Gość (37.30.*.*)
Postać kostuchy z kosą na stałe wpisała się w naszą kulturę jako mroczny, ale sprawiedliwy symbol końca. Kiedy jednak odwrócimy wzrok od cienia i spojrzymy w stronę światła, sprawa staje się nieco bardziej skomplikowana. O ile śmierć doczekała się jednego, dominującego wizerunku, o tyle życie jest pojęciem tak szerokim, że jego personifikacje przybierają różne formy w zależności od mitologii, epoki czy kręgu kulturowego. Nie ma jednej „Pani Życia” z konkretnym atrybutem, która byłaby tak rozpoznawalna jak ponury żniwiarz, ale istnieje kilka potężnych archetypów, które pełnią tę rolę.
Najstarszym i najbardziej naturalnym uosobieniem życia jest postać Wielkiej Matki. W mitologii greckiej była to Gaja – uosobienie samej Ziemi, z której wyłoniło się wszystko, co żyje. To archetyp karmicielki, która daje początek, ale też opiekuje się swoim potomstwem. W przeciwieństwie do kostuchy, która jest sucha, koścista i zimna, personifikacje życia są zazwyczaj przedstawiane jako postacie pełne kształtów, emanujące ciepłem i witalnością.
Współcześnie ten archetyp przetrwał w wizerunku Matki Natury. Często wyobrażamy ją sobie jako kobietę w sukni z liści i kwiatów, której dotyk sprawia, że rośliny rosną, a zwierzęta budzą się do życia. Jeśli kostucha trzyma kosę, by ścinać, Matka Natura trzyma róg obfitości lub nasiona, by siać.
Jeśli szukamy bezpośredniego kontrastu wizualnego dla starej, zgarbionej śmierci, znajdziemy go w postaci Flory (rzymskiej bogini kwiatów) lub greckiej Chloris. Tutaj życie jest uosabiane przez młodą kobietę, często niemal dziewczynkę, przystrojoną wiankami. To życie w fazie „eksplozji” – radosne, beztroskie i pełne energii.
W sztuce personifikacja życia często idzie w parze z porą roku – wiosną. Podczas gdy śmierć kojarzy się z zimą i zastojem, życie to ruch, płynąca woda i pękające pąki drzew. W tym ujęciu atrybutem życia nie jest narzędzie, lecz sam proces wzrostu.
W tradycjach celtyckich i germańskich życie miało też swoją męską twarz. Zielony Człowiek (Green Man) to postać, której twarz wyłania się z gęstwiny liści lub jest z nich zbudowana. To archetyp dzikiej, nieokiełznanej siły życiowej, która co roku odradza się w lasach. Reprezentuje on męski aspekt płodności i wegetacji. Jest to uosobienie życia, które jest silne, ekspansywne i czasem wręcz przerażające w swojej potędze.
Ciekawym zjawiskiem jest to, że w wielu kulturach życie nie jest uosabiane przez istotę ludzką, lecz przez roślinę. Drzewo Życia (Yggdrasil u Wikingów, biblijne drzewo w raju) to archetyp łączący wszystkie sfery istnienia. Jego korzenie sięgają głęboko w ziemię (przeszłość), a korona celuje w niebo (przyszłość). Drzewo jest statyczne, trwałe i niezmienne, co stanowi idealną przeciwwagę dla nagłego i ostatecznego cięcia kosy kostuchy.
Antropolodzy sugerują, że łatwiej nam spersonalizować śmierć, ponieważ jest ona konkretnym wydarzeniem, momentem przejścia, który budzi lęk. Nadanie jej ludzkiej formy (nawet przerażającej) pozwala nam oswoić to zjawisko. Życie natomiast jest procesem – trwa ciągle, zmienia się, pulsuje. Trudno zamknąć całą złożoność istnienia w jednej postaci z jednym atrybutem. Dlatego życie „rozpływa się” w wielu symbolach: od słońca, przez wodę, aż po rodzącą kobietę.
Nie można zapomnieć o słońcu, które w niemal każdej starożytnej kulturze (Egipt, Inkowie, ludy Mezopotamii) było najwyższym uosobieniem życia. Bóg Ra czy Helios to postacie, bez których życie po prostu by nie istniało. Słońce jest przeciwieństwem mroku, w którym kryje się kostucha. Jeśli śmierć jest cieniem, to życie jest światłem, które ten cień rzuca.
Podsumowując, choć nie mamy jednej „Pani z Grabiami”, która byłaby lustrzanym odbiciem kostuchy, archetyp życia odnajdziemy w każdej postaci, która symbolizuje płodność, wzrost i światło. To mozaika złożona z Matki Natury, Zielonego Człowieka i słonecznych bóstw, które wspólnie tworzą przeciwwagę dla mrocznego żniwiarza.