Gość (37.30.*.*)
Szukanie igły w stogu siana to jedno z tych powiedzeń, które na stałe weszły do naszego języka jako synonim zadania niewykonalnego, żmudnego i skazanego na porażkę. Każdy z nas przynajmniej raz w życiu poczuł się jak ten nieszczęśnik stojący przed wielką kopą wysuszonej trawy, próbując odnaleźć w niej maleńki kawałek metalu. Ale gdy patrzymy na to z perspektywy współczesnego człowieka, wyposażonego w gadżety i wiedzę z zakresu fizyki, naturalnie nasuwa się pytanie: po co tracić czas, skoro można użyć magnesu?
Zanim przejdziemy do fizyki i magnesów, warto zrozumieć, dlaczego w ogóle męczymy się z tą metaforą od kilkuset lat. Powiedzenie to ma bardzo długą historię – jego korzenie sięgają XIV wieku. Jedno z najwcześniejszych odnotowanych użyć przypisuje się sir Thomasowi More’owi, który w 1532 roku pisał o „szukaniu igły w łące”. Z czasem łąka zamieniła się w stóg siana, co jeszcze bardziej podkreślało beznadziejność sytuacji.
W tamtych czasach igły były przedmiotami niezwykle cennymi. Nie produkowano ich masowo w fabrykach, lecz wykuwano ręcznie. Zgubienie igły w gospodarstwie domowym było realną stratą, a próba odnalezienia jej w sianie, które służyło za wyściółkę lub paszę, była codziennym dramatem, a nie tylko literacką figurą retoryczną.
Przejdźmy do konkretów: czy użycie magnesu to rzeczywiście taki genialny pomysł, na który nikt wcześniej nie wpadł? Z punktu widzenia nauki – jak najbardziej. Igły krawieckie są zazwyczaj wykonane ze stali wysokowęglowej, co czyni je materiałem ferromagnetycznym. Oznacza to, że silny magnes neodymowy przyciągnąłby taką igłę z dużą siłą, nawet jeśli byłaby ona ukryta głęboko pod warstwą siana.
Dlaczego więc przysłowie nie brzmi: „To jak szukanie igły w stogu siana bez magnesu”? Odpowiedź jest prosta: przez wieki magnesy nie były powszechnie dostępnymi narzędziami. Ludzie znali magnetyt (naturalnie występujący minerał), ale używano go głównie do budowy prymitywnych kompasów, a nie do prac domowych. Silne magnesy, jakie znamy dzisiaj, to produkt nowoczesnej technologii.
Mimo że pomysł z magnesem wydaje się genialny, w rzeczywistości mogłoby pojawić się kilka problemów:
Ciekawostką jest, że słynna ekipa z programu „Pogromcy mitów” (MythBusters) postanowiła sprawdzić to przysłowie w praktyce. Adam Savage i Jamie Hyneman zbudowali maszynę do przeszukiwania siana i testowali różne metody, w tym spalanie stogu, użycie wykrywaczy metali oraz oczywiście silnych magnesów.
Okazało się, że magnes jest jedną z najskuteczniejszych metod, ale paradoksalnie najszybszym sposobem na znalezienie igły w stogu siana jest... spalenie siana. Po pożarze na placu boju zostaje tylko popiół i metalowa igła, którą łatwo dostrzec lub wyłowić właśnie magnesem. Oczywiście w prawdziwym życiu spalenie zapasu paszy dla zwierząt tylko po to, by odzyskać jedną igłę, byłoby szczytem nieracjonalności.
Szukanie igły w sianie to domena nie tylko Polaków czy Anglików. Inne kultury mają swoje własne odpowiedniki tego beznadziejnego zadania, które równie mocno działają na wyobraźnię:
Używamy go, bo jest obrazowe. Magnes psuje całą zabawę i niszczy dramatyzm sytuacji. Gdybyśmy powiedzieli: „To zadanie jest trudne, ale mam na nie prosty technologiczny trik”, nikt nie poczułby powagi sytuacji. Przysłowia mają za zadanie opisywać emocje i trudności, a nie podsuwać rozwiązania inżynieryjne.
W dzisiejszym świecie „igłą w stogu siana” może być konkretna informacja w gąszczu internetowych danych (Big Data) lub specyficzny błąd w milionach linii kodu programistycznego. I choć mamy do tego „cyfrowe magnesy” w postaci wyszukiwarek i algorytmów, to uczucie przytłoczenia ogromem materiału pozostaje dokładnie takie samo, jak u chłopa sprzed pięciuset lat, który upuścił swoją jedyną igłę w świeżo skoszoną trawę.
Gdybyś chciał być wyjątkowo złośliwy i utrudnić komuś zadanie, mógłbyś podrzucić do stogu siana igłę wykonaną z mosiądzu, srebra lub niektórych stopów stali nierdzewnej (austenitycznej). Takie igły nie reagują na magnes. W takim przypadku nawet najnowocześniejsza technologia magnetyczna na nic by się nie zdała i musiałbyś wrócić do tradycyjnego, ręcznego rozgrzebywania siana źdźbło po źdźble.