Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie Londyn, 8 czerwca 1946 roku. Ulice stolicy Wielkiej Brytanii są udekorowane flagami, tłumy wiwatują, a powietrze wypełnia dźwięk orkiestr wojskowych. To wielka Parada Zwycięstwa, mająca uczcić triumf nad faszyzmem. Maszerują Brytyjczycy, Amerykanie, Francuzi, a nawet przedstawiciele egzotycznych kolonii. Brakuje jednak formacji, która jako pierwsza stawiła opór Hitlerowi i której żołnierze walczyli na niemal wszystkich frontach tej wojny – zabrakło Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. To jedno z najbardziej bolesnych wydarzeń w historii polskiej dyplomacji i wojskowości, które do dziś budzi ogromne emocje.
Głównym powodem nieobecności polskich żołnierzy na londyńskiej paradzie była skomplikowana sytuacja geopolityczna po konferencjach w Jałcie i Poczdamie. W 1946 roku świat zachodni uznawał już Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej (TRJN) w Warszawie, który był całkowicie kontrolowany przez Stalina. Rząd polski w Londynie, któremu podlegali żołnierze walczący pod Monte Cassino czy pod Arnhem, przestał być dla Brytyjczyków oficjalnym partnerem.
Brytyjski rząd Clementa Attlee znalazł się w kropce. Z jednej strony wiedzieli, jak wiele zawdzięczają Polakom, z drugiej – panicznie bali się drażnić Józefa Stalina. ZSRR jasno dawał do zrozumienia, że obecność „andersowców” czy żołnierzy gen. Maczka na paradzie zostanie uznana za gest wrogi wobec nowego porządku w Europie Wschodniej.
Wbrew obiegowej opinii, pewna próba zaproszenia Polaków miała miejsce, ale jej forma była upokarzająca. Brytyjczycy, chcąc uniknąć skandalu dyplomatycznego z Moskwą, nie zaprosili regularnych jednostek Polskich Sił Zbrojnych (liczących wtedy ok. 200 tysięcy żołnierzy). Zamiast tego, zaproszenie wysłano do rządu w Warszawie. Komuniści jednak postawili twardy warunek: wezmą udział w paradzie tylko wtedy, jeśli żołnierze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie zostaną z niej całkowicie wykluczeni.
Ostatecznie rząd w Warszawie i tak odmówił udziału, co postawiło Brytyjczyków w kompromitującej sytuacji. W ostatniej chwili, pod naciskiem opinii publicznej i opozycji (w tym samego Winstona Churchilla), rząd brytyjski wysłał zaproszenie do 25 pilotów z Dywizjonu 303, którzy mieli maszerować w ramach Royal Air Force.
Polscy lotnicy, mimo ogromnego szacunku dla brytyjskich kolegów, wykazali się niezwykłą solidarnością. Odmówili udziału w paradzie, argumentując, że nie mogą maszerować, gdy ich koledzy z wojsk lądowych i marynarki wojennej zostali pominięci. Był to gest solidarności z setkami tysięcy polskich żołnierzy, którzy nagle stali się „niewygodnymi sojusznikami”.
Odpowiedź na to pytanie jest twierdząca, choć historycy często używają bardziej dyplomatycznego określenia: „realizm polityczny”. Zachód, a w szczególności Wielka Brytania, był wycieńczony wojną. Brytyjczycy chcieli za wszelką cenę utrzymać poprawne relacje ze Stalinem, wierząc (naiwnie, jak się później okazało), że uda się zachować pokój w Europie poprzez ustępstwa.
Polska stała się kartą przetargową. Uznanie TRJN i ignorowanie zasług PSZ na Zachodzie było ceną, jaką Londyn i Waszyngton zapłaciły za próbę stabilizacji stosunków z Moskwą. Dla polskich żołnierzy, którzy wierzyli, że ich walka doprowadzi do wolnej ojczyzny, był to cios w plecy. Wielu z nich nie mogło wrócić do kraju z obawy przed represjami ze strony UB, a w Wielkiej Brytanii, którą pomagali ratować, poczuli się nagle niechcianymi gośćmi.
Dopiero po wielu dekadach podjęto próby naprawienia tego historycznego błędu. W 2005 roku, podczas obchodów 60. rocznicy zakończenia wojny, polscy weterani w końcu przemaszerowali ulicami Londynu. Ówczesny brytyjski minister spraw zagranicznych, Jack Straw, przyznał oficjalnie, że brak Polaków na paradzie w 1946 roku był „poważnym błędem i niesprawiedliwością”.
Warto też wspomnieć, że jedynym Polakiem, który w 1946 roku pojawił się w oficjalnym pochodzie, był... niedźwiedź Wojtek (choć nie fizycznie, to we wspomnieniach i na pamiątkowych zdjęciach żołnierzy 2. Korpusu Polskiego). Historia niedźwiedzia-żołnierza do dziś pozostaje jednym z najbardziej pozytywnych symboli polskiego wkładu w zwycięstwo, kontrastującym z gorzką pigułką politycznej zdrady.
Aby zrozumieć skalę absurdu tamtej parady, warto przypomnieć liczby:
Brak Polaków na Paradzie Zwycięstwa w 1946 roku pozostaje symbolem początku zimnej wojny i brutalnej polityki mocarstw, w której lojalność sojusznicza przegrała z doraźnymi interesami dyplomatycznymi.