Gość (37.30.*.*)
Wybór między dwiema osobnymi umowami zlecenia a jedną umową zawartą z dwoma zleceniobiorcami jednocześnie to klasyczny dylemat, który często pojawia się przy projektach realizowanych przez pary, rodzeństwa czy zgrane zespoły freelancerów. Choć polskie prawo, a konkretnie Kodeks cywilny, dopuszcza obie te formy, doświadczony prawnik niemal zawsze skłoni się ku jednemu rozwiązaniu. Dlaczego? Diabeł tkwi w szczegółach dotyczących odpowiedzialności, rozliczeń z ZUS-em i ewentualnych sporów.
Z perspektywy zleceniodawcy, ale i samych zleceniobiorców, podpisanie dwóch odrębnych dokumentów jest rozwiązaniem najbardziej przejrzystym. Każda umowa stanowi wtedy niezależny byt prawny. Oznacza to, że każda z osób odpowiada wyłącznie za swoje działania i postępy w pracy.
Główne zalety dwóch osobnych umów to:
Choć konstrukcja jednej umowy z kilkoma zleceniobiorcami jest możliwa, generuje ona szereg ryzyk, o których rzadko myśli się na początku współpracy. W prawie cywilnym pojawia się wtedy pojęcie solidarności. Zgodnie z art. 370 Kodeksu cywilnego, jeżeli kilka osób zaciągnęło zobowiązanie dotyczące ich wspólnego mienia, są one odpowiedzialne solidarnie, chyba że umowa stanowi inaczej.
Co to oznacza w praktyce? Jeśli projekt zostanie wykonany wadliwie, zleceniodawca może żądać naprawienia szkody lub zapłaty kary umownej od dowolnie wybranej osoby (lub od obu naraz). Dla zleceniobiorców to ogromne ryzyko – możesz zostać pociągnięty do pełnej odpowiedzialności finansowej za błąd kolegi, z którym podpisałeś wspólną umowę.
Dodatkowo, jedna umowa to koszmar dla księgowości. Systemy kadrowo-płacowe są zaprogramowane na obsługę pojedynczych numerów PESEL przypisanych do konkretnych kontraktów. Rozdzielanie wynagrodzenia, wystawianie dwóch rachunków do jednej umowy i generowanie deklaracji PIT-11 może prowadzić do błędów, które zainteresują urząd skarbowy lub ZUS.
Istnieją rzadkie sytuacje, w których jedna umowa jest stosowana, np. przy bardzo specyficznych usługach artystycznych lub rodzinnych, gdzie rezultat pracy jest absolutnie niepodzielny. Jednak nawet wtedy prawnicy zalecają ostrożność. Jeśli zleceniodawca upiera się przy jednym dokumencie, należy bardzo precyzyjnie opisać zasady wypłaty wynagrodzenia (np. wskazanie dwóch osobnych numerów kont i konkretnych kwot dla każdej z osób) oraz zasady odpowiedzialności.
Warto wiedzieć, że solidarność dłużników (zleceniobiorców) działa na korzyść zleceniodawcy. Daje mu ona „bezpiecznik” – jeśli jeden ze zleceniobiorców okaże się niewypłacalny, dług można ściągnąć od drugiego. Właśnie dlatego niektórzy zleceniodawcy celowo dążą do wspólnej umowy, choć dla samych wykonawców jest to skrajnie niekorzystne.
Jeśli zależy Ci na świętym spokoju, jasnych zasadach i braku problemów z urzędami, wybierz dwie osobne umowy zlecenia. To rozwiązanie:
W biznesie i prawie zasada „dziel i rządź” sprawdza się znakomicie – rozdzielenie formalne dwóch osób współpracujących przy jednym projekcie to najlepszy sposób na uniknięcie nieporozumień, które mogłyby zniszczyć nawet najlepszą relację zawodową.