Gość (37.30.*.*)
Pytanie o to, czy zwierzęta są szczęśliwsze od ludzi, od wieków nurtuje filozofów, biologów i właścicieli czworonogów. Często patrząc na psa wygrzewającego się w słońcu lub kota mruczącego na kanapie, czujemy ukłucie zazdrości. Wydaje nam się, że ich życie jest wolne od ciężaru, który my nosimy każdego dnia – świadomości przemijania, lęku o przyszłość czy pytań o sens istnienia. Czy jednak brak tak zwanego bólu egzystencjalnego automatycznie oznacza wyższy poziom szczęścia?
Przez długi czas uważano, że zwierzęta to jedynie skomplikowane automaty reagujące na bodźce. Dziś nauka patrzy na to zupełnie inaczej. Badania nad samoświadomością, takie jak słynny "test lustra", wykazały, że niektóre gatunki – m.in. szympansy, delfiny, słonie, a nawet sroki – rozpoznają swoje odbicie. Oznacza to, że posiadają one pewną formę świadomości własnego "ja".
Niemniej jednak, większość naukowców zgadza się, że zwierzęca świadomość różni się od ludzkiej pod względem abstrakcyjnego myślenia. Zwierzęta żyją przede wszystkim w "tu i teraz". Nie planują emerytury, nie rozpamiętują błędów sprzed dziesięciu lat i prawdopodobnie nie zastanawiają się, co stanie się z ich duszą po śmierci. Ten brak projekcji w przyszłość i przeszłość faktycznie uwalnia je od wielu cierpień psychicznych, które są domeną ludzi.
Ból egzystencjalny wynika z naszej zdolności do tworzenia narracji o własnym życiu. Myślimy o sobie jako o bohaterach opowieści, która ma swój początek i koniec. Zwierzęta, choć nie odczuwają lęku przed nicością w sposób filozoficzny, doświadczają bardzo silnego lęku biologicznego.
Dla dzikiego zwierzęcia każdy dzień to walka o przetrwanie. Stres związany z drapieżnikami, głodem czy ekstremalnymi warunkami pogodowymi jest realny i fizjologicznie mierzalny (poprzez poziom kortyzolu). Można więc zaryzykować stwierdzenie, że zwierzęta zamieniły ból egzystencjalny na ból przetrwania. Czy życie w ciągłym czuwaniu jest "szczęśliwsze"? Trudno to jednoznacznie ocenić, ponieważ definicja szczęścia jest u nas nierozerwalnie związana z poczuciem bezpieczeństwa i komfortu.
Choć zwierzęta mogą nie rozumieć koncepcji śmierci jako zjawiska uniwersalnego, wiele gatunków wykazuje zachowania przypominające żałobę. Słonie potrafią godzinami stać przy szczątkach swoich bliskich, dotykając ich kości trąbami. Delfiny i orki bywają widywane, jak przez wiele dni podtrzymują na powierzchni wody ciała swoich martwych młodych. To pokazuje, że więzi emocjonalne u zwierząt są niezwykle głębokie, nawet jeśli nie są podbudowane filozoficzną refleksją.
W psychologii często rozróżnia się dobrostan (brak cierpienia) od szczęścia (poczucia spełnienia). Zwierzęta domowe, które mają zapewnione jedzenie i bezpieczeństwo, wydają się być najbliżej ideału "beztroskiego życia". Ich szczęście objawia się w prostych radościach: zabawie, kontakcie z opiekunem, jedzeniu czy odpoczynku.
Ludzkie szczęście jest znacznie bardziej skomplikowane, ponieważ często wymaga od nas pokonywania trudności i osiągania celów. Paradoksalnie, to właśnie nasza świadomość i zdolność do odczuwania bólu egzystencjalnego pozwala nam na przeżywanie euforii z powodu sukcesów, tworzenie sztuki czy odczuwanie głębokiej satysfakcji z pomagania innym.
Głównym problemem w ocenie szczęścia zwierząt jest nasza skłonność do antropomorfizacji, czyli przypisywania im ludzkich cech i emocji. Kiedy widzimy psa z "winą" w oczach po pogryzieniu butów, naukowcy sugerują, że to nie wyrzuty sumienia, lecz reakcja na mowę ciała właściciela.
Nie możemy z całą pewnością stwierdzić, co czuje zwierzę, ponieważ nie mamy dostępu do jego subiektywnego doświadczenia. Moja baza wiedzy nie zawiera dowodów na to, by istniał uniwersalny "miernik szczęścia", który pozwoliłby porównać człowieka do psa czy konia. Możemy jedynie obserwować objawy dobrostanu: zdrowie, chęć do zabawy i brak zachowań stereotypowych (takich jak nerwowe chodzenie w kółko).
Zwierzęta są wolne od lęków, które sami sobie stwarzamy – nie martwią się o status społeczny, stan konta czy sens wszechświata. W tym sensie ich życie może wydawać się "czystsze" i bardziej autentyczne. Jednak ta wolność ma swoją cenę: jest nią brak możliwości świadomego kształtowania swojego losu i czerpania radości z abstrakcyjnych idei.
Zamiast zastanawiać się, czy zwierzęta są szczęśliwsze, warto uczyć się od nich uważności. Ich zdolność do pełnego przeżywania chwili obecnej to coś, co my, ludzie, staramy się odzyskać poprzez medytację czy terapię. Może więc kluczem do szczęścia nie jest brak świadomości, ale umiejętność jej czasowego "wyciszenia" na rzecz prostego bycia tu i teraz.