Gość (37.30.*.*)
Pytanie o to, dlaczego Prusowie i Jadźwingowie nie poszli drogą Mieszka I, od wieków intryguje historyków. Patrząc z perspektywy czasu, wydaje nam się oczywiste, że przyjęcie chrztu było jedyną szansą na przetrwanie w chrześcijańskiej Europie. Jednak dla trzynastowiecznego wodza pruskiego czy jadźwieskiego sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. To, co my nazywamy „dziejową koniecznością”, dla nich było próbą zamachu na ich wolność, tradycję i cały porządek świata.
Jednym z najważniejszych powodów, dla których Prusowie i Jadźwingowie nie przyjęli chrztu odgórnie, była ich struktura społeczna. W przeciwieństwie do państwa Polan, gdzie Mieszko I sprawował silną, scentralizowaną władzę, plemiona bałtyckie były rozproszone. Nie istniał jeden „król Prusów”, który mógłby podjąć decyzję za wszystkich.
Prusowie dzielili się na wiele ziem (np. Pomezania, Warmia, Sambia), z których każda miała własną starszyznę i lokalnych wodzów. Nawet jeśli jeden z nich dostrzegłby korzyści z chrystianizacji, nie miał narzędzi, by narzucić ją sąsiadom. W kulturze opartej na demokracji wiecowej i autorytecie rodowym, narzucenie nowej wiary siłą przez jednego z wodzów mogłoby skończyć się szybkim przewrotem lub wojną domową.
Warto spojrzeć na chrystianizację oczami ówczesnego mieszkańca dzisiejszych Mazur czy Podlasia. Misjonarze rzadko przybywali z samą Biblią w ręku. Najczęściej towarzyszyły im zbrojne hufce, a od XIII wieku – Zakon Krzyżacki. Dla Prusów i Jadźwingów chrzest nie kojarzył się ze zbawieniem duszy, lecz z utratą suwerenności, koniecznością płacenia dziesięciny i poddaństwem wobec obcych panów.
W ich oczach przyjęcie nowej wiary było równoznaczne z kapitulacją. Widzieli, co stało się z innymi ludami, które uległy naporowi chrześcijaństwa – traciły one swoją odrębność kulturową i polityczną. Opór był więc formą obrony niepodległości, a nie tylko kwestią religijnego uporu.
Religia Prusów i Jadźwingów nie była tylko zestawem mitów – była fundamentem ich codziennego życia, rolnictwa i prawodawstwa. Święte gaje, kult sił przyrody i wiara w życie pozagrobowe, w którym wojownikowi towarzyszy jego koń i broń, były niezwykle silne.
Dla Bałtów porzucenie bogów takich jak Perkunos (bóg piorunów) czy Patrimps (bóg płodności) oznaczało zerwanie więzi z przodkami i naturą. Chrześcijaństwo, z jego abstrakcyjną doktryną i łaciną, było dla nich obce i niezrozumiałe. Co ciekawe, kronikarze odnotowywali, że Prusowie byli bardzo przywiązani do swojej etyki i zasad moralnych, które często stały w sprzeczności z tym, co prezentowali sobą niektórzy „chrześcijańscy” najeźdźcy.
Z zapisków misjonarzy wynika, że Prusowie początkowo nie byli agresywni wobec chrześcijan. Pozwalali im przebywać na swoim terytorium, dopóki ci nie zaczęli niszczyć świętych gajów i obrażać lokalnych bóstw. Agresja pojawiła się dopiero wtedy, gdy misja religijna zmieniła się w regularną inwazję wojskową.
Prusowie i Jadźwingowie znaleźli się w kleszczach między rosnącymi w siłę państwami: Polską, Rusią, a później Zakonem Krzyżackim i Litwą. Choć byli bitni i świetnie zorganizowani militarnie (Jadźwingowie cieszyli się opinią najwaleczniejszych wojowników północy), nie potrafili stworzyć trwałej koalicji, która mogłaby konkurować z organizacją państwową sąsiadów.
Kiedy Litwa pod wodzą Mendoga zdecydowała się na chrzest (choć na krótko), zrobiła to, by zyskać czas i uznanie na arenie międzynarodowej. Prusowie i Jadźwingowie nie mieli takiego lidera, który potrafiłby prowadzić tak cyniczną i skuteczną grę dyplomatyczną. Wybrali walkę do końca, co doprowadziło do ich niemal całkowitej zagłady jako odrębnych grup etnicznych.
Można spekulować, czy gdyby któryś z potężnych rodów pruskich zdołał zjednoczyć plemiona i przyjąć chrzest bezpośrednio z Rzymu (omijając pośrednictwo Krzyżaków czy Polaków), historia potoczyłaby się inaczej. Jednak brak tradycji państwowej i silna więź z lokalną wspólnotą sprawiły, że „dziejowa konieczność” przegrała z lojalnością wobec tradycji.
Dziś po Prusach i Jadźwingach pozostały głównie nazwy geograficzne, ślady grodzisk i fascynujące znaleziska archeologiczne. Ich historia to tragiczny przykład tego, jak brak centralizacji i niechęć do kompromisu w obliczu zmieniającego się świata mogą doprowadzić do upadku walecznych i dumnych ludów.