Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie dżunglę, potężne kamienne budowle i tłum wiwatujący na cześć zawodników, którzy toczą bój nie tylko o punkty, ale często o przetrwanie lub przychylność bogów. Pelota maya, znana również jako pitz, to jedna z najbardziej fascynujących i brutalnych gier w historii ludzkości. To nie był zwykły sport – to był rytuał, teatr religijny i sposób na rozwiązywanie konfliktów politycznych bez rozlewu krwi na polu bitwy. Choć zasady zmieniały się na przestrzeni wieków i regionów, ich trzon pozostaje niezmienny i do dziś budzi podziw swoją trudnością.
Głównym celem gry było utrzymanie ciężkiej, kauczukowej piłki w powietrzu i przebicie jej na połowę przeciwnika w taki sposób, aby ten nie zdołał jej odbić. Brzmi prosto? Nic bardziej mylnego. Największym wyzwaniem był fakt, że zawodnicy mieli surowy zakaz używania dłoni oraz stóp.
W klasycznej wersji gry piłkę można było odbijać jedynie biodrami, udami lub łokciami. Niektórzy badacze sugerują, że w pewnych okresach dopuszczalne było używanie specjalnych kijów lub kamiennych „rękawic”, ale to technika biodrowa stała się symbolem peloty. Biorąc pod uwagę, że piłka była wykonana z litego kauczuku i mogła ważyć od 3 do nawet 5 kilogramów, każde uderzenie wymagało ogromnej siły i precyzji, a błędy kończyły się bolesnymi siniakami, a nawet poważnymi kontuzjami wewnętrznymi.
Choć nie zachował się żaden oficjalny „podręcznik sędziego” z czasów Majów, archeolodzy i historycy odtworzyli zasady na podstawie płaskorzeźb oraz relacji hiszpańskich konkwistadorów, którzy obserwowali późniejsze wersje gry (u Azteków zwaną ollamaliztli).
Dla Majów boisko do gry w piłkę nie było tylko obiektem sportowym. Wierzyli oni, że jest to portal łączący świat żywych z podziemną krainą Xibalba. Gra symbolizowała walkę światła z ciemnością oraz ruch ciał niebieskich – słońca i księżyca.
Ciekawostką jest fakt, że w mitologii Majów (opisanej w księdze Popol Vuh) bohaterscy bliźniacy, Hunahpu i Xbalanque, pokonali panów podziemi właśnie dzięki grze w pelotę. Od tego czasu gra stała się nieodłącznym elementem religijnym, a kapłani często wróżyli przyszłość na podstawie przebiegu meczu.
To pytanie, które najczęściej pojawia się w kontekście peloty. Odpowiedź brzmi: tak, ale nie zawsze i nie wszędzie. Ofiary z ludzi były częścią rytualnych meczów, szczególnie tych o wysoką stawkę polityczną lub religijną. Co ciekawe, naukowcy wciąż spierają się, kto właściwie był poświęcany bogom. Część dowodów sugeruje, że to kapitan zwycięskiej drużyny mógł być składany w ofierze, co dla Majów było najwyższym zaszczytem i gwarancją przejścia do lepszego świata. Inne źródła wskazują jednak na przegranych, których śmierć miała przebłagać bóstwa i zapewnić urodzaj plonów.
Jeśli myślisz, że ta gra odeszła w niepamięć wraz z upadkiem cywilizacji Majów, jesteś w błędzie. W niektórych regionach Meksyku (szczególnie w stanie Sinaloa) do dziś uprawia się sport o nazwie ulama. Jest to bezpośredni potomek starożytnej peloty.
Współcześni gracze wciąż używają bioder do odbijania ciężkiej gumowej piłki, choć gra straciła swój krwawy, rytualny charakter. Dzisiaj ulama jest symbolem tożsamości kulturowej i przyciąga turystów z całego świata, którzy chcą na własne oczy zobaczyć, jak radzili sobie starożytni atleci.