Gość (37.30.*.*)
Wizja Europy, w której kominy elektrowni węglowych przestają dymić, a ulice miast pustoszeją z samochodów spalinowych, brzmi jak scenariusz filmu science-fiction o ekologicznej utopii. Gdyby Unia Europejska wraz z Norwegią zdecydowały się na tak radykalne kroki, skutki byłyby odczuwalne na wielu płaszczyznach – od lokalnej jakości powietrza, przez globalne statystyki emisji, aż po całkowitą zmianę stylu życia milionów ludzi. Warto jednak rozbić ten scenariusz na czynniki pierwsze, aby zrozumieć, co faktycznie by się zmieniło, a co pozostałoby bez zmian.
Zacznijmy od najważniejszego pytania: czy takie działania zatrzymałyby globalne ocieplenie? Krótka odpowiedź brzmi: same w sobie nie. Unia Europejska odpowiada obecnie za około 7-8% globalnych emisji gazów cieplarnianych. Nawet gdyby Europa stała się całkowicie neutralna emisyjnie w ciągu jednej nocy, pozostałe 92% emisji generowanych przez resztę świata (głównie Chiny, USA i Indie) nadal napędzałoby wzrost temperatur.
Według szacunków klimatologów, całkowita dekarbonizacja Europy mogłaby obniżyć prognozowany wzrost globalnej temperatury o zaledwie ułamek stopnia Celsjusza (prawdopodobnie w granicach 0,05–0,15°C do końca stulecia). To pokazuje, że klimat jest systemem globalnym i lokalne sukcesy, choć niezwykle ważne jako wzór do naśladowania, nie są w stanie samodzielnie odwrócić trendu ocieplenia bez współpracy z największymi emitentami na świecie.
O ile wpływ na globalną temperaturę byłby ograniczony, o tyle lokalny stan środowiska w Europie uległby spektakularnej poprawie. Likwidacja ogrzewania węglowego i elektrowni węglowych oznaczałaby niemal natychmiastowe zniknięcie problemu smogu w okresie zimowym. Pyły zawieszone (PM2.5 i PM10) oraz rakotwórczy benzo(a)piren, które są zmorą wielu polskich i europejskich miast, przestałyby być zagrożeniem dla zdrowia.
Zakaz wjazdu samochodów spalinowych do miast powyżej 85 tysięcy mieszkańców oraz ogólny zakaz pojazdów z silnikami ICE (Internal Combustion Engine) drastycznie obniżyłyby stężenie tlenków azotu (NOx) i hałasu. Miasta stałyby się znacznie cichsze, a przestrzeń odzyskana z parkingów i szerokich arterii mogłaby zostać przekształcona w tereny zielone, co dodatkowo pomogłoby w walce z miejskimi wyspami ciepła.
Ocieplenie 80% budynków i wprowadzenie rygorystycznych klas energetycznych to jeden z najbardziej efektywnych sposobów na walkę z emisjami. Obecnie sektor budowlany odpowiada za około 40% zużycia energii w UE. Dzięki masowej termomodernizacji zapotrzebowanie na energię cieplną spadłoby drastycznie.
W takim scenariuszu domy stałyby się "termosami", które zimą utrzymują ciepło, a latem chronią przed upałami bez konieczności intensywnego używania klimatyzacji. To z kolei przełożyłoby się na mniejsze obciążenie sieci elektroenergetycznej, która po likwidacji węgla musiałaby opierać się wyłącznie na OZE (odnawialnych źródłach energii) i ewentualnie energetyce jądrowej.
Zakaz lotów krajowych i kontynentalnych byłby potężnym ciosem dla turystyki i biznesu w obecnym kształcie, ale wymusiłby gigantyczny rozwój kolei dużych prędkości. Europa posiada już dość gęstą sieć torowisk, jednak ich modernizacja musiałaby stać się priorytetem absolutnym. Podróż z Warszawy do Paryża czy z Rzymu do Berlina pociągiem stałaby się standardem, co znacząco zredukowałoby ślad węglowy transportu dalekobieżnego.
Brak samochodów osobowych w miastach powyżej 85 tysięcy mieszkańców wymusiłby całkowitą reorganizację logistyki miejskiej. Transport publiczny, rowery i mikromobilność (hulajnogi, skutery elektryczne) stałyby się jedynymi opcjami poruszania się. Dla wielu osób oznaczałoby to ogromną poprawę komfortu życia (mniej stresu w korkach), ale dla innych – ogromne wyzwanie logistyczne, zwłaszcza w dostawach towarów czy transporcie osób z niepełnosprawnościami.
Warto wspomnieć o zjawisku zwanym "efektem Brukseli". Polega ono na tym, że rygorystyczne normy i zakazy wprowadzane w Unii Europejskiej często stają się standardem globalnym. Jeśli Europa zakazałaby samochodów spalinowych, globalni producenci aut prawdopodobnie przestaliby inwestować w rozwój tej technologii, co przyspieszyłoby transformację energetyczną w innych częściach świata. W ten sposób Europa, mimo stosunkowo małego udziału w emisjach, mogłaby pośrednio wpłynąć na klimat znacznie silniej, niż wskazują na to same liczby.
Gdyby ten scenariusz wszedł w życie, Ziemia jako planeta nie odczułaby natychmiastowej ulgi w kwestii globalnego ocieplenia, ale Europa stałaby się "zielonym laboratorium".
Choć wizja ta wydaje się ekstremalna, wiele jej elementów (jak klasy energetyczne budynków czy odchodzenie od węgla) jest już częścią oficjalnej strategii "Europejskiego Zielonego Ładu". Różnica polega jedynie na tempie i skali wdrażanych zmian.