Gość (37.30.*.*)
Temat zmian w systemie podatkowym zawsze budzi ogromne emocje, bo bezpośrednio dotyka naszych portfeli. Propozycja, którą analizujemy, to prawdziwa rewolucja – z jednej strony mamy bolesne podwyżki i likwidację świadczeń, z drugiej zaś kuszące obniżki danin od zysków i paliw. Czy taki "suwak" budżetowy by się domknął? Odpowiedź nie jest prosta, ponieważ wymaga zestawienia miliardowych kwot, które każdego roku przepływają przez budżet państwa.
Zacznijmy od strony przychodowej. Podniesienie stawki VAT z 8% na 9% wydaje się kosmetyczną zmianą, ale w skali kraju to potężny zastrzyk gotówki. Co ważniejsze, propozycja zakłada przesunięcie wieprzowiny, soli, cukru i słodzików do stawki podstawowej (23%). To kluczowy punkt. Wieprzowina to najczęściej wybierane mięso w Polsce, a produkty słodzone są obecne w niemal każdym koszyku zakupowym. Taki ruch mógłby przynieść od kilku do nawet kilkunastu miliardów złotych rocznie, biorąc pod uwagę skalę konsumpcji.
Kolejnym filarem jest podatek od przesyłek. Przyjmując stawkę 2,5% (nie mniej niż 2,05 zł) od każdej paczki, uderzamy w sektor e-commerce, który w Polsce przeżywa rozkwit. Według danych rynkowych, rocznie nadajemy ponad miliard paczek kurierskich. Prosta matematyka sugeruje, że sam ten podatek mógłby zasilić budżet kwotą przekraczającą 2-3 miliardy złotych.
Do tego dochodzą oszczędności i mniejsze daniny:
Z drugiej strony mamy propozycje, które są niezwykle kosztowne dla Skarbu Państwa. Największym wyzwaniem byłoby obniżenie CIT do 8%. Obecnie podstawowa stawka to 19% (z 9% stawką dla małych podatników). Obniżenie głównej stawki o ponad połowę spowodowałoby gigantyczną lukę. CIT generuje rocznie około 70–90 miliardów złotych (zależnie od koniunktury). Taka redukcja mogłaby kosztować budżet nawet 30–40 miliardów złotych rocznie.
Podobnie wygląda sytuacja z podatkiem Belki. Obniżenie go z 19% do 10% to strata rzędu kilku miliardów złotych (w 2023 roku wpływy z tego podatku wyniosły rekordowe 9 mld zł, więc obniżka "kosztowałaby" około 4-4,5 mld zł).
Likwidacja akcyzy na prąd i opłaty emisyjnej na paliwo to kolejne ubytki. Akcyza na energię dla gospodarstw domowych jest już teraz bardzo niska, ale dla firm stanowi realny koszt. Z kolei opłata emisyjna (ok. 10 groszy do litra paliwa) to wpływy rzędu 2-3 miliardów złotych, które zasilają m.in. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Aby odpowiedzieć na pytanie, czy te zmiany by się zrównoważyły, musimy oszacować rzędy wielkości (dane szacunkowe na podstawie wykonań budżetowych z lat 2022-2023):
Zyski (szacunkowo):
Straty (szacunkowo):
Wynik: Na podstawie powyższych szacunków, proponowane zmiany prawdopodobnie nie zrównoważyłyby się. Luka budżetowa mogłaby wynieść od 10 do nawet 20 miliardów złotych rocznie na niekorzyść państwa.
W ekonomii istnieje zjawisko zwane "dynamicznymi efektami podatkowymi". Obniżenie CIT do 8% mogłoby przyciągnąć do Polski nowe inwestycje i zachęcić firmy do przenoszenia tu zysków, co w długim terminie mogłoby zwiększyć bazę podatkową. Z kolei droższe przesyłki i wyższy VAT na jedzenie mogłyby schłodzić konsumpcję, co paradoksalnie mogłoby obniżyć wpływy z VAT-u w innych kategoriach.
Wprowadzenie podatku od przesyłek (2,5%, min. 2,05 zł) byłoby ewenementem na skalę europejską. W dobie walki o ekologię, niektóre miasta na świecie (np. Nowy Jork) rozważały podobne opłaty, aby ograniczyć liczbę furgonetek kurierskich blokujących ulice. W Polsce taki podatek uderzyłby najbardziej w drobnych sprzedawców na platformach typu Allegro czy Vinted, gdzie koszt dostawy stanowi dużą część wartości zamówienia.
Nie mogę jednoznacznie zweryfikować ostatecznego wyniku z dokładnością do złotówki, ponieważ nie mam dostępu do aktualnych, szczegółowych modeli mikrosymulacyjnych Ministerstwa Finansów, które uwzględniają elastyczność popytu (czyli jak bardzo Polacy przestaliby kupować wieprzowinę po jej podrożeniu). Jednak opierając się na ogólnodostępnych danych o wykonaniu budżetu, radykalna obniżka CIT jest zbyt kosztowna, by mogły ją pokryć zaproponowane podwyżki w innych obszarach.