Gość (83.4.*.*)
Afera wokół rzekomej kariery Natalii Janoszek w Bollywood, którą nagłośnił dziennikarz Krzysztof Stanowski, była jednym z największych wydarzeń w polskim show-biznesie ostatnich lat. Choć sprawa dotyczyła przede wszystkim mechanizmów działania mediów plotkarskich, wiarygodności celebrytów oraz rzetelności dziennikarskiej, niespodziewanie zyskała wymiar polityczny. Próba upolitycznienia tego konfliktu wywołała jednak falę krytyki, a komentatorzy i internauci szybko wytknęli autorom tych teorii rażącą manipulację oraz ignorowanie faktu, że Janoszek była i pozostaje postacią całkowicie apolityczną.
Wszystko zaczęło się, gdy po publikacji głośnego, prawie trzygodzinnego filmu Krzysztofa Stanowskiego „NataLIE”, w przestrzeni publicznej przypomniano o pewnym epizodzie z przeszłości celebrytki. Okazało się, że w 2014 roku – jako 24-latka – Natalia Janoszek startowała w wyborach samorządowych do rady miejskiej w swoim rodzinnym Bielsku-Białej z list Platformy Obywatelskiej (PO).
Fakt ten błyskawicznie podchwyciły ówczesne media publiczne (przede wszystkim TVP Info) oraz niektórzy politycy partii rządzącej (m.in. ówczesny wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta). Zaczęto budować narrację, według której Janoszek miała być „wierną uczennicą Donalda Tuska”, a jej rzekomo zmyślona kariera miała stanowić metaforę działań całej opozycji. Ta nagła próba wpisania popkulturowego skandalu w ramy polskiej wojny polsko-polskiej spotkała się z natychmiastowym oporem i krytyką.
Krytycy upolitycznienia tej sprawy wskazywali na kilka kluczowych argumentów, które jednoznacznie dowodziły, że łączenie Natalii Janoszek z wielką polityką było działaniem naciąganym i czysto propagandowym.
Natalia Janoszek nigdy nie była aktywną działaczką polityczną. Jej start w wyborach samorządowych w 2014 roku (z odległego, dziesiątego miejsca na liście, bez uzyskania mandatu) był jedynie jednorazowym, lokalnym epizodem, jakich wiele w życiorysach młodych ludzi szukających swojej drogi. Przez kolejne lata Janoszek w żaden sposób nie angażowała się w życie polityczne kraju, nie brała udziału w kampaniach wyborczych, nie komentowała wydarzeń politycznych ani nie popierała publicznie żadnej opcji. Jej cała aktywność koncentrowała się na show-biznesie, konkursach piękności i budowaniu wizerunku gwiazdy. Próba przedstawienia jej jako „twarzy” konkretnej partii politycznej ignorowała fakt, że jej kariera – zarówno ta prawdziwa, jak i ta podkoloryzowana – rozwijała się całkowicie poza strukturami politycznymi.
Jednym z najgłośniejszych zarzutów wobec upolitycznienia tej sprawy była rażąca hipokryzja Telewizji Polskiej. TVP Info chętnie uderzało w Platformę Obywatelską, pokazując ulotkę wyborczą Janoszek sprzed lat. Zapomniano jednak dodać, że ta sama Natalia Janoszek przez lata była regularnym i chętnie zapraszanym gościem w programach TVP (m.in. w „Pytaniu na śniadanie”). Publiczny nadawca, podobnie jak inne duże stacje komercyjne (Polsat czy TVN), bezkrytycznie promował celebrytkę jako „gwiazdę Bollywood”, nie weryfikując jej osiągnięć. Krytycy zauważyli więc, że obarczanie opozycji odpowiedzialnością za wykreowanie Janoszek jest absurdalne, skoro to same media – w tym rządowe – przyłożyły do tego rękę.
Komentatorzy medialni zwracali uwagę, że wykorzystanie sprawy Janoszek przez polityków było klasycznym przykładem próby odwrócenia uwagi opinii publicznej od rzeczywistych, ważnych problemów społeczno-gospodarczych kraju. Zamiast debatować o istotnych sprawach państwowych, próbowano narzucić opinii publicznej narrację opartą na celebryckim skandalu. Łączenie jednostkowego zachowania osoby prywatnej z programem czy wiarygodnością całej partii politycznej uznano za manipulację najniższych lotów.
Kolejnym argumentem przeciwko upolitycznianiu tej sprawy był czas. Epizod wyborczy Janoszek miał miejsce w 2014 roku. Jej rzekome „podboje” Bollywood i budowanie medialnego mitu w Polsce na szeroką skalę rozwinęły się znacznie później, a apogeum popularności celebrytki przypadło na lata 2022–2023. Twierdzenie, że jej start z list PO dekadę wcześniej miał jakikolwiek wpływ na to, jak zachowywała się w show-biznesie lata później, pozbawione było jakiejkolwiek logiki biznesowej czy medialnej.
Sprawa Natalii Janoszek i Krzysztofa Stanowskiego ostatecznie obnażyła nie tyle problemy polityczne, ile kondycję współczesnych polskich mediów i mechanizmów rządzących show-biznesem. Pokazała, jak łatwo w dobie internetu wykreować alternatywną rzeczywistość i jak bezkrytycznie media (niezależnie od swoich sympatii politycznych) potrafią powielać niesprawdzone informacje.
Próba wciągnięcia w ten konflikt bieżącej polityki okazała się dla jej autorów przeciwskuteczna. Zamiast uderzyć w opozycję, obnażyła desperację niektórych środowisk politycznych, które w każdym, nawet najbardziej błahym i apolitycznym temacie, próbowały doszukiwać się spisku i paliwa wyborczego. Dla większości odbiorców stało się jasne, że Natalia Janoszek była po prostu celebrytką działającą na własny rachunek, a próba przypięcia jej politycznej łatki była jedynie nieudanym spektaklem propagandowym.