Gość (37.30.*.*)
Świat futbolu przechodzi obecnie jedną z największych rewolucji w swojej historii. Przez lata przyzwyczailiśmy się do formatu z 32 drużynami, który wydawał się idealnie skrojony pod emocje i logistykę. Jednak FIFA, dążąc do globalizacji sportu (i oczywiście zwiększenia przychodów), zdecydowała się na radykalny krok. Już podczas Mistrzostw Świata w 2026 roku, które odbędą się w USA, Kanadzie i Meksyku, zobaczymy 48 reprezentacji. Czy to jednak koniec zmian? Czy czeka nas przeskok do aż 64 zespołów?
Obecnie nie ma żadnych oficjalnych planów ani potwierdzonych informacji ze strony FIFA, które wskazywałyby na zwiększenie liczby uczestników do 64 w najbliższej przyszłości. Przejście z 32 na 48 drużyn to już ogromne wyzwanie logistyczne. Turniej w 2026 roku będzie trwał dłużej, wymaga więcej stadionów i generuje znacznie większe koszty organizacyjne.
Wprowadzenie 64 drużyn oznaczałoby, że w turnieju brałaby udział niemal 1/3 wszystkich federacji zrzeszonych w FIFA (których jest 211). Choć w kuluarach sportowych mediów czasem pojawiają się spekulacje na ten temat, na ten moment pozostają one w sferze teorii. FIFA musi najpierw sprawdzić, jak format z 48 zespołami sprawdzi się w praktyce – zarówno pod kątem poziomu sportowego, jak i zainteresowania kibiców.
W przypadku piłki nożnej kobiet rozwój następuje równie dynamicznie, choć z pewnym przesunięciem czasowym. Przełomem były Mistrzostwa Świata Kobiet w 2023 roku (rozgrywane w Australii i Nowej Zelandii), gdzie po raz pierwszy w historii wystąpiły 32 drużyny. Wcześniej, w 2019 roku, w turnieju brały udział jedynie 24 reprezentacje.
Zwiększenie liczby drużyn do 32 było ogromnym sukcesem marketingowym i sportowym. Pokazało, że kobiecy futbol staje się coraz bardziej profesjonalny, a różnice między czołówką a resztą świata powoli się zacierają. Niemniej jednak, na ten moment nie ma planów, aby w najbliższym czasie zrównać liczbę uczestniczek z męskim formatem 48 drużyn.
Różnica w liczbie drużyn między turniejami męskimi a kobiecymi nie wynika z braku chęci federacji, ale z uwarunkowań historycznych, ekonomicznych i czysto sportowych. Oto główne powody:
Warto pamiętać, że kobieca piłka nożna przez dekady była spychana na margines, a w wielu krajach (np. w Anglii czy Niemczech) wręcz zakazana przez federacje narodowe aż do lat 70. XX wieku. To spowodowało ogromną lukę w szkoleniu i infrastrukturze, którą kraje nadrabiają dopiero od kilkunastu lat. Męski futbol miał ponad sto lat na budowanie struktur, które pozwalają dziś wystawić 48 solidnych reprezentacji.
Jednym z głównych argumentów przeciwko zbyt szybkiemu rozszerzaniu turniejów kobiet jest obawa o poziom widowiska. W kobiecym futbolu przepaść między potęgami (jak USA, Hiszpania czy Anglia) a krajami z dołu rankingu jest wciąż większa niż u mężczyzn. Zbyt duża liczba drużyn mogłaby skutkować wynikami rzędu 10:0 czy 13:0, co nie sprzyja promocji dyscypliny i nie jest atrakcyjne dla telewidzów.
Liczba profesjonalnych lig kobiecych na świecie wciąż rośnie, ale nadal wiele zawodniczek z mniej rozwiniętych piłkarsko krajów musi łączyć sport z pracą zawodową. FIFA stara się zwiększać liczbę drużyn stopniowo, aby mieć pewność, że każda reprezentacja jadąca na mundial prezentuje odpowiedni poziom przygotowania fizycznego i taktycznego.
Czy wiesz, że pierwsze oficjalne Mistrzostwa Świata Kobiet odbyły się dopiero w 1991 roku w Chinach? Wzięło w nich udział zaledwie 12 drużyn, a mecze trwały po 80 minut zamiast standardowych 90. Od tego czasu kobiecy futbol przeszedł niesamowitą drogę – finał w 2023 roku oglądały miliony ludzi na całym świecie, udowadniając, że potencjał do dalszego wzrostu jest ogromny.
Podsumowując, choć wizja 64 drużyn na mundialu brzmi imponująco, na razie musimy przygotować się na format 48-zespołowy u mężczyzn i cieszyć się dynamicznie rosnącym turniejem 32 drużyn u kobiet. Kolejne lata pokażą, czy światowa piłka jest gotowa na jeszcze większe rozszerzenie.