Gość (37.30.*.*)
Pamiętacie Mistrzostwa Świata w Rzymie w 2009 roku? To był moment, w którym pływanie bardziej przypominało wyścig zbrojeń niż tradycyjną rywalizację sportową. W ciągu zaledwie kilku dni padły aż 43 rekordy świata, a kibice przecierali oczy ze zdumienia. Powód nie leżał jednak wyłącznie w nadludzkiej sile mięśni, ale w tym, co zawodnicy mieli na sobie. Stroje poliuretanowe, nazywane potocznie „super-strojami”, na zawsze zmieniły historię tego sportu, ale ich kariera była krótka i zakończyła się głośnym zakazem.
Wszystko zaczęło się od modelu LZR Racer firmy Speedo, który zadebiutował przed Igrzyskami Olimpijskimi w Pekinie w 2008 roku. W jego projektowaniu brała udział nawet NASA. Stroje te nie były wykonane z tradycyjnego materiału (tekstylnego), lecz z cienkiej warstwy poliuretanu. Niektóre modele, jak te od firm Arena czy Jaked, były w 100% pokryte tym tworzywem.
Głównym celem było maksymalne zmniejszenie oporu wody. Poliuretan jest materiałem nieprzepuszczalnym, co dawało pływakom dwie ogromne przewagi. Po pierwsze, skóra i mięśnie były ekstremalnie uciśnięte, co nadawało ciału idealnie opływowy kształt. Po drugie, materiał ten „uwięził” pęcherzyki powietrza, co drastycznie zwiększało wyporność. Pływak unosił się wyżej na wodzie, co w tej dyscyplinie jest kluczem do szybkości.
Światowa Federacja Pływacka (wtedy FINA, dziś World Aquatics) stanęła przed ogromnym dylematem. Sport, który od zawsze polegał na wytrzymałości i technice człowieka, zaczął być zdominowany przez inżynierię materiałową. Oto główne powody, dla których wprowadzono zakaz:
W lipcu 2009 roku, podczas kongresu w Rzymie, FINA podjęła historyczną decyzję. Od 1 stycznia 2010 roku wprowadzono nowe, rygorystyczne zasady dotyczące strojów startowych. Najważniejszą zmianą był powrót do materiałów tekstylnych (przepuszczalnych dla wody i powietrza).
Dodatkowo ograniczono powierzchnię ciała, jaką może zakrywać strój. Mężczyźni mogą startować jedynie w spodenkach (od pasa do kolan), a kobiety w strojach, które nie zakrywają szyi, ramion ani nie sięgają poniżej kolan. Grubość materiału również została ściśle określona, aby wyeliminować efekt sztucznej wyporności.
Choć poliuretanowe kostiumy pomagały pływać szybciej, ich zakładanie było prawdziwym koszmarem. Materiał był tak ciasny i mało elastyczny, że zawodnicy potrzebowali pomocy asystentów, a cały proces trwał od 30 do nawet 45 minut! Często zdarzało się, że stroje pękały tuż przed startem, co wywoływało ogromny stres i wymuszało błyskawiczną zmianę garderoby w warunkach polowych.
Przez długi czas wydawało się, że wyniki ustanowione w 2009 roku pozostaną nieosiągalne. Jednak ludzki organizm i technika treningowa poszły naprzód. Choć niektóre rekordy (jak te Michaela Phelpsa czy Paula Biedermanna) utrzymywały się przez ponad dekadę, większość z nich została już poprawiona przez zawodników startujących w zwykłych, tekstylnych strojach. To dowodzi, że choć technologia może dać chwilową przewagę, to ostatecznie determinacja i rozwój metod treningowych pozwalają przesuwać granice ludzkich możliwości jeszcze dalej.
Dziś pływanie jest sportem „czystszym” pod względem technologicznym, a o zwycięstwie znów decyduje to, co dzieje się w głowie i mięśniach zawodnika, a nie w laboratorium producenta odzieży sportowej.