Gość (83.4.*.*)
Swatting to wyjątkowo niebezpieczne zjawisko, które polega na fałszywym zgłoszeniu służbom ratunkowym krytycznego zagrożenia – na przykład strzelaniny, podłożenia bomby czy wzięcia zakładników. Efektem jest natychmiastowa i brutalna interwencja oddziałów kontrterrorystycznych. Choć ofiara swattingu jest w tej sytuacji osobą poszkodowaną przez żartownisia, jej sytuacja prawna może drastycznie się zmienić, jeśli funkcjonariusze „przy okazji” natkną się na dowody innego przestępstwa.
Kluczowym pytaniem, które zadaje sobie wiele osób, jest: „Czy policja może mnie ukarać za coś, co znaleźli, skoro weszli do mnie przez pomyłkę?”. Odpowiedź, choć bolesna dla ofiary, brzmi: tak. W polskim systemie prawnym, podobnie jak w wielu innych krajach, służby działające w stanie wyższej konieczności lub w oparciu o uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa (tzw. przypadki niecierpiące zwłoki), mają prawo wejść do lokalu bez uprzedniego nakazu prokuratorskiego.
W momencie, gdy antyterroryści wyważają drzwi, działają w przekonaniu, że ratują życie. Ich obecność w Twoim domu jest zatem w pełni legalna w świetle prawa procesowego. Jeśli podczas zabezpieczania terenu funkcjonariusz zauważy na stole woreczek z narkotykami, nielegalną broń czy skradzione przedmioty, nie może udawać, że ich nie widzi.
W polskim procesie karnym nie obowiązuje w sposób bezwzględny amerykańska doktryna „owoców zatrutego drzewa” (ang. fruit of the poisonous tree), która mogłaby wykluczyć dowody zdobyte podczas nielegalnego przeszukania. Co więcej, w przypadku swattingu samo wejście nie jest nielegalne – to podstawa wejścia była fałszywa, ale policja o tym nie wiedziała.
Jeśli podczas interwencji funkcjonariusze ujawnią przedmioty, których posiadanie jest zabronione, lub dowody innego przestępstwa, dochodzi do tzw. przypadkowego znaleziska. Zgodnie z art. 168a Kodeksu postępowania karnego, dowodu nie można uznać za niedopuszczalny wyłącznie na tej podstawie, że został uzyskany z naruszeniem przepisów postępowania lub za pomocą czynu zabronionego (chyba że dowód uzyskano w wyniku zabójstwa, umyślnego spowodowania uszczerbku na zdrowiu lub pozbawienia wolności). Oznacza to, że znalezione narkotyki czy nielegalne oprogramowanie staną się pełnoprawnym dowodem w nowej sprawie karnej przeciwko ofierze swattingu.
Najczęściej w takich sytuacjach dochodzi do ujawnienia:
Można by argumentować, że użycie oddziału kontrterrorystycznego do znalezienia np. trzech gramów marihuany jest rażąco nieproporcjonalne. I to prawda – gdyby policja planowała akcję przeciwko posiadaczowi niewielkiej ilości miękkich narkotyków, nie wysłałaby oddziału z granatami hukowymi.
Jednak w przypadku swattingu sąd rozpatruje dwie oddzielne kwestie:
Warto wiedzieć, że w przypadku potwierdzenia, iż doszło do swattingu, kosztami całej akcji (które mogą sięgać dziesiątek tysięcy złotych) obciążany jest sprawca fałszywego zgłoszenia. Ofiara, u której znaleziono „coś jeszcze”, nie płaci za przylot śmigłowca czy pracę antyterrorystów, ale musi liczyć się z kosztami własnego procesu karnego dotyczącego ujawnionego znaleziska.
Jeśli padłeś ofiarą swattingu i policja znalazła u Ciebie coś, co stawia Cię w złym świetle, najważniejszą zasadą jest zachowanie spokoju i skorzystanie z prawa do odmowy składania wyjaśnień do czasu konsultacji z adwokatem. Sytuacja procesowa jest skomplikowana, ponieważ trzeba jednocześnie występować w roli oskarżyciela posiłkowego (przeciwko swatterowi) i oskarżonego (w sprawie o ujawnione przedmioty).
Podsumowując, swatting nie daje „immunitetu” na inne przestępstwa. Choć cała sytuacja zaczyna się od bezprawnego ataku na Twoją prywatność, polskie prawo pozwala organom ścigania na wykorzystanie dowodów, które dosłownie „nawinęły się pod rękę” podczas interwencji.