Gość (37.30.*.*)
Budzisz się rano, wychodzisz do ogrodu i choć w nocy nie spadła ani kropla deszczu, Twoje buty są natychmiast przemoczone. To zjawisko, które towarzyszy nam niemal każdego lata, jest fascynującym przykładem na to, jak harmonijnie współpracują ze sobą różne dziedziny nauki. Choć potocznie mówimy po prostu o „rosie”, to za mokrymi źdźbłami trawy stoi skomplikowana fizyka, unikalna chemia wody oraz biologia samych roślin.
Z punktu widzenia fizyki, kluczowym pojęciem jest tutaj kondensacja, czyli zmiana stanu skupienia wody z gazowego (para wodna) na ciekły. Powietrze, które nas otacza, zawsze zawiera pewną ilość wilgoci. Jednak jego zdolność do „trzymania” pary wodnej zależy od temperatury – im cieplejsze powietrze, tym więcej wody może pomieścić.
W nocy, gdy słońce przestaje ogrzewać ziemię, dochodzi do zjawiska wypromieniowywania ciepła. Ziemia i rośliny tracą energię znacznie szybciej niż samo powietrze. W efekcie trawa staje się znacznie chłodniejsza niż otoczenie. Kiedy cieplejsze powietrze styka się z taką zimną powierzchnią, gwałtownie się ochładza. Jeśli temperatura spadnie poniżej tak zwanego punktu rosy, powietrze nie jest już w stanie utrzymać całej zawartej w nim pary wodnej. Nadmiar wilgoci musi się gdzieś podziać, więc osiada na najchłodniejszych elementach otoczenia – właśnie na trawie – tworząc kropelki rosy.
Chmury działają jak gigantyczny koc. Odbijają one promieniowanie cieplne z powrotem ku ziemi, zapobiegając szybkiemu wychłodzeniu gruntu. Dlatego po pochmurnej nocy trawa zazwyczaj pozostaje sucha – temperatura powierzchni nie spadła wystarczająco nisko, by osiągnąć punkt rosy.
Kiedy już fizyka „zmusi” parę wodną do skroplenia się, do gry wkracza chemia. Dlaczego woda na trawie tworzy urocze, okrągłe kropelki, a nie po prostu cienką, płaską warstwę wilgoci? Odpowiedzią są wiązania wodorowe.
Cząsteczki wody są polarne, co oznacza, że zachowują się jak małe magnesy – przyciągają się nawzajem. To zjawisko nazywamy kohezją. Na powierzchni kropli cząsteczki wody są silniej przyciągane do wewnątrz niż do otaczającego je powietrza, co tworzy tzw. napięcie powierzchniowe. Dzięki niemu woda dąży do przyjęcia kształtu o jak najmniejszej powierzchni, czyli kuli.
Dodatkowo istotna jest adhezja, czyli siła przylegania wody do powierzchni liścia. Woskowa warstwa (kutykula), którą pokryta jest większość roślin, jest hydrofobowa (odpycha wodę). To sprawia, że kropelki nie „rozlewają się” po liściu, lecz dumnie na nim balansują, lśniąc w porannym słońcu.
Wielu z nas zakłada, że cała woda na trawie pochodzi z powietrza. Biologia mówi nam jednak coś innego. Rośliny to nie tylko bierne obiekty, na których osiada wilgoć – one same aktywnie „płaczą”. To zjawisko nazywamy gutacją.
W nocy, gdy wilgotność powietrza jest wysoka, parowanie wody z liści (transpiracja) zostaje zahamowane. Jednak korzenie rośliny nadal pobierają wodę z gleby, wytwarzając tak zwane parcie korzeniowe. Skoro woda nie może wyparować, roślina musi pozbyć się jej nadmiaru w inny sposób. Wypycha ją więc przez specjalne otwory na brzegach liści, zwane hydatodami.
Aby rano trawa była mokra, musi zajść konkretna sekwencja zdarzeń:
Dzięki temu połączeniu procesów, przyroda funduje nam codziennie rano mały spektakl, który nie tylko pięknie wygląda, ale jest też kluczowy dla przetrwania wielu ekosystemów, dostarczając wilgoci tam, gdzie opady deszczu są rzadkie.