Gość (37.30.*.*)
W świecie psychologii społecznej i teorii kontroli zasobów, kontrolerzy bistrategiczni to postacie fascynujące i jednocześnie budzące niepokój. To osoby, które opanowały do perfekcji sztukę balansowania między byciem „duszą towarzystwa” a bezwzględnym graczem dążącym do celu. Ich droga do sukcesu nie jest liniowa; przypomina raczej skomplikowany taniec, w którym kroki dobierane są w zależności od tego, kto patrzy i co jest do ugrania. Zrozumienie ich mechanizmów działania pozwala nie tylko lepiej radzić sobie w relacjach, ale też dostrzec subtelne gry o wpływy, które toczą się w naszym codziennym życiu.
Kontrolerzy bistrategiczni to jednostki, które w drodze do celu wykorzystują dwa skrajnie różne zestawy narzędzi: strategie prospołeczne oraz strategie przymusowe. W przeciwieństwie do „czystych” agresorów, którzy polegają tylko na sile, lub osób czysto kooperatywnych, bistrategicy są elastyczni. Ich droga do celu polega na ciągłym monitorowaniu otoczenia i wybieraniu metody, która w danej sekundzie przyniesie największy zysk przy najmniejszym koszcie wizerunkowym.
W ich arsenale znajdziemy uśmiech, komplementy i oferowanie pomocy (strategia prospołeczna), ale tuż obok nich czają się groźby, manipulacja, wykluczanie innych z grupy czy jawna wrogość (strategia przymusowa). To, co ich wyróżnia, to niezwykła inteligencja społeczna – oni doskonale wiedzą, kiedy „uderzyć”, a kiedy „pogłaskać”.
Wybór strategii przez kontrolera bistrategicznego zależy od kontekstu sytuacyjnego oraz publiczności.
Co ciekawe, badania sugerują, że u tych osób żadna ze strategii nie dominuje na stałe. To właśnie ta równowaga i zdolność do szybkiego przełączania się między trybami sprawia, że są oni tak skuteczni. Można powiedzieć, że ich dominującą cechą jest „makiaweliczna elastyczność”.
Jeśli oceniamy skuteczność w kategoriach zdobywania zasobów, kontrolerzy bistrategiczni są absolutnymi liderami.
Badania Patricii Hawley, która wprowadziła to pojęcie, wykazały, że kontrolerzy bistrategiczni pojawiają się już w wieku przedszkolnym. To te dzieci, które potrafią pięknie dzielić się zabawkami, by za chwilę, gdy opiekun nie patrzy, siłą odebrać innemu dziecku to, na czym im zależy. Co najważniejsze – są one zazwyczaj najbardziej lubiane przez rówieśników mimo swojej agresji.
Działania kontrolerów bistrategicznych mają dwojaki wpływ na pozostałych członków grupy.
Krótkofalowo, grupa często czuje się zafascynowana taką osobą. Bistrategik wnosi energię, wydaje się pewny siebie i potrafi „załatwić sprawy”. Członkowie grupy mogą czuć się bezpieczni pod jego skrzydłami, dopóki są z nim w dobrych relacjach.
Długofalowo jednak, atmosfera w grupie zaczyna gęstnieć. Pojawia się niepewność i lęk, ponieważ nikt nie wie, kiedy strategia prospołeczna zostanie zastąpiona przymusową. Członkowie grupy zaczynają ze sobą rywalizować o względy lidera, co niszczy autentyczne więzi. Dochodzi do erozji zaufania – ludzie orientują się, że pomoc ze strony bistrategika zawsze ma swoją cenę.
Aby lepiej zrozumieć to zjawisko, warto przyjrzeć się sytuacjom, które spotykają nas w domu lub wśród znajomych:
Kontrolerzy bistrategiczni to mistrzowie adaptacji. Ich skuteczność wynika z faktu, że rzadko dają nam powód, byśmy mogli ich jednoznacznie potępić – zawsze mają w zanadrzu jakiś prospołeczny gest, który ma zmazać winy po zastosowaniu przymusu. Rozpoznanie tego wzorca to pierwszy krok do tego, by przestać być pionkiem w ich grze.