Gość (37.30.*.*)
Wiele osób, słysząc nazwę „wyspy Hula-Gula”, oczyma wyobraźni widzi piaszczyste plaże, palmy kokosowe i turkusową wodę, gdzie czas płynie wolniej, a jedynym zmartwieniem jest wybór odpowiedniego koktajlu. Jeśli jednak spróbujesz odnaleźć to miejsce na mapie świata, czeka Cię spore zaskoczenie. Wyspy Hula-Gula w rzeczywistości nie istnieją – to termin, który funkcjonuje w polszczyźnie jako symbol mitycznego, egzotycznego raju, często używany z przymrużeniem oka.
Nazwa „Hula-Gula” jest tworem czysto językowym i kulturowym. Prawdopodobnie stanowi zlepek dwóch skojarzeń. Pierwszym z nich jest taniec „hula”, nierozerwalnie związany z Hawajami i kulturą polinezyjską. Drugi człon, „gula”, może pochodzić od rymowanki lub po prostu dobrze brzmieć fonetycznie, nadając całości zabawny, niemal dziecięcy charakter.
W polskiej kulturze termin ten zyskał popularność dzięki literaturze, piosenkom i kabaretom. Często używano go, aby opisać miejsce nierealne, odległe i bajkowo kolorowe, do którego ucieka się w marzeniach od szarej rzeczywistości. To synonim „ciepłych krajów”, w których wszystko jest prostsze i przyjemniejsze.
Choć same wyspy są fikcyjne, istnieje kilka realnych miejsc i nazw, które mogą brzmieć podobnie i wprowadzać w błąd:
Fenomen wysp Hula-Gula pokazuje, jak bardzo potrzebujemy w naszym języku i kulturze symboli beztroski. Podobnie jak „Nibylandia” czy „El Dorado”, Hula-Gula pełni funkcję bezpiecznej przystani w wyobraźni. W marketingu turystycznym nazwa ta bywa czasem wykorzystywana jako chwytliwe hasło reklamowe dla biur podróży oferujących wycieczki w egzotyczne zakątki świata, co dodatkowo utrwala przekonanie o ich istnieniu.
Warto wiedzieć, że w języku angielskim odpowiednikiem takiego „nieistniejącego raju” często jest fraza „Timbuktu” (choć to miasto istnieje naprawdę w Mali, stało się symbolem krańca świata) lub po prostu „Island of Nowhere”.
Czy wiesz, że wiele nazw, które brzmią dla nas egzotycznie, ma bardzo proste znaczenia w lokalnych językach? Na przykład nazwa wspomnianej wcześniej wyspy Bora-Bora w języku tahitańskim oznacza po prostu „pierworodna”. Z kolei Hawaje (Hawaii) prawdopodobnie wywodzą się od słowa „Hawaiki”, co w mitologii polinezyjskiej oznacza „miejsce bogów” lub „ojczyznę”.
Podsumowując, jeśli ktoś zaprasza Cię na wyspy Hula-Gula, najprawdopodobniej proponuje Ci wspólną podróż palcem po mapie lub po prostu żartuje. Mimo że nie kupisz tam biletu lotniczego, sama nazwa pozostaje jednym z najsympatyczniejszych określeń na wymarzone wakacje, jakie funkcjonują w naszym języku.