Gość (83.4.*.*)
Temat terroryzmu jest jednym z najtrudniejszych i najbardziej kontrowersyjnych zagadnień w debacie publicznej. Choć wolność słowa pozwala nam na analizowanie konfliktów, krytykę polityki czy dyskusje o bezpieczeństwie, istnieją bardzo cienkie granice, po których przekroczeniu słowa stają się czynem zabronionym. W polskim systemie prawnym, a konkretnie w Kodeksie karnym, precyzyjnie określono sytuacje, w których poruszanie tego tematu przestaje być opinią, a staje się przestępstwem.
To jedna z najpoważniejszych sytuacji. Zgodnie z art. 255a Kodeksu karnego, karalne jest publiczne rozpowszechnianie treści, które mogą ułatwić lub zachęcić do popełnienia przestępstwa o charakterze terrorystycznym. Nie musi to być bezpośredni rozkaz „zrób to”. Wystarczy tworzenie atmosfery przyzwolenia lub sugerowanie, że przemoc terrorystyczna jest skutecznym narzędziem walki politycznej czy religijnej.
Ważnym elementem jest tutaj słowo „publicznie”. Oznacza to, że wypowiedź musi dotrzeć do nieokreślonej liczby osób – może to być post w mediach społecznościowych, przemówienie na manifestacji czy artykuł w internecie. Jeśli treść ma na celu nakłonienie innych do zamachu, autor ryzykuje karę pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
Często wydaje nam się, że wyrażenie podziwu dla czyjejś determinacji nie jest niczym złym. Jednak w przypadku terroryzmu prawo jest bezlitosne. Publiczne pochwalanie popełnienia przestępstwa o charakterze terrorystycznym jest ścigane z urzędu. Jeśli ktoś po tragicznym zamachu pisze w sieci, że „sprawca miał rację” lub że „to była sprawiedliwa kara”, naraża się na odpowiedzialność karną.
Warto wiedzieć, że polskie sądy interpretują „pochwalanie” dość szeroko. Może to być nie tylko bezpośredni zachwyt, ale też relatywizowanie zbrodni, nadawanie sprawcom cech bohaterów czy sugerowanie, że ich czyny były konieczne.
Przestępstwem jest nie tylko zachęcanie do przemocy, ale także dostarczanie wiedzy, która ma ją umożliwić. Art. 255a § 2 Kodeksu karnego mówi o rozpowszechnianiu treści mogących ułatwić popełnienie przestępstwa terrorystycznego z zamiarem, aby takie przestępstwo zostało popełnione.
O jakie treści chodzi?
Nawet jeśli sami nie planujemy ataku, ale udostępniamy takie materiały innym, wiedząc, do czego mogą posłużyć, wchodzimy w konflikt z prawem.
Choć może się to wydawać głupim żartem, informowanie o rzekomym zagrożeniu terrorystycznym, które w rzeczywistości nie istnieje, jest poważnym przestępstwem (art. 224a Kodeksu karnego). „Żartobliwe” wpisy na forach o podłożeniu bomby w galerii handlowej czy na lotnisku uruchamiają kosztowne procedury bezpieczeństwa, ewakuacje i zaangażowanie setek funkcjonariuszy.
Sprawca takiego „żartu” musi liczyć się nie tylko z karą więzienia (od 6 miesięcy do 8 lat), ale również z ogromnymi roszczeniami finansowymi za koszty akcji ratunkowej i straty przedsiębiorstw.
W polskim prawie nie każda strzelanina czy wybuch to terroryzm. Aby czyn został uznany za terrorystyczny, musi spełniać określone cele:
Często debata o terroryzmie schodzi na tory nienawiści wobec konkretnych grup etnicznych, narodowych czy religijnych. Jeśli poruszanie tematu terroryzmu służy do znieważania grupy ludności lub nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych (art. 256 i 257 Kodeksu karnego), również staje się przestępstwem.
Granica między „krytyką radykalnych ideologii” a „nawoływaniem do nienawiści wobec wszystkich wyznawców danej religii” jest kluczowa dla organów ścigania. Generalizowanie i przypisywanie skłonności terrorystycznych całej grupie ludzi może skończyć się zarzutami prokuratorskimi.
Prawo nie zakazuje rzetelnej analizy, pracy naukowej czy relacji dziennikarskiej. Jeśli Twoim celem jest edukacja, informowanie o faktach lub analiza geopolityczna, nie musisz się obawiać. Kluczowy jest zamiar (intencja) oraz kontekst.
Naukowcy badający radykalizację, dziennikarze relacjonujący konflikty czy obywatele dyskutujący o bezpieczeństwie państwa korzystają z ochrony wolności słowa, dopóki ich wypowiedzi nie stają się narzędziem do promowania przemocy, instruowania zamachowców lub lżenia całych grup społecznych.