Gość (37.30.*.*)
Inkowie stworzyli jedno z najbardziej fascynujących i zaawansowanych imperiów w historii ludzkości, ale ich kultura kryje w sobie aspekty, które do dziś budzą dreszcz grozy. Jednym z nich był rytuał Capacocha (znany również jako Qapaq hucha), który polegał na składaniu ofiar z ludzi, a konkretnie – z dzieci. Choć z dzisiejszej perspektywy brzmi to makabrycznie, dla Inków była to najwyższa forma oddania czci bogom i sposób na utrzymanie kosmicznego porządku.
Nazwa rytuału wywodzi się z języka keczua i można ją tłumaczyć jako „królewska ofiara” lub „uroczyste zobowiązanie”. Nie była to codzienna praktyka, lecz wydarzenie o ogromnym znaczeniu państwowym i religijnym. Capacocha odbywała się zazwyczaj przy okazji kluczowych momentów w życiu imperium: koronacji nowego władcy (Sapa Inca), narodzin królewskiego syna, zwycięstwa w ważnej wojnie lub w obliczu wielkich katastrof, takich jak susze, trzęsienia ziemi czy epidemie.
Inkowie wierzyli, że światem rządzą potężne bóstwa, takie jak Inti (bóg słońca) czy Viracocha (stwórca świata), a także lokalne duchy gór zwane Apu. Składanie ofiar miało na celu przebłaganie tych sił i zapewnienie pomyślności całemu państwu (Tahuantinsuyu).
W przeciwieństwie do Azteków, którzy często składali w ofierze jeńców wojennych, Inkowie do rytuału Capacocha wybierali dzieci z własnego ludu lub z terytoriów podbitych. Dlaczego? Kluczem była czystość i doskonałość. Ofiarami zostawały dzieci w wieku od około 6 do 15 lat, które musiały być nieskazitelnie zdrowe i fizycznie piękne. Wierzono, że tylko to, co najlepsze i najczystsze, jest godne bogów.
Wybór dziecka do Capacocha był dla jego rodziny ogromnym zaszczytem. Rodzice wierzyli, że ich potomek nie umiera w tradycyjnym sensie, lecz staje się bóstwem, pośrednikiem między światem żywych a bogami, który będzie czuwał nad swoją społecznością z wysokich szczytów gór.
Proces zaczynał się na długo przed samą ceremonią. Wybrane dzieci były sprowadzane z różnych zakątków imperium do stolicy – Cusco. Tam spotykały się z samym władcą, brały udział w ucztach i ceremoniach. Był to moment manifestacji jedności państwa; dzieci reprezentowały wszystkie prowincje, co symbolicznie wiązało peryferie z centrum władzy.
Po zakończeniu uroczystości w Cusco rozpoczynała się długa, często trwająca miesiące wędrówka na szczyty Andów. Grupa procesyjna składała się z kapłanów, urzędników, rodzin dzieci oraz samych ofiar. Wchodzenie na wysokości przekraczające 5000 czy 6000 metrów n.p.m. w tamtych czasach było wyczynem niemal nadludzkim, wymagającym ogromnej logistyki.
Gdy procesja dotarła do wyznaczonego miejsca na szczycie góry, przygotowywano ofiarę. Badania archeologiczne i toksykologiczne odnalezionych mumii rzucają światło na to, jak wyglądały ostatnie chwile dzieci:
Dzięki ekstremalnie niskim temperaturom i suchemu powietrzu na andyjskich szczytach, ciała ofiar zachowały się w niemal idealnym stanie przez ponad 500 lat. Najsłynniejszym znaleziskiem są „Dzieci z Llullaillaco”, odkryte w 1999 roku na granicy Argentyny i Chile.
Wśród nich była 15-letnia dziewczyna, nazwana „La Doncella” (Dziewica). Jej ciało zachowało się tak dobrze, że naukowcy mogli zbadać zawartość jej żołądka oraz strukturę włosów. Analiza włosów wykazała, że w ostatnim roku życia jej dieta drastycznie się zmieniła – zaczęła dostawać luksusowe jedzenie i duże ilości koki, co potwierdza, że była przygotowywana do roli ofiary przez wiele miesięcy.
Capacocha nie była tylko aktem religijnym, ale też genialnym narzędziem politycznym. Poprzez branie dzieci od lokalnych wodzów i składanie ich w ofierze w imieniu Sapa Inki, władca umacniał więzi lojalności. Rodzina ofiary zyskiwała wyższy status społeczny, a lokalna społeczność czuła się bezpośrednio połączona z boską opieką płynącą ze stolicy. Był to sposób na „związanie” rozległego imperium krwią i wspólną wiarą.
Oceniając Capacocha, łatwo popaść w osądzanie dawnych kultur przez pryzmat współczesnej moralności. Dla Inków świat był miejscem niebezpiecznym, gdzie przetrwanie zależało od przychylności natury. Ofiara z dziecka była największym możliwym poświęceniem, wyrazem głębokiej miłości do bogów i troski o wspólnotę. W ich oczach te dzieci nie były ofiarami morderstwa, lecz bohaterami, którzy osiągnęli nieśmiertelność.
Rytuał ten zanikł wraz z upadkiem Imperium Inków po podboju hiszpańskim w XVI wieku, kiedy to chrześcijaństwo kategorycznie zakazało składania ofiar z ludzi. Niemniej jednak, pamięć o Apu i świętych górach przetrwała w Andach do dziś, choć teraz bogom składa się już tylko dary z liści koki, jedzenia czy alkoholu.