Gość (37.30.*.*)
Wspomnienie szkolnych testów sprawnościowych u wielu osób budzi dreszcz emocji – zazwyczaj tych związanych z brakiem tchu i pieczeniem w płucach. Choć bieganie jest jedną z najprostszych form ruchu, w polskim systemie edukacji rzadko wykracza ono poza dystans 1000 metrów dla chłopców i 800 metrów dla dziewcząt. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka: od czysto fizjologicznych, przez logistyczne, aż po psychologiczne podejście do rozwoju młodego człowieka.
Głównym powodem, dla którego programy nauczania skupiają się na dystansach do jednego kilometra, jest specyfika rozwoju organizmu dziecka i nastolatka. Biegi długodystansowe wymagają nie tylko ogromnej wydolności tlenowej, ale także odpowiednio przygotowanego układu kostno-stawowego. U dzieci, których kości wciąż rosną, a stawy są bardziej elastyczne i podatne na przeciążenia, zbyt intensywne treningi wytrzymałościowe mogłyby prowadzić do kontuzji lub wad postawy.
Kolejną kwestią jest czas trwania lekcji. Standardowa godzina lekcyjna trwa 45 minut. W tym czasie nauczyciel musi przeprowadzić zbiórkę, rozgrzewkę (która przy biegach długich powinna być bardzo solidna), sam bieg, a potem pozwolić uczniom na uspokojenie organizmu i przebranie się. Przebiegnięcie kilku kilometrów przez całą klasę, w której poziom sprawności jest bardzo zróżnicowany, zajęłoby zbyt dużo czasu i uniemożliwiłoby realizację innych punktów programu.
Warto też wspomnieć o aspekcie motywacyjnym. Dla przeciętnego ucznia, który nie trenuje sportu wyczynowo, dystans 1000 metrów jest już dużym wyzwaniem. Wydłużenie go mogłoby przynieść efekt odwrotny do zamierzonego – zamiast zachęcać do aktywności, budowałoby niechęć do sportu i poczucie porażki u osób o słabszej kondycji.
Pytanie o optymalną liczbę godzin zajęć sportowych w szkołach od lat budzi dyskusje wśród lekarzy, fizjoterapeutów i pedagogów. Obecnie w polskich szkołach podstawowych i ponadpodstawowych standardem są 3 lub 4 godziny wychowania fizycznego tygodniowo. Czy to wystarczy? Specjaliści z Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) mają na ten temat dość jasne zdanie.
Według zaleceń WHO, dzieci i młodzież w wieku od 5 do 17 lat powinny poświęcać średnio co najmniej 60 minut dziennie na aktywność fizyczną o umiarkowanej lub dużej intensywności. Oznacza to, że system szkolny pokrywa zaledwie ułamek realnego zapotrzebowania organizmu na ruch. Eksperci medycyny sportowej sugerują, że optymalnym modelem byłaby jedna godzina zajęć sportowych każdego dnia szkolnego (czyli 5 godzin tygodniowo), uzupełniona o aktywność pozalekcyjną.
Większa liczba godzin WF-u to nie tylko lepsza kondycja fizyczna. Badania wykazują, że regularny ruch:
Choć w szkołach najczęściej biega się na konkretny dystans (np. wspomniane 1000 m), w sporcie amatorskim i zawodowym popularny jest tzw. Test Coopera. Polega on na nieprzerwanym biegu przez 12 minut. Zamiast mierzyć czas na danym odcinku, sprawdza się, jaki dystans udało się pokonać w wyznaczonym czasie. To doskonały wskaźnik wydolności tlenowej, który pozwala ocenić kondycję bez względu na to, czy ktoś jest sprinterem, czy długodystansowcem. Niektóre szkoły wprowadzają go jako alternatywę dla klasycznych biegów, co pozwala uczniom lepiej monitorować własne postępy bez presji "ścigania się z zegarkiem" na sztywnym dystansie.
Mimo że standardowy program kończy się na 1000 metrów, wiele szkół organizuje biegi przełajowe lub bierze udział w zawodach międzyszkolnych na dystansach 1500, 2000 czy nawet 3000 metrów. Są to jednak zazwyczaj zajęcia dla chętnych, którzy wykazują predyspozycje do tego typu wysiłku.
Dla ogółu uczniów najważniejsza pozostaje wszechstronność. Zamiast zmuszać wszystkich do maratonów, specjaliści stawiają na różnorodność: gry zespołowe, gimnastykę, pływanie czy lekkoatletykę w dawkach, które budują zdrowy nawyk, a nie traumę. Kluczem do sukcesu nie jest bowiem to, jak długo uczeń potrafi biec, ale to, czy po zakończeniu edukacji nadal będzie chciał zakładać buty sportowe z własnej woli.