obfitości stało się pułapką.
Poniżej znajdziesz wyjaśnienie, dlaczego tak bardzo lubimy jedzenie, które jest dla nas niezdrowe, oraz jak doszło do tego, że dietetycy i lekarze muszą nas przed nim ostrzegać.
Nasze preferencje smakowe nie są kwestią przypadku – to dziedzictwo po przodkach, dla których jedzenie było walką o przetrwanie.
Smak słodki jest jednym z pierwszych, na który reagujemy pozytywną mimiką już jako noworodki. Dlaczego? W naturze słodki smak niemal zawsze oznaczał łatwo dostępną energię (cukry) i bezpieczeństwo (dojrzałe owoce, miód). Był to sygnał: "Jedz tego jak najwięcej, bo nie wiadomo, kiedy znowu znajdziesz pożywienie!". Nasz mózg jest tak zaprogramowany, że stawia kalorie na pierwszym miejscu, nawet jeśli subiektywnie mniej kaloryczny posiłek smakuje lepiej. Dla mózgu liczy się przede wszystkim energia.
Podobnie jest z tłuszczem i solą. Tłuszcz to najbardziej kaloryczny makroskładnik, który dostarcza dwa razy więcej energii niż białka czy węglowodany. W czasach, gdy głód był codziennością, tłuszcz był bezcenny. Sól z kolei jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania organizmu (utrzymanie równowagi elektrolitowej), ale w naturze trudno ją znaleźć. Dlatego wykształciliśmy silną preferencję do smaku słonego.
W skrócie, to, co nam smakuje, to połączenie:
Ten ewolucyjny "przewodnik" po jedzeniu doskonale sprawdzał się miliony lat temu, gdy pożywienie było rzadkie i nieprzetworzone.
Problem pojawia się, gdy te pierwotne preferencje zderzają się z nowoczesną technologią produkcji żywności.
Producenci żywności doskonale znają naszą biologię. Prowadzą intensywne badania, aby znaleźć idealną kombinację cukru, tłuszczu i soli, która jest najbardziej satysfakcjonująca dla konsumenta. Tę idealną proporcję nazywa się "punktem rozkoszy" (bliss point).
Wiele przetworzonych produktów jest celowo projektowanych tak, aby:
W rezultacie jemy produkty, które są tak intensywnie smaczne, że trudno nam się od nich oderwać.
Dietetycy i lekarze nie mają nic przeciwko przyjemności z jedzenia, ale ich ostrzeżenia wynikają z konsekwencji spożywania żywności zoptymalizowanej pod kątem "punktu rozkoszy" w środowisku, gdzie jest ona dostępna 24/7.
Wysoka zawartość cukru, tłuszczu i soli w przetworzonych produktach prowadzi do:
Specjaliści uznają te produkty za niezdrowe, ponieważ w dzisiejszych realiach stanowią one główne źródło problemów zdrowotnych, a ich atrakcyjność jest sztucznie wzmacniana, by skłonić nas do nadmiernej konsumpcji.
Absolutnie nie! Przekonanie, że zdrowe jest niesmaczne, a smaczne jest niezdrowe, to często efekt naszych przyzwyczajeń i utrwalonych nawyków.
Dobra wiadomość jest taka: Nasze preferencje smakowe nie są niezmienne. Można je kształtować. Wystarczy kilkanaście dni, aby kubki smakowe zaczęły inaczej reagować na intensywne smaki. Osoby, które rezygnują z cukru w kawie, po pewnym czasie odkrywają, że posłodzony napój staje się dla nich nieprzyjemny.
Zdrowe jedzenie, przygotowane z użyciem naturalnych przypraw, ziół, warzyw i dobrych technik kulinarnych, może być równie satysfakcjonujące, a przy tym dostarczać organizmowi niezbędnych składników. Chodzi o to, by odzwyczaić mózg od sztucznej, hiper-smakowitości i nauczyć się doceniać naturalne bogactwo smaków.