Gość (37.30.*.*)
System podatkowy w Polsce to temat, który potrafi przyprawić o zawrót głowy nawet najbardziej wytrwałych przedsiębiorców i pracowników. Obecnie fundamentem opodatkowania dochodów osób prywatnych jest podatek PIT (Personal Income Tax). Jednak coraz częściej w debatach ekonomicznych pojawia się postulat zastąpienia go tzw. podatkiem od wynagrodzeń. Choć na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to tylko zmiana nazwy, w rzeczywistości obie koncepcje opierają się na zupełnie innych fundamentach i niosą za sobą odmienne skutki dla naszych portfeli.
Podatek dochodowy od osób fizycznych (PIT) w swojej obecnej formie jest systemem niezwykle rozbudowanym. Jego główną cechą jest to, że opodatkowuje on dochód, czyli przychód pomniejszony o koszty jego uzyskania. System ten jest skonstruowany tak, aby uwzględniać sytuację życiową podatnika.
W obecnym systemie PIT mamy do czynienia z:
Postulowany przez niektórych ekspertów podatek od wynagrodzeń (często mylony lub łączony z ideą tzw. podatku jednolitego) to koncepcja radykalnego uproszczenia. Zamiast skomplikowanego obliczania dochodu, odliczania kosztów i stosowania ulg, podatek byłby pobierany bezpośrednio od kwoty wypłacanego wynagrodzenia brutto (lub funduszu płac pracodawcy).
W tym modelu państwo rezygnuje z wnikania w to, ile podatnik wydaje na dojazdy do pracy czy ile ma dzieci. Podatek staje się rodzajem "opłaty" od samej czynności wypłaty pensji. Często proponuje się go jako element tzw. daniny jednorazowej, która łączyłaby w sobie dzisiejszy PIT oraz składki na ZUS i NFZ w jedną, przejrzystą stawkę.
Zrozumienie różnic między tymi dwoma systemami pozwala dostrzec, dlaczego ta reforma budzi tak duże emocje. Oto najważniejsze punkty zapalne:
W PIT opodatkowany jest czysty zysk (dochód). Jeśli prowadzisz działalność i masz wysokie koszty, zapłacisz niski podatek. W podatku od wynagrodzeń liczy się sama kwota "na papierze". To sprawia, że system staje się znacznie prostszy w obsłudze dla firm, ale mniej elastyczny dla osób o specyficznych kosztach pracy.
To największa różnica. Obecny PIT jest narzędziem polityki państwa – poprzez ulgi promuje się posiadanie dzieci czy ekologiczne rozwiązania w domach. Podatek od wynagrodzeń z założenia ma być "ślepy" na te aspekty. Jest liniowy lub uproszczony, co oznacza koniec wspólnego rozliczania małżonków czy odliczania darowizn na cele charytatywne.
PIT wymaga od nas (lub naszych księgowych) corocznego składania deklaracji, zbierania faktur i pilnowania terminów. Podatek od wynagrodzeń mógłby być pobierany automatycznie przez systemy bankowe lub kadrowe bez konieczności wypełniania skomplikowanych formularzy PIT-37 czy PIT-36. Dla państwa oznacza to ogromne oszczędności na administracji skarbowej.
PIT obejmuje niemal każdą złotówkę, którą zarobi osoba fizyczna. Podatek od wynagrodzeń, jak sama nazwa wskazuje, dotyczy głównie pracy najemnej. Pojawia się więc pytanie: co z dochodami z giełdy, dywidendami czy sprzedażą mieszkania? Wprowadzenie podatku od wynagrodzeń musiałoby wiązać się z utrzymaniem osobnych ryczałtów dla innych źródeł przychodów.
Głównym argumentem za wprowadzeniem podatku od wynagrodzeń jest przejrzystość. Obecnie klin podatkowy w Polsce (czyli różnica między tym, co płaci pracodawca, a tym, co dostaje pracownik "na rękę") jest ukryty pod wieloma nazwami: składka emerytalna, rentowa, zdrowotna, podatek dochodowy. Podatek od wynagrodzeń pokazałby czarno na białym, ile faktycznie kosztuje praca.
Zwolennicy podkreślają również, że obecny system PIT promuje osoby potrafiące "optymalizować" podatki, podczas gdy zwykły pracownik na etacie nie ma takiej możliwości. Uproszczony podatek od wynagrodzeń uciąłby pole do nadużyć.
W niektórych krajach, np. w Estonii, system podatkowy jest tak uproszczony, że wypełnienie rocznej deklaracji zajmuje średnio mniej niż 5 minut. Większość danych jest zaciągana automatycznie, a system nie przewiduje setek drobnych ulg, co czyni go jednym z najbardziej przyjaznych dla obywatela na świecie.
Przejście z PIT na podatek od wynagrodzeń to nie tylko zmiana techniczna, ale też światopoglądowa. Przeciwnicy wskazują, że:
Obecnie dyskusja ta pozostaje w sferze postulatów programowych i analiz eksperckich. Choć system PIT jest krytykowany za skomplikowanie, jest on głęboko zakorzeniony w polskim prawie i każda próba jego zastąpienia podatkiem od wynagrodzeń byłaby największą reformą finansów publicznych od dekad.