Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie, że oglądasz w telewizji wyjątkowo nachalną reklamę suplementu diety albo słuchasz polityka składającego obietnice bez pokrycia. Myślisz sobie wtedy: „Kto się na to nabiera? Przecież to oczywista manipulacja!”. Jednocześnie zakładasz, że Twoi sąsiedzi, znajomi czy „ogół społeczeństwa” z pewnością ulegną tej narracji. Właśnie w tym momencie doświadczasz zjawiska, które psychologia społeczna nazywa efektem trzeciej osoby.
Efekt trzeciej osoby to błąd poznawczy, który polega na przekonaniu, że przekazy medialne, reklamy czy propaganda mają znacznie większy wpływ na innych ludzi („trzecie osoby”) niż na nas samych. Został on po raz pierwszy opisany przez W. Phillipsa Davisona w 1983 roku. Badacz zauważył, że ludzie mają tendencję do przeceniania siły perswazji działającej na innych, przy jednoczesnym niedocenianiu jej wpływu na własne postawy i zachowania.
Zjawisko to opiera się na dwóch filarach. Pierwszym jest komponent percepcyjny – wierzymy, że jesteśmy „mądrzejsi” lub bardziej krytyczni wobec otoczenia niż przeciętny człowiek. Drugim jest komponent behawioralny – nasze przekonanie o tym, że inni są zmanipulowani, skłania nas do podejmowania konkretnych działań, na przykład popierania cenzury czy wprowadzania ograniczeń w reklamach, „dla dobra tych, którzy nie wiedzą, co robią”.
Przechodząc do kluczowego pytania: czy to prawda, że osoby uważające się za odporne na manipulację ulegają jej silniej? Odpowiedź brzmi: tak, często tak właśnie się dzieje. Choć może brzmieć to nielogicznie, mechanizm ten jest dobrze udokumentowany i wynika z kilku konkretnych procesów psychologicznych.
Kiedy jesteśmy święcie przekonani o swojej odporności, nasza czujność drastycznie spada. To tak zwana iluzja nietykalności. Jeśli uważasz, że reklamy na Ciebie nie działają, przestajesz analizować ich treść pod kątem technik perswazyjnych. W efekcie przekaz omija Twoje świadome filtry krytyczne i trafia prosto do podświadomości.
Z czego wynika to zjawisko? Głównym winowajcą jest potrzeba utrzymania wysokiej samooceny. Przyznanie przed samym sobą, że daliśmy się zmanipulować, jest bolesne dla naszego ego. Dlatego nasz mózg buduje mur ochronny w postaci efektu trzeciej osoby. Dzięki niemu możemy czuć się lepsi, bardziej świadomi i niezależni od reszty „zmanipulowanego tłumu”.
Warto też wspomnieć o dystansie społecznym. Im bardziej postrzegamy jakąś grupę jako odmienną od nas (np. osoby o innych poglądach politycznych), tym chętniej przypisujemy im podatność na manipulację. To pozwala nam dehumanizować ich procesy myślowe i utwierdzać się w przekonaniu o własnej wyższości intelektualnej.
Co ciekawe, istnieje również odwrotność tego zjawiska, nazywana efektem pierwszej osoby. Występuje on wtedy, gdy przekaz medialny jest postrzegany jako pozytywny lub nobilitujący. Jeśli np. usłyszymy kampanię zachęcającą do bycia „odważnym liderem” lub „świadomym konsumentem”, chętniej przypiszemy jej wpływ na nas samych niż na innych. Chcemy wierzyć, że dobre rzeczy działają na nas, a te złe (jak manipulacja) tylko na innych.
Najlepszą obroną przed manipulacją nie jest wiara w swoją niezniszczalność, ale pokora wobec własnych ograniczeń poznawczych. Uświadomienie sobie, że każdy z nas – bez wyjątku – jest podatny na wpływ społeczny, to pierwszy krok do realnej ochrony.
Zamiast powtarzać „mnie to nie dotyczy”, warto zadawać sobie pytania: „Dlaczego tak myślę?”, „Skąd wzięła się u mnie ta informacja?” oraz „Czy moja opinia nie jest wynikiem częstego powtarzania tego samego hasła w mediach?”. Prawdziwa odporność zaczyna się tam, gdzie kończy się pewność siebie, a zaczyna zdrowy sceptycyzm skierowany również do wewnątrz.