Gość (37.30.*.*)
Pytanie o to, czy europejskie instytucje kultury wysokiej nie zamieniły się w luksusowe muzea, powraca w debacie publicznej regularnie. Kiedy wchodzimy do gmachu opery czy filharmonii, często uderza nas zapach historii – od architektury, przez wieczorowe stroje, aż po dźwięki kompozycji, które powstały dwieście lub trzysta lat temu. W tym samym czasie teatry dramatyczne tętnią nowoczesnością, wystawiając teksty pisane „tu i teraz”. Czy jednak ta różnica faktycznie wynika z archaiczności muzyki klasycznej, czy może z samej natury tych dziedzin sztuki?
Głównym powodem, dla którego w programach filharmonii wciąż królują Beethoven, Brahms czy Mahler, jest specyfika „instrumentarium” i edukacji muzycznej. Orkiestra symfoniczna w swojej obecnej formie to twór ukształtowany w XIX wieku. Większość muzyków kształci się przez dekady, by osiągnąć perfekcję w wykonywaniu konkretnego, historycznego repertuaru.
Nie bez znaczenia jest też ekonomia. Produkcja operowa to gigantyczne przedsięwzięcie finansowe, angażujące setki osób – od solistów i chóru, po rzemieślników budujących dekoracje. Dyrektorzy instytucji często stają przed trudnym wyborem: wystawić sprawdzoną „Traviatę”, która zagwarantuje pełną salę, czy zaryzykować z nową, awangardową operą, na którą przyjdzie garstka koneserów? W teatrze dramatycznym ryzyko finansowe przy nowym tekście jest zazwyczaj znacznie mniejsze.
Teatr dramatyczny opiera się na słowie, a język jest tkanką, która ewoluuje niezwykle szybko. Teksty sprzed stu lat często wymagają uwspółcześnienia, by były zrozumiałe dla dzisiejszego widza. Muzyka natomiast operuje emocjami w sposób bardziej abstrakcyjny. Symfonia Mozarta nie potrzebuje „tłumaczenia” na współczesny polski czy angielski, by wywołać wzruszenie.
Warto jednak zauważyć, że opera znalazła swój sposób na nowoczesność poprzez tzw. Regietheater (teatr reżyserski). Choć muzyka pozostaje ta sama, inscenizacje często przenoszą akcję w czasy współczesne, poruszając tematy polityczne, społeczne czy psychologiczne. Klasyczne dzieła stają się więc jedynie szkieletem, na którym reżyserzy tacy jak Krzysztof Warlikowski czy Romeo Castellucci budują na wskroś nowoczesne widowiska.
Choć może się wydawać, że filharmonie omijają nową muzykę szerokim łukiem, rzeczywistość jest nieco inna. Wiele europejskich instytucji prowadzi programy zamówień kompozytorskich. Problemem nie jest brak nowości, ale ich „przyswajalność”. Muzyka współczesna często bywa trudna, atonalna i wymagająca dla niewprawnego ucha, co tworzy barierę wejścia dla przeciętnego słuchacza.
Zupełnie inaczej wygląda to w przypadku mniejszych składów kameralnych czy festiwali muzyki nowej (jak chociażby Warszawska Jesień), gdzie eksperyment jest podstawą programu. Filharmonie, jako instytucje „narodowe” czy „miejskie”, często czują na sobie ciężar podtrzymywania tradycji, co siłą rzeczy spycha nowości na dalszy plan.
Coraz więcej instytucji rozumie, że bez otwarcia na współczesność stracą młodszą publiczność. Pojawiają się projekty łączące muzykę klasyczną z elektroniką, wizualizacjami czy technologią VR. Niektóre opery decydują się na zamówienia dzieł poruszających palące tematy, jak kryzys klimatyczny czy problemy tożsamościowe.
Ciekawostka: Czy wiesz, że jedna z najpopularniejszych oper na świecie, „Carmen” Bizeta, podczas swojej premiery w 1875 roku została uznana za skandaliczną i zbyt nowoczesną? Krytycy byli oburzeni realizmem i „niemoralnym” zachowaniem głównej bohaterki. To pokazuje, że dzisiejszy „żelazny kanon” kiedyś sam był buntowniczą nowością.
Można postawić tezę, że filharmonie i opery pełnią funkcję podobną do muzeów sztuki, takich jak Luwr czy Muzeum Narodowe. Ich zadaniem jest ochrona i prezentacja najwybitniejszych osiągnięć ludzkości w ich niemal oryginalnej formie. W świecie, który pędzi i zmienia się z dnia na dzień, obcowanie z czymś trwałym i ponadczasowym może być dla wielu osób wartością samą w sobie.
Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy instytucje te całkowicie zamykają się na dialog z teraźniejszością. Idealna sytuacja to taka, w której tradycja stanowi fundament, ale nie staje się więzieniem. Europa powoli uczy się tego balansu, choć proces ten w muzyce klasycznej zachodzi znacznie wolniej niż w teatrze czy sztukach wizualnych.
Jeśli szukasz nowoczesności w świecie klasyki, warto zwrócić uwagę na:
Choć opery i filharmonie mogą wydawać się archaiczne, wciąż stanowią unikalną przestrzeń, w której czas płynie inaczej. Ich wyzwaniem nie jest porzucenie kanonu, ale znalezienie klucza, by opowiadać o nim językiem, który zrozumie współczesny człowiek.