Gość (83.4.*.*)
Zrozumienie fundamentów, na których budowano Centralną Agencję Wywiadowczą, wymaga cofnięcia się do czasów tuż po II wojnie światowej, kiedy to amerykański aparat bezpieczeństwa przechodził prawdziwą rewolucję. Choć Ustawa o Bezpieczeństwie Narodowym z 1947 roku formalnie powołała CIA do życia, błędy popełnione w fazie koncepcyjnej i podczas funkcjonowania jej poprzedniczek – Biura Służb Strategicznych (OSS) oraz Grupy Centralnego Wywiadu (CIG) – położyły podwaliny pod późniejsze kontrowersje, takie jak zamachy stanu czy nielegalne eksperymenty.
Największym błędem projektowym, który zemścił się w kolejnych dekadach, było sformułowanie zawarte w sekcji 102(d)(5) ustawy z 1947 roku, ale wypracowane jeszcze w okresie przejściowym. Zapis ten mówił, że CIA ma wykonywać „inne funkcje i obowiązki związane z wywiadem”, które zleci Rada Bezpieczeństwa Narodowego. To skrajnie nieostre sformułowanie stało się „wytrychem” prawnym.
Twórcy agencji, w tym doradcy prezydenta Trumana, nie sprecyzowali, czy te „inne funkcje” obejmują działania tajne (covert actions), takie jak sabotaż, propaganda czy wspieranie przewrotów. W efekcie CIA od samego początku zaczęła interpretować ten brak zakazu jako przyzwolenie na prowadzenie agresywnej polityki zagranicznej poza kontrolą Kongresu. Gdyby w fazie projektowania jasno oddzielono analitykę od operacji paramilitarnych, historia zimnej wojny mogłaby wyglądać zupełnie inaczej.
William „Wild Bill” Donovan, twórca wojennej OSS, marzył o potężnej, scentralizowanej agencji, która nie tylko zbiera informacje, ale aktywnie kształtuje rzeczywistość. Choć prezydent Truman rozwiązał OSS w 1945 roku z obawy przed powstaniem „amerykańskiego Gestapo”, duch tej organizacji przetrwał w strukturach CIG, a potem CIA.
Błędem było bezkrytyczne przejęcie kadr z OSS bez odpowiedniej weryfikacji ich metod działania w warunkach pokojowych. Ludzie wyszkoleni do walki partyzanckiej i dywersji za liniami wroga w czasie wojny totalnej nagle stali się urzędnikami nowej agencji. Przenieśli oni mentalność „cel uświęca środki” do operacji prowadzonych w krajach, z którymi USA formalnie nie były w stanie wojny. To właśnie to dziedzictwo doprowadziło później do takich operacji jak MKUltra czy próby zamachów na zagranicznych przywódców.
Zanim powstała CIA, istniała Grupa Centralnego Wywiadu (1946–1947), która była swoistym „poligonem doświadczalnym”. Jej największą wadą był brak niezależności finansowej i administracyjnej. CIG polegała na funduszach i personelu delegowanym z Departamentu Stanu oraz Pentagonu.
Ten okres przejściowy nauczył przyszłych liderów CIA jednej rzeczy: aby przetrwać w biurokratycznej dżungli Waszyngtonu, agencja musi być całkowicie niezależna i posiadać własne, tajne fundusze. Dążenie do tej autonomii, zrodzone z frustracji brakiem mocy sprawczej CIG, sprawiło, że CIA stała się „państwem w państwie”. Brak mechanizmów zewnętrznego audytu finansowego w fazie projektowej stał się fundamentem późniejszych nadużyć.
Podczas prac nad strukturą nowej agencji trwała brutalna walka o wpływy między wywiadem wojskowym (G-2) a cywilnymi doradcami. Wojskowi obawiali się utraty monopolu na informacje, co doprowadziło do kompromisów, które osłabiły mechanizmy kontrolne.
Zamiast stworzyć silny system „checks and balances” (kontroli i równowagi), projektanci CIA skupili się na tym, by agencja była sprawnym narzędziem w rękach prezydenta. To sprawiło, że CIA stała się zbyt podatna na polityczne zamówienia Białego Domu, tracąc swój obiektywizm analityczny na rzecz realizowania doraźnych celów operacyjnych, co jaskrawo pokazały późniejsze raporty Komisji Churcha w latach 70.
Czy wiesz, że prezydent Harry Truman był początkowo wielkim przeciwnikiem stworzenia CIA w takiej formie, jaką znamy? W swoich prywatnych notatkach pisał, że obawia się, iż scentralizowany wywiad stanie się narzędziem tyranii. To właśnie dlatego początkowo rozwiązał OSS. Paradoksalnie, to właśnie jego obawy doprowadziły do powstania CIG jako „słabej” alternatywy, co z kolei wywołało tak silną reakcję zwrotną ze strony zwolenników wywiadu, że ostateczna wersja CIA z 1947 roku otrzymała znacznie większą swobodę, niż ktokolwiek wcześniej zakładał.
Błędy te można zamknąć w trzech punktach:
Te niedociągnięcia sprawiły, że CIA, zamiast być jedynie „oczami i uszami” Ameryki, stała się jej „pięścią”, często uderzającą na oślep i z naruszeniem standardów demokratycznych, co przez dekady kładło się cieniem na wizerunku USA na świecie.