Jakie masz pytanie?

lub

Co doradziłby doświadczony prawnik: dwie umowy zlecenia czy jedną umowę z dwiema osobami?

dwie umowy zlecenia umowa zlecenia dla dwóch osób jak zatrudnić dwie osoby
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Wybór między dwiema osobnymi umowami zlecenia a jedną umową zawartą z dwoma zleceniobiorcami jednocześnie to klasyczny dylemat, który często pojawia się przy projektach realizowanych przez pary, rodzeństwa czy zgrane zespoły freelancerów. Choć polskie prawo, a konkretnie Kodeks cywilny, dopuszcza obie te formy, doświadczony prawnik niemal zawsze skłoni się ku jednemu rozwiązaniu. Dlaczego? Diabeł tkwi w szczegółach dotyczących odpowiedzialności, rozliczeń z ZUS-em i ewentualnych sporów.

Dwie osobne umowy – dlaczego to bezpieczniejszy wybór?

Z perspektywy zleceniodawcy, ale i samych zleceniobiorców, podpisanie dwóch odrębnych dokumentów jest rozwiązaniem najbardziej przejrzystym. Każda umowa stanowi wtedy niezależny byt prawny. Oznacza to, że każda z osób odpowiada wyłącznie za swoje działania i postępy w pracy.

Główne zalety dwóch osobnych umów to:

  • Precyzyjne określenie obowiązków: Możesz dokładnie rozpisać, za co odpowiada osoba A, a za co osoba B. Unikasz dzięki temu sytuacji, w której jedna osoba „podpina się” pod sukcesy drugiej lub – co gorsza – obie twierdzą, że dany fragment zadania należał do tej drugiej strony.
  • Łatwość w rozwiązaniu współpracy: Jeśli jedna osoba przestanie wywiązywać się z obowiązków, możesz wypowiedzieć jej umowę, zachowując ciągłość współpracy z drugim specjalistą. Przy jednej wspólnej umowie proces ten staje się prawnie skomplikowany.
  • Indywidualne rozliczenia: Każdy zleceniobiorca ma inną sytuację podatkową i ubezpieczeniową (np. jeden jest studentem, a drugi pracuje na etacie). Dwie umowy pozwalają na bezbłędne naliczenie składek ZUS i zaliczek na podatek dochodowy.

Jedna umowa z dwiema osobami – pułapki prawne

Choć konstrukcja jednej umowy z kilkoma zleceniobiorcami jest możliwa, generuje ona szereg ryzyk, o których rzadko myśli się na początku współpracy. W prawie cywilnym pojawia się wtedy pojęcie solidarności. Zgodnie z art. 370 Kodeksu cywilnego, jeżeli kilka osób zaciągnęło zobowiązanie dotyczące ich wspólnego mienia, są one odpowiedzialne solidarnie, chyba że umowa stanowi inaczej.

Co to oznacza w praktyce? Jeśli projekt zostanie wykonany wadliwie, zleceniodawca może żądać naprawienia szkody lub zapłaty kary umownej od dowolnie wybranej osoby (lub od obu naraz). Dla zleceniobiorców to ogromne ryzyko – możesz zostać pociągnięty do pełnej odpowiedzialności finansowej za błąd kolegi, z którym podpisałeś wspólną umowę.

Dodatkowo, jedna umowa to koszmar dla księgowości. Systemy kadrowo-płacowe są zaprogramowane na obsługę pojedynczych numerów PESEL przypisanych do konkretnych kontraktów. Rozdzielanie wynagrodzenia, wystawianie dwóch rachunków do jednej umowy i generowanie deklaracji PIT-11 może prowadzić do błędów, które zainteresują urząd skarbowy lub ZUS.

Kiedy jedna umowa może mieć sens?

Istnieją rzadkie sytuacje, w których jedna umowa jest stosowana, np. przy bardzo specyficznych usługach artystycznych lub rodzinnych, gdzie rezultat pracy jest absolutnie niepodzielny. Jednak nawet wtedy prawnicy zalecają ostrożność. Jeśli zleceniodawca upiera się przy jednym dokumencie, należy bardzo precyzyjnie opisać zasady wypłaty wynagrodzenia (np. wskazanie dwóch osobnych numerów kont i konkretnych kwot dla każdej z osób) oraz zasady odpowiedzialności.

Ciekawostka: Solidarność dłużników

Warto wiedzieć, że solidarność dłużników (zleceniobiorców) działa na korzyść zleceniodawcy. Daje mu ona „bezpiecznik” – jeśli jeden ze zleceniobiorców okaże się niewypłacalny, dług można ściągnąć od drugiego. Właśnie dlatego niektórzy zleceniodawcy celowo dążą do wspólnej umowy, choć dla samych wykonawców jest to skrajnie niekorzystne.

Werdykt: Co wybrać?

Jeśli zależy Ci na świętym spokoju, jasnych zasadach i braku problemów z urzędami, wybierz dwie osobne umowy zlecenia. To rozwiązanie:

  1. Eliminuje chaos w dokumentacji ZUS i US.
  2. Pozwala na niezależne ocenianie jakości pracy każdego wykonawcy.
  3. Chroni zleceniobiorców przed odpowiedzialnością za cudze błędy.
  4. Ułatwia modyfikację warunków współpracy tylko dla jednej ze stron.

W biznesie i prawie zasada „dziel i rządź” sprawdza się znakomicie – rozdzielenie formalne dwóch osób współpracujących przy jednym projekcie to najlepszy sposób na uniknięcie nieporozumień, które mogłyby zniszczyć nawet najlepszą relację zawodową.

Podziel się z innymi: