Gość (37.30.*.*)
Postać księdza Franciszka Blachnickiego to jeden z najbardziej fascynujących, a zarazem tragicznych rozdziałów w historii powojennej Polski. Choć dla wielu był po prostu charyzmatycznym duchownym, dla władz PRL stanowił zagrożenie większe niż niejeden polityczny opozycjonista. Dlaczego człowiek, który organizował rekolekcje dla młodzieży, stał się „wrogiem numer jeden” aparatu bezpieczeństwa? Odpowiedź kryje się w jego niezwykłej skuteczności i metodach, które uderzały w same fundamenty komunistycznego systemu.
Największym „grzechem” Blachnickiego w oczach komunistów było stworzenie Ruchu Światło-Życie, znanego powszechnie jako Oaza. W czasach, gdy państwo dążyło do całkowitej monopolizacji wychowania młodzieży, ksiądz Franciszek zaproponował coś, co wymykało się wszelkiej kontroli.
Oaza nie była tylko modlitwą. To był nowoczesny system pedagogiczny, który uczył młodych ludzi samodzielnego myślenia, odpowiedzialności i życia we wspólnocie. Władze PRL doskonale rozumiały, że młodzież, która przejdzie przez formację u Blachnickiego, będzie odporna na komunistyczną propagandę. Ksiądz wyprowadził ludzi z murów kościelnych w góry i do lasów, tworząc alternatywne społeczeństwo. Dla systemu totalitarnego każda niezależna grupa społeczna była postrzegana jako zalążek buntu.
Franciszek Blachnicki głosił ideę „posiadania siebie w dawaniu siebie”, ale jego najważniejszym hasłem była „Prawda-Krzyż-Wyzwolenie”. W świecie opartym na systemowym kłamstwie, cenzurze i manipulacji, uczenie ludzi, jak żyć w prawdzie, było aktem czystej dywersji.
Ksiądz Blachnicki nie ograniczał się do teorii. Promował on koncepcję „Chrześcijańskiej Służby Wyzwolenia Narodów”, która zakładała współpracę narodów Europy Środkowo-Wschodniej w walce z komunizmem. To przerażało SB – wizja ponadnarodowego porozumienia opartego na wartościach chrześcijańskich była dla Moskwy i Warszawy scenariuszem katastroficznym.
Często zapominamy o jednym z najbardziej praktycznych aspektów działalności Blachnickiego – Krucjacie Wyzwolenia Człowieka. Ksiądz wypowiedział wojnę pijaństwu, które w PRL było plagą, a niekiedy wręcz narzędziem kontroli społecznej (rozpite społeczeństwo jest łatwiejsze do sterowania i mniej skłonne do buntu).
Propagowanie całkowitej abstynencji pod hasłem wolności od nałogów było bezpośrednim uderzeniem w dochody państwa z monopolu alkoholowego, ale przede wszystkim w marazm, w jakim władza chciała utrzymać obywateli. Człowiek trzeźwy to człowiek świadomy, a świadomy obywatel to dla dyktatury największy problem.
Skala nienawiści władz do Blachnickiego objawiła się w gigantycznej operacji inwigilacyjnej. Służba Bezpieczeństwa nie tylko podsłuchiwała księdza, ale aktywnie próbowała zniszczyć jego dzieło od środka. Najsłynniejszym i najbardziej mrocznym elementem tej historii jest działalność Jolanty i Andrzeja Gontarczyków – agentów SB, którzy przeniknęli do najbliższego otoczenia księdza w Carlsbergu (gdzie przebywał na emigracji).
Przez lata prowadzili oni działania dezinformacyjne i niszczące, mające na celu izolację Blachnickiego i bankructwo jego ośrodka. Skala tej operacji pokazuje, jak bardzo władze PRL bały się jednego duchownego, który nawet zza granicy potrafił oddziaływać na tysiące Polaków.
Przez dekady oficjalną przyczyną śmierci księdza Blachnickiego (zmarł w 1987 roku w Carlsbergu) był zator płucny. Jednak w marcu 2023 roku Instytut Pamięci Narodowej ogłosił przełomowe wyniki śledztwa. Po ekshumacji i zaawansowanych badaniach toksykologicznych stwierdzono ponad wszelką wątpliwość, że Franciszek Blachnicki został zamordowany poprzez podanie trucizny. To ostateczny dowód na to, że system PRL uznał go za postać tak niebezpieczną, iż zdecydowano się na fizyczną eliminację.
Franciszek Blachnicki nie był politykiem, nie nosił broni i nie planował zamachu stanu. Jego siła tkwiła w tym, że potrafił „wyprostować” kręgosłupy moralne tysięcy ludzi. Władze PRL wiedziały, że mogą zamknąć opozycjonistę w więzieniu, ale nie potrafią wygrać z ideą wolnego człowieka, którą Blachnicki zaszczepił w młodym pokoleniu. To właśnie ta duchowa i społeczna suwerenność, którą budował, sprawiła, że stał się jednym z najbardziej prześladowanych ludzi w historii Polski Ludowej.