Gość (83.4.*.*)
Porównanie losów Egiptu i Libii to fascynująca lekcja historii, ekonomii i socjologii. Choć oba kraje leżą w Afryce Północnej, mają wspólną przeszłość kolonialną i były rządzone przez dekady przez autorytarnych przywódców, ich trajektorie po Arabskiej Wiośnie w 2011 roku drastycznie się rozeszły. Podczas gdy Libia pogrążyła się w chaosie i wojnie domowej, Egipt – mimo ogromnych problemów finansowych – zdołał uniknąć całkowitego bankructwa państwa. Dlaczego tak się stało? Odpowiedź kryje się w strukturze armii, dywersyfikacji gospodarki oraz specyficznym położeniu geopolitycznym.
Kluczową różnicą między Egiptem a Libią była struktura państwa. W Egipcie armia nie jest tylko siłą zbrojną – to potężna instytucja polityczna i gospodarcza, która istnieje niezależnie od tego, kto aktualnie siedzi w fotelu prezydenckim. Kiedy Hosni Mubarak został odsunięty od władzy, armia przejęła stery, dbając o to, by fundamenty państwa pozostały nienaruszone. Wojsko kontroluje w Egipcie ogromną część gospodarki, od fabryk makaronu po firmy budowlane, co paradoksalnie zapewniło pewną ciągłość w chwilach największego kryzysu.
W Libii sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Mu’ammar al-Kaddafi przez 42 lata swoich rządów systematycznie osłabiał instytucje państwowe, aby nikt nie mógł mu zagrozić. Nie było tam silnej armii narodowej, lecz system milicji i jednostek dowodzonych przez członków jego rodziny. Państwo libijskie było w rzeczywistości „państwem Kaddafiego”. Kiedy on zginął, zniknęło spoiwo łączące kraj, co doprowadziło do natychmiastowego rozpadu struktur administracyjnych i finansowych.
Libia pod rządami Kaddafiego była klasycznym przykładem państwa rentierskiego, całkowicie uzależnionego od eksportu ropy naftowej. Gdy wybuchła wojna, wydobycie stanęło, a dochody państwa wyparowały niemal z dnia na dzień. Egipt, choć boryka się z biedą i zadłużeniem, posiada znacznie bardziej zróżnicowaną gospodarkę. Przychody z Kanału Sueskiego, turystyka, rolnictwo oraz przekazy pieniężne od Egipcjan pracujących za granicą tworzą siatkę bezpieczeństwa, której Libia nigdy nie zbudowała.
Co więcej, Egipt jest uznawany przez społeczność międzynarodową za kraj „zbyt duży, by upaść”. Z populacją przekraczającą 100 milionów ludzi, całkowite bankructwo i upadek Egiptu oznaczałyby katastrofę humanitarną i migracyjną o skali, której Europa i Bliski Wschód mogłyby nie przetrwać. Dlatego też kraje Zatoki Perskiej (jak Arabia Saudyjska czy Zjednoczone Emiraty Arabskie) oraz Stany Zjednoczone regularnie wspierają Egipt miliardowymi pożyczkami i bezzwrotną pomocą, byle tylko utrzymać tam stabilność.
Czy wiesz, że Kanał Sueski generuje dla Egiptu średnio od 7 do 9 miliardów dolarów rocznie? To jedno z najważniejszych źródeł twardej waluty dla kraju. Nawet w czasach największych niepokojów politycznych, egipska armia priorytetowo traktowała ochronę kanału, wiedząc, że jego zablokowanie oznaczałoby natychmiastową śmierć ekonomiczną państwa.
Libia Kaddafiego przez lata była pariasem na arenie międzynarodowej. Choć pod koniec swoich rządów dyktator próbował ocieplić relacje z Zachodem, nigdy nie stał się kluczowym sojusznikiem, którego warto byłoby ratować za wszelką cenę. Kiedy zaczęła się rewolucja, interwencja NATO przyspieszyła upadek reżimu, a brak planu na „dzień po” zostawił kraj w ruinie.
Egipt natomiast od czasu traktatu pokojowego z Izraelem w 1979 roku jest filarem amerykańskiej polityki na Bliskim Wschodzie. Rocznie otrzymuje od USA około 1,3 miliarda dolarów samej pomocy wojskowej. Ta stała kroplówka finansowa, połączona z ogromnymi inwestycjami z krajów arabskich, pozwala Egiptowi rolować długi i unikać oficjalnego ogłoszenia niewypłacalności, mimo że inflacja i koszty życia w tym kraju są ogromnym wyzwaniem dla przeciętnego obywatela.
Warto też zwrócić uwagę na sam przebieg wydarzeń w 2011 roku. W Egipcie Arabska Wiosna miała charakter masowych protestów ulicznych, które zmusiły elitę władzy do poświęcenia Mubaraka, by ratować system. W Libii protesty bardzo szybko przerodziły się w pełnoskalową wojnę domową z udziałem obcych mocarstw. Wojna niszczy infrastrukturę, odstrasza inwestorów na dekady i drenuje rezerwy walutowe znacznie szybciej niż jakikolwiek kryzys polityczny.
Egipt, mimo dwóch zmian władzy w krótkim czasie (Mubarak, potem Mursi i ostatecznie Al-Sisi), zachował ciągłość biurokratyczną. Urzędnicy skarbowi, bank centralny i służby celne pracowały niemal bez przerwy. W Libii bank centralny stał się przedmiotem sporu między zwalczającymi się rządami w Trypolisie i Tobruku, co doprowadziło do paraliżu finansowego kraju.
Choć Egipt nie zbankrutował w taki sposób jak Libia, jego sytuacja finansowa pozostaje napięta. Kraj ten jest jednym z największych importerów pszenicy na świecie, a wojna na Ukrainie mocno uderzyła w jego bezpieczeństwo żywnościowe. Stabilność Egiptu opiera się obecnie na bardzo kruchych fundamentach: zagranicznych pożyczkach i silnej ręce wojska. To pokazuje, że „brak bankructwa” nie zawsze oznacza zdrową gospodarkę, a jedynie skuteczne zarządzanie kryzysowe na poziomie państwowym.