Gość (83.4.*.*)
Emocje bywają trudnym doradcą, a w chwilach silnego wzburzenia zdarza się nam wypowiedzieć słowa, których później żałujemy. Choć samo myślenie o kimś źle nie jest karalne – prawo nie kontroluje jeszcze naszych myśli – to moment, w którym te intencje ubieramy w słowa i kierujemy do konkretnej osoby, może stać się początkiem problemów prawnych. Granica między wolnością słowa a naruszeniem prawa jest w Polsce dość wyraźnie zarysowana, choć w praktyce wiele zależy od kontekstu i formy przekazu.
Najpoważniejszą sytuacją jest ta, w której nasze „życzenie” zostaje uznane za groźbę karalną. Zgodnie z art. 190 Kodeksu karnego, kto grozi innej osobie popełnieniem przestępstwa na jej szkodę lub szkodę osoby najbliższej, podlega karze, jeżeli groźba wzbudza w zagrożonym uzasadnioną obawę, że będzie spełniona.
Kluczowe jest tu rozróżnienie: jeśli powiesz „mam nadzieję, że spadniesz ze schodów”, jest to jedynie złośliwe życzenie. Jeśli jednak powiesz „zobaczysz, że spadniesz ze schodów, bo ja o to zadbam”, wchodzimy na grunt groźby. Aby czyn był karalny, adresat musi realnie obawiać się, że jesteś w stanie i masz zamiar zrealizować zapowiedź.
Nawet jeśli Twoje słowa nie są bezpośrednimi groźbami, ale powtarzasz je regularnie, możesz narazić się na zarzut stalkingu (art. 190a Kodeksu karnego). Życzenie komuś „wszystkiego najgorszego” w każdej wiadomości SMS, w komentarzach pod zdjęciami czy podczas spotkań na ulicy może zostać uznane za uporczywe nękanie.
W prawie polskim stalking to zachowanie, które wzbudza u ofiary uzasadnione poczucie zagrożenia, poniżenia lub udręczenia, albo istotnie narusza jej prywatność. W takim przypadku nie liczy się pojedyncze zdanie, ale cała seria zachowań, które sprawiają, że druga osoba przestaje czuć się bezpiecznie w swoim codziennym życiu.
Warto pamiętać, że życzenie komuś czegoś złego ze względu na jego przynależność narodową, etniczną, rasową czy wyznaniową jest ścigane z urzędu. Jeśli Twoje słowa mają charakter dyskryminujący, wchodzimy w zakres art. 256 i 257 Kodeksu karnego.
Dodatkowo, jeśli „życzenie” jest sformułowane w sposób wulgarny lub ma na celu poniżenie kogoś w oczach opinii publicznej, może zostać uznane za znieważenie (art. 216 KK) lub zniesławienie (art. 212 KK). Przykładem może być publiczne życzenie komuś śmierci w mediach społecznościowych, połączone z wyzwiskami. Nawet jeśli nie planujesz zamachu, samo publiczne lżenie i życzenie nieszczęścia może skończyć się sprawą w sądzie.
Poza prawem karnym istnieje jeszcze prawo cywilne. Każdy z nas posiada tzw. dobra osobiste, do których zalicza się m.in. zdrowie, cześć, swobodę sumienia czy nazwisko. Jeśli Twoje życzenia pod adresem innej osoby naruszają jej spokój psychiczny lub dobre imię, ta osoba może wytoczyć powództwo cywilne.
W takiej sytuacji sąd może nakazać:
To ciekawy aspekt z pogranicza prawa i socjologii. W polskim systemie prawnym magia i zjawiska nadprzyrodzone nie są uznawane za realne narzędzia sprawcze. Zatem samo „przeklinanie” kogoś w sensie magicznym nie jest przestępstwem, bo prawo opiera się na racjonalizmie. Jednak, jeśli rytuałowi towarzyszy nękanie ofiary informacjami o tym, że „zostanie przeklęta”, co wywołuje u niej silny lęk i rozstrój zdrowia psychicznego, może to zostać zakwalifikowane jako nękanie.
Wiele osób broni się argumentem o wolności słowa. Trzeba jednak pamiętać, że wolność jednego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność i bezpieczeństwo drugiego. Prawo do wyrażania opinii nie daje przyzwolenia na agresję słowną, zastraszanie czy niszczenie czyjegoś komfortu życia.
Podsumowując, życzenie komuś źle staje się bezprawne przede wszystkim wtedy, gdy:
W dobie internetu warto dwa razy zastanowić się przed wysłaniem złośliwego komentarza. Słowo zapisane w sieci zostaje tam na długo i może stanowić twardy dowód w ewentualnym postępowaniu sądowym.