Gość (37.30.*.*)
Często, gdy myślimy o prehistorycznych oceanach, przed oczami stają nam ogromne gady z długimi szyjami lub potężnymi szczękami, takie jak plezjozaury czy mozazaury. W powszechnym przekonaniu są one nazywane „dinozaurami wodnymi”, jednak z punktu widzenia biologii i paleontologii to stwierdzenie jest błędne. Choć może się to wydawać zaskakujące, klasyczne dinozaury – te, które definiujemy poprzez specyficzną budowę miednicy i kończyn – niemal nigdy nie zdecydowały się na pełny powrót do oceanów.
Aby zrozumieć, dlaczego nie było „wodnych dinozaurów”, musimy najpierw wyjaśnić, co sprawia, że zwierzę w ogóle zaliczamy do tej grupy. Dinozaury to konkretna grupa lądowych gadów z nadrzędu Dinosauria. Ich kluczową cechą rozpoznawczą była postawa: nogi znajdowały się bezpośrednio pod tułowiem, a nie były rozstawione na boki (jak u dzisiejszych jaszczurek czy krokodyli).
Wszystkie te słynne morskie potwory, jak ichtiozaury (przypominające delfiny) czy plezjozaury, należały do zupełnie innych linii ewolucyjnych gadów. Wyewoluowały one z przodków, którzy wrócili do wody znacznie wcześniej lub niezależnie od dinozaurów. Można powiedzieć, że dinozaury „spóźniły się na imprezę” – kiedy ich dominacja na lądzie trwała w najlepsze, nisze ekologiczne w oceanach były już szczelnie zajęte przez wyspecjalizowane gady morskie.
Przez dekady paleontolodzy uważali, że dinozaury trzymały się wyłącznie lądu. Wszystko zmieniło się wraz z dokładniejszym poznaniem spinozaura (Spinosaurus aegyptiacus). Najnowsze badania sugerują, że był to gatunek wybitnie przystosowany do życia w środowisku wodnym lub półwodnym.
Spinozaur posiadał gęste kości (co ułatwiało zanurzanie), ogon przypominający płetwę oraz nozdrza cofnięte w górę czaszki. Polował głównie na ogromne ryby w systemach rzecznych i deltach. Mimo to, spinozaur wciąż nie był zwierzęciem w pełni morskim – prawdopodobnie spędzał czas w wodach słodkich lub przybrzeżnych, a nie na otwartym oceanie. Był raczej odpowiednikiem dzisiejszego krokodyla niż wieloryba.
Warto wspomnieć o mniejszych, mniej znanych gatunkach, które również próbowały swoich sił w wodzie:
Istnieje kilka teorii wyjaśniających, dlaczego dinozaury nigdy nie wyewoluowały w formy w pełni pelagiczne (żyjące na otwartym morzu):
Jeśli przyjmiemy współczesną systematykę, według której ptaki to jedyne ocalałe dinozaury, odpowiedź brzmi: tak! Pingwiny są najlepszym przykładem „wodnych dinozaurów”. Całkowicie zrezygnowały z lotu w powietrzu na rzecz „lotu” pod wodą. Ich skrzydła stały się płetwami, a kości stały się cięższe, by ułatwić nurkowanie.
Choć pingwiny wciąż muszą wychodzić na ląd, by złożyć jaja, są one najbliższym modelem tego, jak mogłaby wyglądać ewolucja dinozaurów w stronę pełnego wodnego trybu życia, gdyby historia potoczyła się inaczej.
Wiele osób wierzy, że słynny potwór z Loch Ness (Nessie) to ocalały plezjozaur. Choć nauka wyklucza taką możliwość (plezjozaury wyginęły 66 mln lat temu, a jezioro Loch Ness powstało zaledwie 10 tys. lat temu), to właśnie ten wizerunek utrwalił w popkulturze błędne przekonanie, że długoszyje gady morskie to dinozaury. Pamiętajmy: jeśli ma płetwy zamiast nóg pod tułowiem, to nie jest dinozaur!