Gość (37.30.*.*)
Historia XX wieku pełna jest postaci kontrowersyjnych, ale mało która budzi tak specyficzne emocje jak António de Oliveira Salazar. To właśnie on, wieloletni premier Portugalii i twórca reżimu zwanego Estado Novo (Nowe Państwo), określił siebie mianem „dziekana wszystkich dyktatorów”. Choć to sformułowanie może brzmieć dziś jak przejaw ogromnej pychy, w ustach Salazara miało ono bardzo konkretne uzasadnienie, wynikające zarówno z jego przeszłości, jak i stażu u władzy.
Zanim Salazar stał się „dziekanem”, był przede wszystkim profesorem ekonomii na Uniwersytecie w Coimbrze. To kluczowy fakt, który pozwala zrozumieć jego specyficzny styl rządzenia. W przeciwieństwie do Adolfa Hitlera czy Benito Mussoliniego, Salazar nie był porywającym tłumy mówcą ani żołnierzem. Był technokratą, człowiekiem gabinetowym, który rzadko pokazywał się publicznie i unikał typowej dla dyktatorów pompy.
Do rządu trafił w 1928 roku jako minister finansów, mając za zadanie uratować portugalską gospodarkę przed bankructwem. Zrobił to tak skutecznie, że w 1932 roku został premierem i faktycznym władcą kraju, sprawując tę funkcję aż do 1968 roku.
Określenie „dziekan wszystkich dyktatorów” nie wzięło się znikąd. Salazar używał go, by podkreślić dwa aspekty swojej władzy:
Reżim Salazara, czyli Estado Novo, różnił się od totalitaryzmów tamtych czasów. Był to system konserwatywny, katolicki i korporacjonistyczny. Salazar opierał swoje rządy na haśle: „Bóg, Ojczyzna i Rodzina”. Choć brutalnie tłumił opozycję za pomocą tajnej policji PIDE, unikał masowej mobilizacji społeczeństwa i krzykliwej propagandy.
Ciekawostką jest fakt, że Salazar był niezwykle skromny w życiu prywatnym. Mieszkał w niewielkim mieszkaniu, nie pobierał wysokiej pensji i rzadko opuszczał Portugalię. To właśnie ta „asceza władzy” sprawiała, że czuł się moralnie uprawniony do pouczania innych i stawiania się w roli mentora czy właśnie „dziekana”.
Z końcem rządów Salazara wiąże się jedna z najbardziej surrealistycznych historii w dziejach polityki. W 1968 roku dyktator doznał udaru mózgu po tym, jak pod jego ciężarem załamał się leżak. Ze względu na zły stan zdrowia, prezydent Portugalii odwołał go z funkcji premiera i mianował następcę, Marcello Caetano.
Problem polegał na tym, że Salazar częściowo odzyskał sprawność umysłową, ale nikt nie miał odwagi powiedzieć mu, że nie jest już u władzy. Przez kolejne dwa lata, aż do śmierci w 1970 roku, ministrowie przychodzili do niego na „posiedzenia rządu”, przynosili mu do podpisu nieważne dokumenty, a nawet drukowano dla niego specjalny, jedyny egzemplarz gazety, w którym nie było wzmianki o nowym premierze. „Dziekan” zmarł w przekonaniu, że wciąż trzyma stery państwa.
Salazar pozostawił Portugalię krajem stabilnym finansowo, ale zacofanym gospodarczo i odizolowanym na arenie międzynarodowej. Jego upór w utrzymaniu kolonii doprowadził do krwawych wojen w Afryce, które ostatecznie wykrwawiły kraj. Cztery lata po jego śmierci, w 1974 roku, doszło do „rewolucji goździków”, która bezkrwawo obaliła system stworzony przez „dziekana wszystkich dyktatorów” i wprowadziła Portugalię na drogę demokracji.