Gość (37.30.*.*)
Zatrzymując się na stacji paliw i patrząc na wyświetlacz dystrybutora, wielu kierowców zastanawia się, ile z tej kwoty faktycznie trafia do kieszeni producenta paliwa, a ile zabiera państwo. Choć ceny ropy na światowych rynkach bywają zmienne, podatki w cenie benzyny stanowią stały i bardzo wysoki fundament, który sprawia, że paliwo rzadko tanieje tak szybko, jak byśmy tego oczekiwali. W praktyce niemal połowa kwoty, którą płacisz za każdy litr, to różnego rodzaju daniny publiczne.
Aby zrozumieć, dlaczego płacimy tyle, ile płacimy, musimy rozłożyć cenę paliwa na czynniki pierwsze. Na końcową kwotę na pylonie stacji składają się cztery główne elementy:
W Polsce na cenę benzyny (najpopularniejszej PB95) nakładane są cztery główne obciążenia fiskalne:
Przyjmijmy dla przykładu, że cena benzyny 95 na stacji wynosi 6,50 zł za litr. Zobaczmy, jak rozkładają się koszty (wartości są uśrednione i mogą się różnić w zależności od aktualnych stawek akcyzy i marż):
Suma podatków: 1,22 + 1,53 + 0,19 + 0,10 = 3,04 zł.
Wynik: W cenie 6,50 zł za litr, podatki stanowią 3,04 zł, co daje około 46,8% całkowitej ceny. Oznacza to, że niemal co druga złotówka wydana na stacji trafia bezpośrednio do budżetu państwa lub celowych funduszy.
Istnieje kilka kluczowych powodów, dla których rządy (nie tylko w Polsce, ale w całej Unii Europejskiej) utrzymują wysokie opodatkowanie paliw kopalnych:
Popyt na paliwo jest tzw. popytem sztywnym. Większość ludzi musi dojeżdżać do pracy, a firmy transportowe muszą przewozić towary niezależnie od ceny benzyny. Dla państwa oznacza to pewny i przewidywalny dopływ ogromnych pieniędzy, które można przeznaczyć na emerytury, służbę zdrowia czy szkolnictwo.
Samochody niszczą drogi. Logika opłaty paliwowej polega na tym, że ten, kto jeździ więcej (i tym samym bardziej zużywa asfalt), płaci więcej na fundusz, z którego te drogi są naprawiane i budowane.
Unia Europejska narzuca państwom członkowskim minimalne stawki akcyzy na paliwa silnikowe. Wysokie podatki mają również zniechęcać do nadmiernego korzystania z samochodów spalinowych na rzecz transportu zbiorowego lub pojazdów elektrycznych, co wpisuje się w globalną walkę z emisją CO2.
Wysokie ceny paliw mają teoretycznie skłaniać do oszczędności surowców, które w dużej mierze musimy importować z zagranicy. Zmniejszenie zużycia paliw to mniejsza zależność od zewnętrznych dostawców ropy.
Mimo że narzekamy na wysokie podatki, nominalna cena paliwa w Polsce często należy do najniższych w Unii Europejskiej. Wynika to z faktu, że nasze stawki podatkowe są blisko unijnego minimum, a koszty pracy i marże są niższe niż na Zachodzie. Jednak patrząc na siłę nabywczą (czyli ile litrów benzyny możemy kupić za średnią krajową), sytuacja wygląda już znacznie mniej korzystnie dla polskiego kierowcy w porównaniu do mieszkańca Niemiec czy Luksemburga.
Podsumowując, choć cena „czystego” paliwa zależy od giełd i polityki światowej, to podatki są tym elementem, który trzyma cenę na wysokim poziomie nawet wtedy, gdy ropa tanieje. To cena, którą płacimy za rozwój infrastruktury i funkcjonowanie państwa.