Gość (37.248.*.*)
Strata bliskiej osoby nie zawsze wiąże się z jej śmiercią. Często przeżywamy żałobę po rozstaniu, zerwanej przyjaźni czy rodzinnym konflikcie, mimo że ta osoba wciąż fizycznie znajduje się w naszym otoczeniu. To sytuacja wyjątkowo trudna, bo proces leczenia ran jest cyklicznie przerywany przez widok twarzy, dźwięk głosu czy przypadkowe spotkanie na korytarzu w pracy. Jak zatem odnaleźć spokój, gdy obiekt naszej tęsknoty lub bólu jest niemal na wyciągnięcie ręki?
Kiedy tracimy kogoś bezpowrotnie, czas i brak kontaktu pomagają nam powoli wygaszać emocje. W sytuacji, gdy widujemy tę osobę regularnie, nasz mózg dostaje sprzeczne sygnały. Z jednej strony wiemy, że relacja się zakończyła lub zmieniła, z drugiej – bodźce wzrokowe aktywują stare ścieżki neuronalne odpowiedzialne za przywiązanie. To trochę tak, jakbyśmy próbowali zagoić ranę, którą ktoś codziennie lekko rozdrapuje.
Pierwszym krokiem do poradzenia sobie z tą sytuacją jest zaakceptowanie faktu, że masz prawo czuć się gorzej. Nie wymagaj od siebie stoickiego spokoju, jeśli codziennie mijasz tę osobę w biurze czy na uczelni. Twoje emocje są naturalną reakcją na trudne warunki.
Skoro nie możesz wyeliminować obecności tej osoby ze swojego życia, musisz stworzyć wokół siebie emocjonalny i fizyczny bufor. Granice to nie mur, który ma kogoś ukarać, ale barierka, która ma chronić Ciebie.
W psychologii istnieje technika zwana „gray rock method”. Polega ona na tym, by stać się dla drugiej osoby tak nieciekawym i niereaktywnym jak szary kamień leżący przy drodze. Jeśli Twoja strata wiąże się z toksyczną relacją lub trudnym rozstaniem, ta metoda bywa zbawienna.
Kiedy wchodzisz w interakcję, odpowiadaj krótko (tak, nie, nie wiem), nie okazuj silnych emocji – ani złości, ani smutku, ani nadmiernej radości. Z czasem druga osoba przestanie szukać z Tobą kontaktu, bo nie będzie otrzymywać żadnego emocjonalnego „paliwa”. Dla Ciebie to z kolei sposób na odzyskanie kontroli nad własnym stanem ducha.
Czy wiesz, że mózg przetwarza odrzucenie społeczne i stratę bliskiej osoby w tych samych obszarach, które odpowiadają za ból fizyczny? Badania wykazały, że kora zakrętu obręczy aktywuje się zarówno wtedy, gdy się oparzymy, jak i wtedy, gdy czujemy ból po stracie relacji. To dlatego czujesz realny, fizyczny ucisk w klatce piersiowej, widząc kogoś, kogo „straciłeś”.
Jednym z najtrudniejszych elementów widywania kogoś bliskiego po stracie jest walka z duchem przeszłości. Widzisz tę osobę, ale ona nie jest już „Twoim partnerem”, „Twoją najlepszą przyjaciółką” czy „Twoim wsparciem”. To nowa postać w Twoim życiu – znajomy, współpracownik, a czasem po prostu obcy człowiek o znajomej twarzy.
Radykalna akceptacja polega na uznaniu rzeczywistości taką, jaka jest, bez próby jej oceniania czy walki z nią. „Tak, to jest osoba, z którą kiedyś dzieliłem życie. Teraz jesteśmy dla siebie obcy. To boli, ale tak właśnie wygląda moja obecna sytuacja”. Przestanie walczyć z faktem, że ta osoba tam jest, paradoksalnie zmniejsza napięcie.
Kiedy ta osoba pojawia się w Twoim polu widzenia, Twoja uwaga automatycznie wędruje w jej stronę. Spróbuj odwrócić ten proces. Zamiast analizować, jak ona wygląda, co robi i z kim rozmawia, skieruj uwagę do wewnątrz:
Przekierowanie uwagi pozwala „odczarować” obecność tej osoby. Przestaje ona być centrum Twojego wszechświata, a staje się jedynie elementem tła, takim samym jak biurko czy kwiatek w doniczce.
Jeśli codzienne widywanie tej osoby sprawia, że nie możesz normalnie funkcjonować, Twoja wydajność w pracy drastycznie spadła lub pojawiają się stany lękowe – nie wahaj się skorzystać z pomocy terapeuty. Praca nad domknięciem relacji (tzw. closure) jest znacznie trudniejsza, gdy obiekt straty jest stale obecny. Specjalista pomoże Ci wypracować mechanizmy obronne, które pozwolą Ci odzyskać spokój, niezależnie od tego, kogo spotkasz na swojej drodze.