Jakie masz pytanie?

lub

Dlaczego mówi się: „Za króla Sasa popuszczaj pasa”?

Czas saskiej beztroski Metafora uczt i biesiadowania Szlacheckie życie ponad stan
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

To powiedzenie, które na stałe zapisało się w polskiej kulturze i języku, brzmi jak radosna zachęta do beztroskiej zabawy i biesiadowania. Choć kojarzy nam się z czasami obfitości, suto zastawionymi stołami i ogólnym dobrobytem, kryje w sobie fascynujący, a zarazem nieco tragiczny obraz XVIII-wiecznej Rzeczypospolitej. Aby zrozumieć, dlaczego do dziś wspominamy te czasy w kontekście „popuszczania pasa”, musimy przyjrzeć się epoce saskiej, czyli panowaniu dwóch królów z dynastii Wettynów: Augusta II Mocnego i Augusta III.

Kim byli owi „Sasi”?

Mianem „Sasów” określamy królów Polski pochodzących z Saksonii. Pierwszy z nich, August II Mocny, zasiadł na polskim tronie w 1697 roku. Po nim władzę przejął jego syn, August III. Ich rządy trwały łącznie ponad sześćdziesiąt lat (z przerwami) i był to czas niezwykle specyficzny. Z jednej strony Polska nie prowadziła wtedy niszczycielskich wojen na własnym terytorium (poza okresem wojny północnej), co pozwoliło gospodarce nieco odetchnąć. Z drugiej strony był to okres postępującego paraliżu państwa, w którym szlachta bardziej dbała o własne przywileje i pełne brzuchy niż o reformy kraju.

Co właściwie oznaczało „popuszczanie pasa”?

W tamtych czasach pas był nieodłącznym elementem stroju szlacheckiego. Bogato zdobione, długie pasy kontuszowe były symbolem statusu materialnego i dumy narodowej. Dosłowne „popuszczanie pasa” następowało po obfitym posiłku, gdy żołądek biesiadnika nie mieścił się już w ciasno owiniętym materiale.

Powiedzenie to stało się metaforą życia ponad stan, niepohamowanego jedzenia i picia, które stało się niemal sportem narodowym ówczesnej elity. Szlachta, korzystając z względnego spokoju zewnętrznego, oddawała się niekończącym się ucztom, kuligom i polowaniom. To właśnie z tego okresu pochodzi również inne znane przysłowie: „Za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa!”.

Pozorny spokój i suto zastawione stoły

Dlaczego akurat wtedy było tak dużo jedzenia? Po latach wojen w XVII wieku (takich jak Potop szwedzki), wiek XVIII przyniósł pewną stabilizację. Rolnictwo zaczęło się odradzać, a handel zbożem, choć nie tak zyskowny jak dawniej, wciąż pozwalał magnaterii na gromadzenie ogromnych majątków. August III Sas sam uwielbiał luksus i zabawę, co dawało przykład płynący „z góry”. Król rzadko bywał w Polsce, woląc Drezno, a kiedy już się pojawiał, dwór tętnił życiem towarzyskim, operą i balami.

Druga strona medalu – czy naprawdę było tak różowo?

Choć „popuszczanie pasa” brzmi optymistycznie, historycy patrzą na ten okres z dużą rezerwą. Beztroska szlachty i magnaterii odbywała się kosztem paraliżu politycznego kraju. To właśnie wtedy ukuto hasło „Polska nierządem stoi”, wierząc naiwnie, że skoro Rzeczpospolita jest słaba i nikomu nie zagraża, to sąsiedzi zostawią ją w spokoju.

Podczas gdy na polskich dworach strzelały korki od win, a pasy były popuszczane coraz mocniej, sąsiednie mocarstwa – Prusy, Rosja i Austria – rosły w siłę, modernizowały swoje armie i przygotowywały się do rozbiorów. „Popuszczanie pasa” było więc symbolem gnuśności, braku odpowiedzialności za państwo i przedkładania prywatnej wygody nad interes publiczny.

Ciekawostka o Auguście II Mocnym

Warto wspomnieć, skąd wziął się przydomek pierwszego z Sasów. August II Mocny zawdzięczał go swojej nieprzeciętnej sile fizycznej. Podobno potrafił gołymi rękami łamać podkowy i zwijać srebrne talerze w rurki. Jego siła fizyczna nie przełożyła się jednak na siłę polityczną Polski – wręcz przeciwnie, to za jego panowania kraj zaczął popadać w coraz większą zależność od Rosji Piotra Wielkiego.

Dziedzictwo epoki saskiej w języku

Dziś, gdy używamy tego powiedzenia, rzadko myślimy o politycznym upadku I Rzeczypospolitej. W naszej świadomości przetrwał głównie obraz barwnej, sarmackiej kultury, gościnności (nawet tej przesadnej) i radości z życia. „Za króla Sasa popuszczaj pasa” to przypomnienie o czasach, gdy czas płynął wolniej, a największym zmartwieniem wydawało się to, czy na półmisku nie zabraknie pieczonego dzika.

Współcześnie zwrot ten stosujemy najczęściej w sytuacjach, gdy chcemy podkreślić, że nadszedł czas odpoczynku, świętowania lub po prostu moment, w którym nie musimy sobie niczego odmawiać. Warto jednak pamiętać o historycznym kontekście, który uczy nas, że zbyt długie „popuszczanie pasa” i ignorowanie obowiązków może mieć opłakane skutki.

Podziel się z innymi: