Gość (37.30.*.*)
Pytanie o to, czy we współczesnej literaturze znajdziemy dzieła na miarę Bolesława Prusa czy Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, budzi spore emocje wśród krytyków i czytelników. „Lalka” to przecież niedościgniony wzór realizmu i panoramy społecznej, a „Kariera Nikodema Dyzmy” pozostaje najostrzejszą satyrą na polskie elity władzy. Choć świat XXI wieku jest znacznie bardziej rozproszony i skomplikowany, polska literatura nie milczy. Powstało kilka pozycji, które z podobną bezwzględnością i precyzją portretują nasze „tu i teraz”.
Zanim przejdziemy do konkretnych tytułów, warto zrozumieć, dlaczego współcześni pisarze mają trudniejsze zadanie niż Prus. W XIX wieku społeczeństwo było podzielone na wyraźne kasty: arystokrację, mieszczaństwo i biedotę. Dzisiaj te granice się zatarły. Żyjemy w bańkach informacyjnych, a status społeczny nie zależy już tylko od pieniędzy czy pochodzenia, ale od kapitału kulturowego, zasięgów w mediach społecznościowych czy światopoglądu.
Mimo to, literatura wciąż próbuje uchwycić ten „duch czasu”. Współczesne odpowiedniki klasyki nie zawsze kopiują formę XIX-wiecznej powieści, ale robią coś ważniejszego – obnażają mechanizmy, które nami rządzą.
Jeśli szukamy książki, która dla współczesnej Warszawy robi to, co „Lalka” zrobiła dla tej z 1878 roku, to „Ślepnąc od świateł” jest najbliższym kandydatem. Choć na pierwszy rzut oka to mroczny thriller o dilerze kokainy, pod spodem kryje się bezlitosna analiza warstw społecznych stolicy.
Żulczyk, podobnie jak Prus, pokazuje miasto jako żywy organizm, który wciąga i przeżuwa swoich mieszkańców. Mamy tu pełne spektrum: od wpływowych polityków i gwiazd telewizji, przez aspirującą klasę średnią z korporacji, aż po mroczny półświat i ludzi zepchniętych na margines. Autor pokazuje, że współczesnym spoiwem społeczeństwa nie są już idee (jak u Wokulskiego), ale pieniądze i używki. To wnikliwe studium hipokryzji, gdzie luksusowe apartamenty sąsiadują z moralną pustką.
Trudno o bardziej trafną analizę polskiego społeczeństwa po 2000 roku niż ta dokonana przez Dorotę Masłowską. Jej książka „Inni ludzie” (napisana specyficznym, rapowanym rytmem) to literacki rentgen. Masłowska nie opisuje społeczeństwa „z boku” – ona pozwala mu mówić.
Dlaczego można ją zestawić z „Dyzmą”? Ponieważ z podobną furią i humorem uderza w polskie kompleksy, aspiracje i wzajemną nienawiść. Widzimy tu Polskę podzieloną, pełną frustracji, gdzie każdy chce być kimś innym, niż jest w rzeczywistości. To portret społeczeństwa, które nie potrafi się ze sobą porozumieć, uwięzionego w konsumpcjonizmie i medialnym szumie.
Bolesław Prus w „Lalce” był jednym z pierwszych polskich pisarzy, którzy tak dokładnie opisywali ceny towarów i koszty życia? Współcześni autorzy, jak właśnie Żulczyk czy Masłowska, robią coś podobnego, ale zamiast cen chleba, operują markami produktów i cenami usług, co pozwala czytelnikowi błyskawicznie umiejscowić bohatera na drabinie społecznej.
Choć akcja „Ksiąg Jakubowych” toczy się w XVIII wieku, wielu krytyków uważa, że to właśnie ta powieść jest najważniejszym opisem polskiego społeczeństwa powstałym w XXI wieku. Dlaczego? Ponieważ noblistka sięga do korzeni naszej mentalności.
Tokarczuk opisuje Polskę jako tygiel narodów, religii i klas społecznych, z którego wyłoniło się to, kim jesteśmy dzisiaj. To książka o tym, jak powstają mity, jak wykluczamy „innych” i jak bardzo nasza historia jest skomplikowana. Pod względem rozmachu, dbałości o szczegół i próby zrozumienia „duszy narodu”, jest to dzieło, które śmiało może stać na tej samej półce co „Lalka”.
Współczesna literatura często wraca do motywu „Dyzmy” – człowieka znikąd, który dzięki sprytowi i słabości systemu wspina się na szczyt. W dobie mediów społecznościowych i politycznego marketingu, mechanizm ten jest jeszcze bardziej widoczny.
Współczesne powieści rzadko jednak skupiają się na jednym bohaterze. Częściej pokazują, że „Dyzmą” może być każdy, kto opanuje sztukę manipulacji wizerunkiem. To, co u Dołęgi-Mostowicza było satyrą na sanacyjne elity, dziś odnajdujemy w literaturze faktu i reportażach (np. u Artura Domosławskiego czy Ludwiki Włodek), które często bywają bardziej wnikliwe niż fikcja literacka.
Podsumowując, choć nie mamy jednej, konkretnej książki, która zostałaby okrzyknięta „Lalką XXI wieku” przez wszystkich, to dzieła Żulczyka, Masłowskiej czy Tokarczuk wspólnie tworzą fascynujący i niezwykle wnikliwy obraz współczesnego społeczeństwa. Każde z nich robi to na swój sposób – jedne przez pryzmat mroku wielkiego miasta, inne przez język, a jeszcze inne przez historyczną perspektywę. Wszystkie jednak łączy to samo: bezkompromisowa chęć zrozumienia, kim właściwie są Polacy w trzecim tysiącleciu.