Gość (37.30.*.*)
Wprowadzenie tak radykalnych zmian w Unii Europejskiej oraz krajach stowarzyszonych (Norwegia, Szwajcaria, Islandia), połączone z działaniami proekologicznymi w Indiach, to scenariusz, który w świecie nauki określa się mianem „głębokiej dekarbonizacji”. Choć wymienione regiony odpowiadają za stosunkowo niewielki procent globalnych emisji, ich całkowite przejście na zieloną stronę mocy miałoby istotny wpływ nie tylko na klimat, ale przede wszystkim na kierunek rozwoju technologii na całym świecie.
Aby zrozumieć wpływ tych działań na temperaturę Ziemi, musimy najpierw spojrzeć na liczby. Unia Europejska (27 krajów) odpowiada obecnie za około 6,1% do 6,7% globalnych emisji gazów cieplarnianych. Jeśli dodamy do tego Norwegię, Szwajcarię i Islandię, łączny udział tego bloku w światowym „budżecie węglowym” oscyluje w granicach 7%.
Całkowita rezygnacja z węgla, samochodów spalinowych oraz pełna termomodernizacja budynków w tych krajach oznaczałaby niemal całkowite wyzerowanie ich śladu węglowego. W skali roku mówimy o redukcji rzędu 3,3–3,7 miliarda ton ekwiwalentu CO2 (Gt CO2eq). Przy globalnych emisjach wynoszących około 53–57 Gt CO2eq rocznie, jest to zmiana zauważalna, ale niebędąca w stanie samodzielnie zatrzymać globalnego ocieplenia.
Budynki w Europie są odpowiedzialne za około 36% emisji CO2 i pochłaniają blisko 40% energii. Pełna termomodernizacja (tzw. głęboka renowacja) mogłaby obniżyć zapotrzebowanie na energię w tym sektorze o niemal połowę. Z kolei transport drogowy generuje około 25% unijnych emisji. Wyeliminowanie rur wydechowych w całej UE i krajach EFTA (Norwegia, Islandia, Szwajcaria) to potężny cios w popyt na ropę naftową, co mogłoby doprowadzić do spadku cen paliw kopalnych na świecie, ale i przyspieszenia tanienia technologii bateryjnych.
Wprowadzenie całkowitego zakazu stosowania freonów (CFC) i ich następców (HFC – gazów fluorowanych) to jeden z najskuteczniejszych instrumentów ochrony klimatu. Choć freony kojarzymy głównie z dziurą ozonową, są one tysiące razy silniejszymi gazami cieplarnianymi niż CO2.
Powierzchnia 512 km² odpowiada mniej więcej obszarowi Warszawy. Choć posadzenie tak dużego lasu wydaje się imponujące, w skali globalnej walki z klimatem jest to działanie symboliczne.
Indie są obecnie trzecim największym emitentem CO2 na świecie, a ich energetyka w 70–74% opiera się na węglu. Zastąpienie części elektrowni węglowych czterema nowoczesnymi reaktorami jądrowymi (zakładając moc 1 GW każdy) to realna zmiana.
Nauka posługuje się wskaźnikiem TCRE (Transient Climate Response to Cumulative Carbon Emissions), który mówi, że każde 1000 miliardów ton (Gt) wyemitowanego CO2 podnosi temperaturę o około 0,45°C.
Jeśli Europa i jej sąsiedzi całkowicie zredukowaliby swoje emisje (oszczędność ok. 3,5 Gt rocznie) i utrzymaliby ten stan przez 30 lat, uniknęlibyśmy emisji około 105 Gt CO2. Przekłada się to na bezpośrednie obniżenie przewidywanej temperatury Ziemi o około 0,04°C do 0,05°C.
Choć ułamek stopnia Celsjusza wydaje się mały, w skali planetarnej każda dziesiąta część stopnia to mniejsza liczba ekstremalnych fal upałów, wolniejsze podnoszenie się poziomu mórz i większa szansa na ocalenie ekosystemów, takich jak rafy koralowe. Największym efektem nie byłaby jednak sama temperatura, a efekt domina – Europa jako „laboratorium klimatyczne” wymusiłaby na globalnych rynkach produkcję wyłącznie zielonych technologii, co mogłoby skłonić Chiny i USA do szybszych zmian.