Gość (37.30.*.*)
Kołomyja w 1939 roku była miastem tętniącym życiem, pełniącym rolę nieformalnej stolicy Pokucia. Położona malowniczo nad Prutem, stanowiła unikalny tygiel kulturowy, w którym splatały się losy Polaków, Żydów i Ukraińców. Przed wybuchem II wojny światowej miasto liczyło około 45 tysięcy mieszkańców i było ważnym ośrodkiem handlowym, rzemieślniczym oraz turystycznym. To właśnie stąd turyści wyruszali w głąb Czarnohory, a lokalne wyroby huculskie cieszyły się sławą w całej Drugiej Rzeczypospolitej. Jednak spokojne życie mieszkańców zostało brutalnie przerwane w pierwszych dniach września.
Gdy 1 września 1939 roku wybuchła wojna, Kołomyja – ze względu na swoje położenie geograficzne w południowo-wschodniej części kraju – początkowo wydawała się bezpieczniejsza niż miasta centralnej Polski. Szybko jednak stała się kluczowym punktem na mapie strategicznej. W połowie września miasto znalazło się w obrębie tzw. Przedmościa Rumuńskiego. Był to obszar, na którym polskie dowództwo planowało zorganizować ostateczną linię obrony, licząc na dostawy sprzętu od aliantów przez terytorium Rumunii.
W związku z tym do Kołomyi zaczęły napływać tysiące uchodźców z zachodniej i centralnej Polski. Ulice wypełniły się samochodami, wozami konnymi i ludźmi szukającymi schronienia. Miasto stało się zapleczem dla wycofujących się jednostek wojskowych oraz tymczasową siedzibą dla wielu instytucji państwowych.
W połowie września 1939 roku Kołomyja stała się świadkiem dramatycznych wydarzeń o znaczeniu państwowym. Przez miasto i jego okolice przejeżdżały najważniejsze osoby w państwie, w tym prezydent Ignacy Mościcki oraz Naczelny Wódz Edward Rydz-Śmigły, kierując się w stronę granicy w Kutach i Zaleszczykach.
Ciekawostką historyczną jest fakt, że przez Kołomyję transportowano również część złota Banku Polskiego. Skarb narodowy, ewakuowany w pośpiechu przed Niemcami, musiał dotrzeć do Rumunii, by ostatecznie trafić do Francji i Wielkiej Brytanii. Mieszkańcy z niepokojem obserwowali te ruchy, zdając sobie sprawę, że sytuacja na froncie jest krytyczna. Mimo to, lokalne służby i mieszkańcy starali się zachować porządek, organizując pomoc dla uchodźców i dożywianie żołnierzy.
Przełomowym i najtragiczniejszym momentem dla Kołomyi był 17 września 1939 roku. Agresja Związku Radzieckiego na Polskę całkowicie zmieniła sytuację. Plan obrony Przedmościa Rumuńskiego legł w gruzach, a polskie oddziały otrzymały rozkaz wycofania się na Węgry i do Rumunii, by uniknąć niewoli.
Armia Czerwona wkroczyła do Kołomyi 18 września. Dla wielu mieszkańców był to szok – miasto, które przez lata cieszyło się względną swobodą i rozwojem, nagle znalazło się pod okupacją sowiecką. Nowe władze niemal natychmiast przystąpiły do wprowadzania swoich porządków:
Jesień 1939 roku w Kołomyi upłynęła pod znakiem niepewności i strachu. Sklepy, które wcześniej uginały się od towarów, zaczęły świecić pustkami. Pojawiły się kolejki po podstawowe produkty, takie jak chleb czy nafta. Rozpoczęły się również pierwsze wywózki na Syberię, które w kolejnych miesiącach miały przybrać na sile, dotykając tysiące rodzin.
Warto wspomnieć, że mimo tragicznej sytuacji, w mieście wciąż działały podziemne struktury, a wielu mieszkańców pomagało żołnierzom i cywilom w nielegalnym przekraczaniu granicy z Rumunią, co dla wielu było jedyną szansą na uniknięcie aresztowania przez NKWD. Kołomyja z 1939 roku to obraz miasta, które w ciągu zaledwie kilku tygodni przeszło drogę od kwitnącego ośrodka kultury do miejsca pełnego grozy i niepewnego jutra.