Gość (37.30.*.*)
Lata 1917–1920 to jeden z najbardziej burzliwych, a zarazem fascynujących okresów w historii Europy Środkowo-Wschodniej. Upadek wielkich mocarstw – Rosji, Niemiec i Austro-Węgier – otworzył przed narodami zamieszkującymi te tereny okno możliwości, które nie zdarzyło się od stuleci. W tym chaosie, pośród huku dział i dyplomatycznych gier, powróciło pytanie: czy Rzeczpospolita Obojga Narodów, potężny organizm państwowy znany z kart historii, ma szansę odrodzić się w nowej formie?
Choć wizja ta rozpalała wyobraźnię niektórych liderów, rzeczywistość geopolityczna i społeczna początku XX wieku była już zupełnie inna niż w czasach unii lubelskiej.
Głównym orędownikiem wskrzeszenia idei zbliżonej do dawnej Rzeczypospolitej był Józef Piłsudski. Jego plan, znany jako koncepcja federacyjna, zakładał stworzenie bloku państw (Polski, Litwy, Białorusi i Ukrainy), które wspólnie mogłyby przeciwstawić się imperialnym zapędom Rosji – niezależnie od tego, czy byłaby ona „biała”, czy „czerwona”.
Piłsudski rozumiał, że sama Polska, wciśnięta między dwa mocarstwa, może być zbyt słaba, by przetrwać na dłuższą metę. Federacja miała być powrotem do tradycji jagiellońskiej, ale w nowoczesnym wydaniu. Nie chodziło o wcielenie tych ziem do Polski, lecz o sojusz niepodległych państw połączonych wspólnym interesem bezpieczeństwa.
To, co dla wielu Polaków brzmiało jak piękna historyczna kontynuacja, dla Litwinów było śmiertelnym zagrożeniem. Przez ponad sto lat zaborów tożsamość narodowa na tych terenach przeszła ogromną ewolucję. Nowoczesny nacjonalizm litewski budował swoją siłę w opozycji do polskiej kultury i wpływów.
Dla litewskich elit politycznych w Kownie powrót do jakiejkolwiek formy związku z Polską oznaczałby nieuchronną polonizację i utratę świeżo zdobytej podmiotowości. Konflikt o Wilno, które obie strony uważały za swoją historyczną stolicę, ostatecznie pogrzebał szanse na porozumienie. Zamiast braterskiej unii, lata 1919–1920 przyniosły walki i głęboką niechęć, która trwała przez całe dwudziestolecie międzywojenne.
Sytuacja na wschodzie była jeszcze bardziej skomplikowana. Choć Piłsudski zawarł sojusz z Symonem Petlurą (umowa warszawska 1920 r.), mający na celu stworzenie niepodległej Ukrainy, poparcie dla tej idei wśród samych Ukraińców było podzielone. Wielu z nich postrzegało Polaków jako dawnych „panów”, co utrudniało budowanie zaufania.
Z kolei na Białorusi ruch narodowy był wówczas najsłabszy. Tereny te stały się polem bitwy między bolszewikami a Polakami, a ludność miejscowa często przyjmowała postawę wyczekującą, określając się mianem „tutejszych”. Brak silnych, zorganizowanych partnerów po stronie białoruskiej i ukraińskiej sprawił, że idea federacyjna zawisła w próżni.
Warto pamiętać, że nie wszyscy Polacy chcieli powrotu Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Silny obóz Narodowej Demokracji (Endecja) z Romanem Dmowskim na czele forsował zupełnie inną wizję – koncepcję inkorporacyjną.
Dmowski uważał, że Polska powinna być państwem narodowym, jednolitym etnicznie, z taką ilością ziem na wschodzie, którą da się spolonizować. Twierdził, że federacja to mrzonka, która osłabi Polskę od środka poprzez włączenie milionów mniejszości narodowych. Ten wewnętrzny spór w polskiej polityce skutecznie paraliżował jednolite działania na rzecz odtworzenia dawnej wspólnoty.
Ostatecznym ciosem dla marzeń o wskrzeszeniu dawnej Rzeczypospolitej był traktat ryski z 1921 roku, kończący wojnę polsko-bolszewicką. Granica wytyczona w Rydze była kompromisem, który de facto dzielił ziemie dzisiejszej Białorusi i Ukrainy między Polskę a Rosję Sowiecką.
Podpisując ten traktat, Polska uznała państwowość sowieckiej Ukrainy i Białorusi, co oznaczało porzucenie sojuszników (takich jak Petlura) i ostateczne odejście od planów federacyjnych. Zamiast wielonarodowej potęgi, powstała II Rzeczpospolita – państwo znacznie mniejsze, borykające się z problemami mniejszościowymi, ale o jasno określonych granicach narodowych.
Z perspektywy historycznej można ocenić, że szansa na powrót Rzeczypospolitej Obojga Narodów w latach 1917–1920 była bliska zeru. Główną przeszkodą nie był brak dobrej woli Piłsudskiego, lecz nieodwracalny proces narodowotwórczy.
W XIX wieku narody „obudziły się” i zapragnęły własnych, osobnych domów. Dawna Rzeczpospolita była państwem szlacheckim, gdzie przynależność stanowa była ważniejsza niż język czy pochodzenie. W 1918 roku światem rządziła już idea samostanowienia narodów, która wykluczała powrót do dawnych, wielonarodowych struktur pod przewodnictwem jednego z partnerów.
Czy wiesz, że w 1920 roku istniał twór państwowy o nazwie Litwa Środkowa? Został utworzony po tzw. buncie Żeligowskiego i obejmował Wilno z okolicami. Miał to być swego rodzaju „poligon doświadczalny” dla idei federacyjnej Piłsudskiego i pomost do porozumienia z Litwą Kowieńską. Projekt ten jednak zakończył się fiaskiem i ostatecznym wcieleniem tych ziem do Polski w 1922 roku.