Gość (37.30.*.*)
Większość z nas lubi myśleć o sobie jako o osobach przyzwoitych, uczciwych i kierujących się jasnym kompasem moralnym. Jednak psychologia społeczna i behawioralna od lat dostarczają dowodów na to, że nasza moralność jest znacznie bardziej elastyczna, niż chcielibyśmy przyznać. Istnieją dwa fascynujące, a zarazem niepokojące mechanizmy, które sprawiają, że dobrzy ludzie podejmują złe decyzje, często nawet nie zdając sobie z tego sprawy: wyparcie etyczne oraz moralne rozgrzeszanie. Zrozumienie, jak działają, to pierwszy krok do tego, by przestać wpadać w ich pułapkę.
Wyparcie etyczne (ang. ethical fading) to proces, w którym etyczne aspekty danej decyzji zostają całkowicie usunięte z procesu myślowego. W efekcie osoba podejmująca decyzję nie widzi w niej problemu moralnego, lecz traktuje ją wyłącznie jako kwestię biznesową, prawną lub techniczną.
Zjawisko to zostało opisane przez Ann Tenbrunsel i Davida Messicka. Mechanizm ten działa jak swoisty filtr: skupiamy się na celu (np. domknięciu sprzedaży, osiągnięciu targetu, uniknięciu kary), a kwestia „czy to jest właściwe?” po prostu przestaje istnieć w naszej świadomości. Często dzieje się to za sprawą eufemizmów. Zamiast mówić o „okłamywaniu klienta”, mówimy o „zarządzaniu oczekiwaniami” lub „agresywnym marketingu”. Gdy język staje się techniczny, sumienie idzie spać.
Moralne rozgrzeszanie (ang. moral licensing) działa na nieco innej zasadzie. To podświadomy mechanizm, w którym po zrobieniu czegoś „dobrego” czujemy, że zasłużyliśmy na małe „moralne wakacje”. Nasz umysł prowadzi coś w rodzaju księgowości etycznej – jeśli rano pomogliśmy sąsiadowi lub kupiliśmy produkty ekologiczne, po południu możemy czuć się bardziej uprawnieni do tego, by skłamać w drobnej sprawie lub zachować się egoistycznie.
Badania pokazują, że osoby, które deklarują silne poparcie dla równości, po publicznym wyrażeniu tych poglądów bywają paradoksalnie bardziej skłonne do podejmowania decyzji o charakterze dyskryminacyjnym. Czują bowiem, że ich „moralny kredyt” jest na tyle wysoki, że pojedynczy błąd nie zepsuje ich wizerunku we własnych oczach.
Jedno z głośnych badań psychologicznych wykazało, że osoby, które właśnie kupiły produkty ekologiczne, były bardziej skłonne do oszukiwania w późniejszych testach i kradzieży drobnych kwot niż osoby, które kupiły standardowe produkty. Ich mózg uznał, że „bycie eko” daje im licencję na bycie mniej uczciwym w innej sferze życia.
Wbrew pozorom, wyparcie etyczne i moralne rozgrzeszanie nie są domeną „czarnych charakterów” z filmów. Występują powszechnie, ponieważ nasz mózg dąży do zachowania pozytywnej samooceny przy jednoczesnym minimalizowaniu wysiłku lub maksymalizowaniu korzyści.
Walka z wyparciem etycznym i moralnym rozgrzeszaniem nie jest łatwa, ponieważ oba procesy zachodzą głównie w podświadomości. Można jednak wdrożyć strategie, które pomogą nam zachować czujność.
Aby uniknąć wyparcia etycznego, należy świadomie unikać korporacyjnego żargonu i eufemizmów. Zamiast pytać: „Czy to jest zgodne z regulaminem?”, warto zapytać: „Czy to jest uczciwe wobec klienta?”. Przywrócenie słownictwa etycznego do codziennych rozmów sprawia, że moralny wymiar decyzji staje się widoczny.
Zanim podejmiesz decyzję, zwłaszcza pod presją czasu, zatrzymaj się na chwilę. Zadaj sobie pytanie: „Gdyby ta sytuacja została opisana na pierwszej stronie gazety z moim nazwiskiem, czy czułbym się z tym dobrze?”. Taka perspektywa pomaga przywrócić „wyblakłe” aspekty etyczne.
Wiedząc o istnieniu moralnego rozgrzeszania, możemy być bardziej uważni na swoje reakcje po odniesieniu sukcesu lub zrobieniu czegoś dobrego. Jeśli czujesz dumę z powodu swojej szlachetności, to właśnie wtedy powinieneś być najbardziej wyczulony na pokusę pójścia na skróty w kolejnym kroku. Dobre uczynki nie są walutą, którą można płacić za złe zachowanie.
W organizacjach kluczowe jest przyzwolenie na kwestionowanie decyzji bez strachu przed konsekwencjami. Jeśli pracownik może otwarcie powiedzieć: „Wydaje mi się, że to działanie jest nieetyczne”, wyparcie etyczne ma znacznie mniejsze szanse na przejęcie kontroli nad zespołem.
Zrozumienie, że nikt z nas nie jest odporny na te psychologiczne pułapki, to fundament budowania prawdziwej integralności. Etyka nie jest cechą stałą, którą się po prostu „ma” – to proces ciągłego sprawdzania własnych motywacji i odwaga, by patrzeć na swoje działania bez filtrów upiększających rzeczywistość.