Gość (37.30.*.*)
Czy kiedykolwiek zdarzyło Ci się przeczytać komentarz pod artykułem i pomyśleć: „Ten człowiek nigdy nie powiedziałby czegoś tak agresywnego prosto w oczy”? A może sam złapałeś się na tym, że w wiadomości prywatnej wyznałeś komuś sekret, którego nie zdradziłbyś podczas spotkania przy kawie? To, co czujesz w takich momentach, to właśnie efekt odhamowania w sieci (ang. online disinhibition effect). Jest to zjawisko psychologiczne, które sprawia, że w świecie cyfrowym tracimy bariery, które normalnie powstrzymują nas przed pewnymi zachowaniami w świecie rzeczywistym.
Pojęcie to wprowadził w 2004 roku psycholog John Suler. Zauważył on, że internet tworzy specyficzne środowisko, w którym ludzie czują się mniej skrępowani normami społecznymi. Co ciekawe, efekt ten nie zawsze jest negatywny – może prowadzić zarówno do agresji, jak i do niezwykłej otwartości czy chęci niesienia pomocy.
Suler wyróżnił sześć głównych czynników, które sprawiają, że w sieci zachowujemy się inaczej niż „w realu”. Zrozumienie ich pozwala lepiej pojąć mechanizmy rządzące naszymi interakcjami online:
Różnice między interakcją twarzą w twarz a tą online najlepiej widać w codziennych sytuacjach. Wyobraźmy sobie kłótnię o politykę. W restauracji, siedząc naprzeciwko kogoś, prawdopodobnie będziemy ważyć słowa, unikać inwektyw i starać się zrozumieć argumenty drugiej strony, by nie zepsuć atmosfery. W sekcji komentarzy na Facebooku te same osoby mogą wyzywać się od najgorszych, ponieważ nie widzą bólu ani złości na twarzy oponenta.
Innym przykładem jest tzw. łagodne odhamowanie. W świecie rzeczywistym nowo poznanej osobie rzadko opowiadamy o swoich traumach czy lękach na pierwszym spotkaniu. W internecie, na forach wsparcia czy w grupach tematycznych, ludzie potrafią otworzyć się przed obcymi w ciągu kilku minut. Brak fizycznej obecności drugiej osoby sprawia, że czujemy się bezpieczniej, odsłaniając swoje słabości.
To, czy łatwiej jest przekonywać innych lub pozyskiwać informacje w internecie, jest w dużej mierze faktem, choć zależy to od kontekstu. Efekt odhamowania sprawia, że ludzie są bardziej skłonni do ulegania wpływom z kilku powodów. Po pierwsze, w sieci łatwiej o tzw. dowód społeczny – jeśli widzimy setki polubień pod jakąś tezą, podświadomie uznajemy ją za prawdziwą.
Po drugie, pozyskiwanie informacji jest łatwiejsze, bo bariera wstydu jest niższa. Zadanie intymnego pytania na forum medycznym jest prostsze niż pójście do lekarza. Z drugiej strony, ta sama łatwość sprawia, że stajemy się podatni na manipulację i dezinformację. W internecie łatwiej „sprzedać” nam ideę, bo proces przetwarzania informacji jest często szybszy i mniej krytyczny niż podczas bezpośredniej rozmowy, gdzie mowa ciała może zdradzić nieszczerość rozmówcy.
Badania pokazują, że interakcje cyfrowe pozbawione są uwalniania oksytocyny (hormonu więzi), która naturalnie pojawia się podczas kontaktu fizycznego lub patrzenia sobie w oczy. To właśnie brak tego biologicznego „bezpiecznika” sprawia, że tak łatwo przychodzi nam bycie niemiłym w sieci.
Skoro wiemy już, że internet zmienia naszą psychikę, warto wdrożyć kilka zasad, które pomogą nam zachować cyfrową higienę i empatię:
Efekt odhamowania w sieci to potężne narzędzie, które może budować mosty (poprzez grupy wsparcia i szybką wymianę wiedzy) lub je palić (poprzez hejt i polaryzację). Kluczem jest świadomość, że ekran monitora to nie tarcza, która zwalnia nas z bycia przyzwoitym człowiekiem.