Gość (83.4.*.*)
Zaskakujące może być to, że jedna z najbardziej rygorystycznych i nowoczesnych kampanii antynikotynowych w historii miała miejsce w III Rzeszy. Choć dzisiaj walka z nałogiem kojarzy nam się z troską o zdrowie publiczne i edukacją, w nazistowskich Niemczech miała ona znacznie głębsze, ideologiczne i często mroczne podłoże. Przyjrzyjmy się, dlaczego naziści tak bardzo nienawidzili papierosów i jakie realne zmiany przyniósł ich opór wobec tytoniu.
Głównym motorem napędowym ruchu antynikotynowego była nazistowska ideologia "higieny rasowej". W oczach ówczesnych decydentów ciało Niemca nie należało do niego, lecz do narodu (Volkskörper). Palenie tytoniu postrzegano jako "genetyczną truciznę", która osłabiała germańską rasę, prowadząc do degeneracji przyszłych pokoleń.
Ważnym czynnikiem była również osobista postawa Adolfa Hitlera. Choć w młodości palił on sporo (nawet do dwóch paczek dziennie), po rzuceniu nałogu stał się jego zagorzałym przeciwnikiem. Często powtarzał, że tytoń to "zemsta czerwonego człowieka na białym człowieku" za przyniesienie alkoholu do Ameryki. Jego osobista niechęć przekładała się na oficjalną politykę państwa, a bliscy współpracownicy, chcąc przypodobać się wodzowi, gorliwie wspierali kampanię.
Warto zaznaczyć, że niemieccy naukowcy w tamtym okresie dokonali rzeczy przełomowych. To właśnie w III Rzeszy po raz pierwszy na tak szeroką skalę udowodniono związek między paleniem papierosów a rakiem płuc. Franz Müller w 1939 roku opublikował pierwsze badanie epidemiologiczne, które wykazało tę korelację, a później Eberhard Schairer i Erich Schöniger potwierdzili te wnioski, stosując nowoczesne metody statystyczne.
Niemieccy lekarze ukuli termin "bierne palenie" (Passivrauchen) i ostrzegali przed jego skutkami na długo przed tym, zanim stało się to standardem w zachodniej medycynie. Państwo finansowało Instytut do Walki z Zagrożeniami Tytoniowymi na Uniwersytecie w Jenie, co pokazuje, jak poważnie traktowano ten problem z naukowego punktu widzenia.
Kampania antynikotynowa nie ograniczała się tylko do teorii. Wprowadzono szereg konkretnych zakazów i restrykcji, które miały zniechęcić obywateli do sięgania po papierosa:
Mimo silnej propagandy antynikotynowej, rzeczywistość wojenna wymusiła pewne ustępstwa. Żołnierze Wehrmachtu nadal otrzymywali racje papierosów. Dowództwo zdawało sobie sprawę, że w warunkach ekstremalnego stresu na froncie, tytoń był jednym z niewielu sposobów na uspokojenie nerwów i utrzymanie morale. To pokazuje pewną hipokryzję systemu – ideologia ustępowała miejsca pragmatyce wojennej.
Czy kampania była skuteczna? Statystyki pokazują, że konsumpcja tytoniu na mieszkańca w Niemczech rosła wolniej niż np. we Francji czy USA, ale mimo to nie udało się całkowicie wyeliminować nałogu. Po wojnie ruch antynikotynowy w Niemczech praktycznie przestał istnieć na kilka dekad.
Stało się tak z powodu "skażenia" tematu przez nazizm. Ponieważ walka z paleniem była tak silnie kojarzona z reżimem Hitlera, po 1945 roku wszelkie próby ograniczania palenia traktowano jako zamach na wolność osobistą i powrót do totalitarnych metod. W efekcie Niemcy Zachodnie stały się jednym z krajów o najwyższym odsetku palaczy w Europie, a nowoczesne kampanie zdrowotne powróciły tam znacznie później niż w krajach anglosaskich.
Ruch antynikotynowy w III Rzeszy pozostaje więc fascynującym, choć mrocznym przykładem tego, jak zaawansowana nauka może zostać zaprzęgnięta w służbę nieludzkiej ideologii.