Jakie masz pytanie?

lub

Czy Złote Maliny źle świadczą o filmie, który otrzymał co najmniej jedną antynagrodę lub antynominację?

czy warto oglądać Złote Maliny fenomen antynagród filmowych czy Złote Maliny są wiarygodne
avatar

Gość (83.4.*.*)



Odpowiedź:

Złote Maliny, znane oficjalnie jako Golden Raspberry Awards, od dekad budzą skrajne emocje. Dla jednych są zabawnym prztyczkiem w nos dla przeładowanych budżetów i przerośniętego ego Hollywood, dla innych – niesprawiedliwym plebiscytem, który częściej celuje w popularne nazwiska niż w faktycznie najgorsze produkcje. Czy zatem znalezienie się na liście nominowanych to faktyczny dowód na to, że film jest stratą czasu? Odpowiedź nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać.

Czym tak naprawdę są Złote Maliny?

Złote Maliny narodziły się w 1981 roku z inicjatywy krytyka filmowego Johna J.B. Wilsona. Miały być humorystyczną alternatywą dla pompatycznej ceremonii wręczenia Oscarów. Zamiast celebrować najwybitniejsze osiągnięcia, kapituła (składająca się dziś z setek członków, w tym dziennikarzy i zwykłych kinomanów, którzy opłacili składkę) wybiera to, co ich zdaniem najbardziej rozczarowało w minionym roku.

Warto jednak pamiętać, że Złote Maliny to przede wszystkim show. Często nominacje nie trafiają do filmów obiektywnie najgorszych (takich, o których nikt nigdy nie słyszał), ale do tych, które były głośne, drogie i nie spełniły ogromnych oczekiwań. To sprawia, że „antynagroda” staje się raczej miarą zawodu niż braku warsztatu.

Dlaczego nominacja nie zawsze oznacza zły film?

Istnieje kilka powodów, dla których warto podchodzić do werdyktów fundacji Golden Raspberry z dużym dystansem. Historia kina zna mnóstwo przypadków, w których filmy zmieszane z błotem przez kapitułę Malin, po latach zyskały status arcydzieł lub kultowych klasyków.

Polowanie na wielkie nazwiska

Złote Maliny uwielbiają „bić” znanych i lubianych. Jeśli wielka gwiazda, taka jak Tom Hanks, Brad Pitt czy Sandra Bullock, zagra w nieco słabszej produkcji, nominacja jest niemal gwarantowana. Dlaczego? Ponieważ to generuje nagłówki w mediach. Mało kogo obchodzi niszowy, amatorski horror z zerowym budżetem, który faktycznie jest nieoglądalny. Ale „najgorszy film z udziałem zdobywcy Oscara”? To się klika.

Brak zrozumienia dla wizji artystycznej

Najlepszym przykładem pomyłki Złotych Malin jest film „Lśnienie” Stanleya Kubricka. Dziś uważany za jeden z najlepszych horrorów w historii kina, w 1981 roku otrzymał nominacje dla najgorszego reżysera i najgorszej aktorki (Shelley Duvall). Podobnie było z „Człowiekiem z blizną” Briana De Palmy. Czas pokazał, że to nie filmy były złe, lecz ówcześni głosujący nie byli gotowi na taką formę przekazu.

Kiedy Złote Maliny mają rację?

Oczywiście nie jest tak, że każda nominacja to pomyłka. Złote Maliny często trafnie punktują lenistwo Hollywood – niepotrzebne sequele, robione wyłącznie dla pieniędzy, czy filmy, w których aktorzy ewidentnie „grają na autopilocie”. Produkcje takie jak „Koty” (2019) czy niektóre części sagi „Zmierzch” stały się wręcz symbolami tego, co w nowoczesnym kinie komercyjnym może pójść nie tak. W takich przypadkach antynagroda bywa zasłużonym głosem sprzeciwu widzów wobec niskiej jakości serwowanej rozrywki.

Fenomen filmów „tak złych, że aż dobrych”

Warto wspomnieć o kategorii filmów, które dzięki Złotym Malinom zyskały drugie życie. Produkcje takie jak „Showgirls” Paula Verhoevena początkowo zostały zmiażdżone, ale z czasem stały się obiektem kultu. Widzowie zaczęli dostrzegać w nich kampową estetykę, satyrę lub po prostu specyficzny urok, którego nie mają „poprawne”, ale nudne filmy. Dla wielu fanów kina lista nominacji do Malin to doskonały drogowskaz w poszukiwaniu tzw. guilty pleasures – filmów, które ogląda się z ogromną frajdą, mimo ich ewidentnych wad.

Dystans gwiazd do antynagród

Ciekawostką jest fakt, że niektórzy twórcy potrafią przyjąć Złotą Malinę z ogromną klasą. Sandra Bullock w 2010 roku pojawiła się na ceremonii osobiście, by odebrać statuetkę za film „Wszystko o Stevenie”, rozdając członkom kapituły płyty DVD z filmem, by „mogli go obejrzeć jeszcze raz i przemyśleć swój wybór”. Co zabawne, zaledwie dzień później odebrała Oscara za rolę w „Wielkim Mike’u”. To pokazuje, że jedna wpadka (lub subiektywnie oceniony występ) w żaden sposób nie definiuje talentu ani wartości artysty.

Podsumowując, Złote Maliny to element popkulturowego folkloru, a nie rzetelny wyznacznik jakości. Jeśli Twój ulubiony film dostał nominację do tej nagrody, nie oznacza to, że masz zły gust. Oznacza to jedynie, że produkcja ta wzbudziła kontrowersje, nie spełniła oczekiwań masowej publiczności lub po prostu stała się łatwym celem dla satyryków. W świecie filmu, tak jak w każdej sztuce, ostatecznym sędzią zawsze pozostaje czas i indywidualne odczucia widza.

Czy wiesz, że?

W 2022 roku organizatorzy Złotych Malin stworzyli specjalną kategorię: „Najgorszy występ Bruce’a Willisa w filmie z 2021 roku”. Jednak po ogłoszeniu informacji o chorobie aktora (afazji) i jego wycofaniu się z zawodu, kapituła oficjalnie wycofała tę kategorię i przeprosiła, przyznając, że stan zdrowia mógł mieć wpływ na jego pracę. To jeden z niewielu momentów w historii nagrody, gdy organizatorzy zdecydowali się na tak wyraźny krok wstecz.

Podziel się z innymi: