Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie tę scenę: jest godzina 21:00, leżysz na kanapie po długim, męczącym dniu. Kolacja była pyszna i całkiem sycąca, ale w Twojej głowie nagle pojawia się natrętna myśl: „zjadłbym coś słodkiego” albo „może mała paczka chipsów?”. Choć obiecujesz sobie, że to ostatni raz, magnetyczna siła lodówki okazuje się silniejsza. Dlaczego akurat wieczorem dopada nas tak gigantyczny apetyt? Okazuje się, że nie jest to kwestia słabej woli, ale fascynującej biologii, ewolucji i naszych codziennych nawyków.
Naukowcy od lat badają, dlaczego wieczorne podjadanie jest tak powszechnym problemem. Przełomem okazało się badanie opublikowane w czasopiśmie naukowym Obesity. Badacze odkryli, że nasz wewnętrzny zegar biologiczny (rytm dobowy) jest zaprogramowany tak, aby naturalnie zwiększać uczucie głodu i apetyt właśnie wieczorem – a dokładniej w okolicach godziny 20:00.
Co ciekawe, ten wieczorny szczyt głodu dotyczy szczególnie potraw słodkich, słonych i skrobiowych. Dlaczego natura tak nas urządziła? To ewolucyjny spadek po naszych przodkach. W czasach, gdy jedzenie nie było łatwo dostępne, a przetrwanie zależało od zgromadzonych zapasów, organizm musiał przyjąć jak najwięcej energii przed długim, nocnym postem podczas snu. Dzisiaj, gdy lodówka jest na wyciągnięcie ręki, ten mechanizm niestety częściej prowadzi do odkładania się tkanki tłuszczowej niż do przetrwania.
Za to, czy czujemy głód, czy sytość, odpowiada skomplikowana gra hormonów. Dwa najważniejsze z nich to:
W idealnym świecie te dwa hormony współpracują w harmonii. Jednak wieczorem poziom greliny naturalnie rośnie, osiągając swój dobowy szczyt. Jeśli do tego dojdzie zmęczenie, nasz organizm zaczyna wysyłać sygnały o braku energii do funkcjonowania i domaga się szybkich, łatwo przyswajalnych kalorii.
To jeden z najczęstszych błędów dietetycznych. Rano pijesz tylko kawę, w pracy w pośpiechu zzujesz małą sałatkę lub całkowicie pomijasz obiad. Przez cały dzień Twój organizm funkcjonuje na deficycie energetycznym. Kiedy w końcu wracasz do domu i poziom stresu opada, ciało zaczyna gwałtownie domagać się wyrównania strat. Wieczorny wilczy głód to po prostu wołanie Twojego organizmu o kalorie, których nie dostał w ciągu dnia.
Nasza silna wola i zdolność do samokontroli działają jak bateria – rano są w pełni naładowane, ale z każdym kolejnym zadaniem, stresem i decyzją w ciągu dnia ulegają wyczerpaniu (w psychologii zjawisko to nazywa się wyczerpaniem ego). Wieczorem, gdy jesteśmy zmęczeni, trudniej nam odmówić sobie przyjemności. Mózg szuka najprostszego i najszybszego sposobu na relaks i wyrzut dopaminy (hormonu przyjemności), a wysokokaloryczne, słodkie lub tłuste jedzenie nadaje się do tego idealnie.
Wieczór to często jedyny moment w ciągu dnia, kiedy mamy czas dla siebie. Niestety, bardzo często łączymy odpoczynek z jedzeniem. Oglądanie ulubionego serialu kojarzy nam się z chrupaniem chipsów czy jedzeniem lodów. Z czasem tworzy się silny nawyk – mózg automatycznie domaga się przekąski, gdy tylko siadamy przed ekranem, nawet jeśli fizycznie nie jesteśmy głodni.
Jeśli śpisz za krótko lub kładziesz się bardzo późno, drastycznie zaburzasz gospodarkę hormonalną. Niedobór snu powoduje wzrost poziomu greliny (hormonu głodu) i spadek leptyny (hormonu sytości). Dodatkowo, im dłużej nie kładziesz się spać, tym więcej czasu spędzasz w pobliżu kuchni, co naturalnie zwiększa szanse na nocne podjadanie.
Skoro już wiemy, że za wieczornym apetytem stoi biologia i nawyki, możemy zastosować skuteczne strategie, aby nad nim zapanować:
Zastanawiało Cię kiedyś, dlaczego po kilkunastu godzinach nocnego postu rano rzadko kiedy budzimy się z wilczym głodem? To kolejna zasługa naszego rytmu dobowego. Rano poziom greliny jest naturalnie najniższy w ciągu całej doby, a organizm powoli przygotowuje się do aktywności, uwalniając zapasy energii z wątroby. Dlatego dla wielu osób śniadanie jest najmniejszym posiłkiem dnia, podczas gdy ewolucyjnie zaprogramowany apetyt rośnie dopiero wraz z upływem godzin.