Gość (83.4.*.*)
Kiedy słyszymy o oddziałach kontrterrorystycznych, przed oczami często stają nam sceny z filmów akcji: zamaskowani funkcjonariusze, granaty hukowe i spektakularne wejścia przez okna. W rzeczywistości praca polskiej spec-policji, czyli Centralnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji „BOA” oraz Samodzielnych Pododdziałów Kontrterrorystycznych Policji (SPKP), jest znacznie bardziej złożona i precyzyjna. Te elitarne jednostki nie wyjeżdżają do zwykłych kradzieży czy awantur domowych. Ich obecność jest zarezerwowana dla sytuacji o najwyższym stopniu ryzyka, gdzie zwykłe siły policyjne mogłyby okazać się niewystarczające.
Głównym i najbardziej oczywistym zadaniem tych jednostek jest przeciwdziałanie terroryzmowi. Interweniują one wszędzie tam, gdzie istnieje realne zagrożenie atakiem o charakterze politycznym, religijnym lub ideologicznym. Najbardziej krytycznym scenariuszem, w którym biorą udział, jest uprowadzenie zakładników.
W takich przypadkach kontrterroryści działają dwutorowo. Z jednej strony są przygotowani do siłowego odbicia osób przetrzymywanych, z drugiej ściśle współpracują z negocjatorami policyjnymi. Ich celem jest zminimalizowanie strat w ludziach, co wymaga chirurgicznej precyzji i doskonałego opanowania stresu.
To najczęstszy powód, dla którego „antyterroryści” pojawiają się na ulicach polskich miast. Jeśli policja ma do czynienia z osobą, o której wiadomo, że jest uzbrojona, ma przeszłość wojskową lub jest członkiem zorganizowanej grupy przestępczej o charakterze zbrojnym, do akcji wkracza SPKP.
Zatrzymania te często odbywają się o świcie, aby wykorzystać element zaskoczenia i uniemożliwić przestępcy sięgnięcie po broń. Dotyczy to m.in.:
W skład oddziałów kontrterrorystycznych wchodzą wyspecjalizowane sekcje pirotechniczne. To właśnie oni są wzywani do zgłoszeń o podłożeniu bomby lub znalezieniu podejrzanego pakunku w miejscu publicznym, np. na lotnisku, w metrze czy w centrum handlowym.
Pirotechnicy dysponują zaawansowanym sprzętem, takim jak roboty do zdalnej manipulacji ładunkami, kombinezony przeciwwybuchowe oraz mobilne prześwietlarki RTG. Ich zadaniem jest nie tylko neutralizacja zagrożenia, ale także zabezpieczenie śladów, które mogą doprowadzić do sprawcy. Warto wiedzieć, że polskie oddziały kontrterrorystyczne zajmują się również neutralizacją niewybuchów z czasów wojny, jeśli znajdują się one w miejscach, gdzie ewakuacja jest utrudniona i wymagana jest natychmiastowa interwencja.
Kolejną kategorią interwencji są sytuacje z tzw. osobą zabarykadowaną. Może to być sprawca przestępstwa, który zamknął się w mieszkaniu i grozi użyciem broni wobec siebie lub otoczenia. W takich momentach standardowe patrole zabezpieczają teren, ale to kontrterroryści podejmują decyzję o wejściu siłowym (tzw. dynamicznym), jeśli negocjacje zawiodą.
Jednostki te są również szkolone na wypadek zdarzeń typu „active shooter” (aktywny strzelec) – czyli sytuacji, w której uzbrojony sprawca atakuje przypadkowe osoby w miejscu publicznym. Szybkość reakcji i eliminacja zagrożenia są w takim przypadku kluczowe dla ratowania życia.
Oddziały kontrterrorystyczne pełnią również funkcję wspierającą dla innych wydziałów policji (np. CBŚP) oraz organów państwowych. Mogą brać udział w:
Dostanie się do oddziału kontrterrorystycznego to proces ekstremalnie trudny. Kandydaci muszą przejść nie tylko rygorystyczne testy sprawnościowe i psychologiczne, ale także tzw. „hell week” (tydzień weryfikacji w trudnym terenie), gdzie sprawdza się ich wytrzymałość na brak snu, głód i skrajne zmęczenie. Tylko nieliczni kończą ten proces, co gwarantuje, że w sytuacjach kryzysowych interweniują najlepiej przygotowani specjaliści.
Współczesne oddziały kontrterrorystyczne to nie tylko „siła”, ale przede wszystkim ogromna wiedza techniczna, umiejętność negocjacji i błyskawiczna analiza sytuacji pod ogromną presją. Każde ich wyjście do akcji jest poprzedzone (jeśli czas na to pozwala) szczegółowym planowaniem, aby ryzyko dla osób postronnych i samych funkcjonariuszy było bliskie zeru.